|
Skład: Michael Monroe - śpiew; Ginger - gitara; Steve Conte - gitara; Sami Yaffa - gitara basowa; Karl Rockfist - perkusja
Produkcja: Jack Douglas
4 lata po ukazaniu się płyty Hanoi Rocks Street Poetry i aż 8 lat po ukazaniu się poprzedniego studyjnego solowego albumu Michaela Monroe wokalista postanawia przypomnieć o sobie nowym wydawnictwem Sensory Overdrive, na którym wspomagają go stary dobry kumpel z pierwszego składu Hanoi Rocks - Sami Yaffa (gitara basowa), gitarzysta Wildhearts - Ginger, znany z New York Dolls - Steve Conte (również gitara) oraz perkusista związany wcześniej m.in. z grupami Steel Prophet i Danzig - Karl Rockfist. Znając upodopania muzyczne Monroe'a nietrudno zgadnąć, co usłyszymy na albumie firmowanym jego nazwiskiem i co najważniejsze muzyka ta nie odbiega stylistycznie od tego, co prezentował w Hanoi Rocks. Może trochę szkoda tamtego legendarnego już szyldu, ale ostatecznie liczy się przecież zawartość krążka,
a nie to, jak jest podpisany.
Album otwiera punkowo Trick Of The Wrist i w sumie kawałek mógłby się spokojnie znaleźć na którejś z płyt Hanoi Rocks, przynajmniej na tych z ostatniej dekady. Jest melodyjnie, z powerem, idealnie jak na wstęp. Nie zabrakło krótkiego sola saksofonowego mającego nam chyba dać do zrozumienia, że to nie żaden punk, a po prostu klasyczny rock and roll. Ja to kupuję, chociaż gdyby 50 lat temu usłyszał coś takiego Elvis, to chyba musiałby zakończyć karierę. '78 wybrano na promocyjne video i zupełnie mnie to nie dziwi. Kawałek jeszcze lepszy niż poprzedni, chociaż oparty na podobnej filozofii. Jest tutaj trochę więcej melodii, szczególnie w refrenie, takie numery Hanoi Rocks serwowali w latach 2002-2007 i to chyba najlepsza rekomendacja dla tego wydawnictwa. Refren na długo pozostaje w głowie. Got Blood? to dla odmiany szybki, agresywny numer, gdzie Monroe na potrzeby zwrotki zmienia swój styl wokalny.
Dochodzę do wniosku, że mógłby spokojnie śpiewać nawet co ostrzejsze odmiany metalu z takim głosem. Got Blood? ma niby stylistykę punkową, ale jednak jest o wiele profesjonalniej zrobiony niż kawałki Sex Pistols. Przede wszystkim nie ma tu niedbalstwa, a i jest ciężej. Taki punk metal i myślę, że ta etykietka tutaj pasuje. No więc, skoro panowie narozrabiali, to trzeba trochę poprawić wizerunek imprezowiczów i zapodać Superpowered Superfly. Oczywiście to stare dobre Hanoi Rocks w najlepszym wydaniu. Myslę, że gdyby to nagranie pojawiło się na Two Steps From The Move, uchodziłoby tam za coś zupełnie normalnego, bo Michael Monroe doszedł już dawno temu do wniosku że będzie robił to, co potrafi najlepiej, czyli nagrywał rock and rollowe albumy oczywiście przystosowując brzmienie do czasów, w których nagrywa. Modern Day Miracle to już nieco inne podejście. Nie chcę powiedzieć, że te różnice są jakieś drastyczne, ale każdy kto dobrze zna dorobek Hanoi Rocks, a także solowego Monroe, wie, że muzyk balansuje na granicy agresywnego punka i imprezowego rock and rolla. I dzięki
temu nawet proste rockowe kawałki nie nużą i nie zlewają się w jedną bezkształtną całość. Tutaj z kolei refren agresywny, "Stop talkin' shut up". Ta fraza chyba idealnie oddaje poetykę ścieżki. Szybki Bombs Away nie daje wytchnienia. Obok przebojowego refrenu zwraca też uwagę wariacka solówka na harmonijce ustniej, która na tle ostrych punk rockowych riffów daje muzyce niezłego kopa. W All You Need robi się spokojniej i to taki typowy rock and rollowy hymn, z jakich słynęli Hanoi Rocks. Oczywiście jest to materiał na przebój, ale to można powiedzieć o prawie każdym nagraniu z tego albumu. Zadziorne Later Won't Wait charakteryzuje się tym, że wpleciono w nie delikatną partię saksofonu zupełnie odbiegającą stylistycznie od reszty utworu. Taka barowa wstawka będąca jednym ze smaczków płyty. Gone, Baby Gone to granie na totalnym luzie. Łagodna kompozycja, której nie powstydziłoby się Poison. W sumie nie jest to jakiś dynamit z racji rzeczy, ale nie psuje obrazu całości, co najwyżej nadaje pewnej dynamiki temu wydawnictwu. Center Of Your Heart to już szlifowanie archiwalnych
pomysłów, jakie zespół Hanoi Rocks prezentował na początku lat '80. Momentami mam wrażenie, że to echo kawałków Cafe Avenue czy Desperados, co naturalnie mi pasuje. Po prostu kolejna dawka mocnego rock and rolla. Debauchery As A Fine Art to powrót do szybkiego, mocnego rocka. Rozpusta jako sztuka piękna, hmm ładny tytuł. Sam numer kopie dupsko jak należy, więc na koniec coś żywiołowego i bezczelnego. Co mi się szczególnie podoba na tym krążku to fakt, że obaj gitarzyści grając te proste riffy nie robią tego na odwal się, tylko doskonale przykładają się do każdego dźwięku. Owocuje to takimi smaczkami jak wyciąganie dźwięku na mocnym przesterze dające efekt przytłumionej syreny alarmowej, co cholernie mi się podoba. To jest na przykład w tym ostatnim kawałku przy karkołomnej jak na ten gatunek muzyki solówce oraz w utworze Bombs Away. I choćby dlatego ten album bije na głowę każde nawet najbardziej finezujne punkowe dzieło, gdyż po prostu jest to technicznie na całkiem wysokim poziomie. A że muza prosta, cóż, taki jest rock and roll.
Album Sensory Overdrive traktuję jako kolejny krążek Hanoi Rocks, bo myślę, że całkiem fair będzie tak napisać. Nie jest to długa płyta, bo trwa zaledwie 33 minuty, co daje 3 minuty na utwór i mniej więcej tak właśnie jest. Żadnych dziwacznych wycieczek w dłuższe kompozycje poprzetykanych półminutowymi wygłupami. Po prostu solidna porcja rock and rolla, dobrze zagrana i wyprodukowana i to choćby sprawia, że solowy krążek Michaela Monroe bije na głowę ostatni solowy album innego hard rockowego weterana Stephena Pearcy'ego, który 3 lata temu wydał nie taki znowu zły krążek Under My Skin. Nie bez przyczyny podaję to wydawnictwo, bowiem mam wrażenie, że Pearcy chciał zrobić właśnie coś w stylu, jaki zaprezentował
Michael Monroe na tym wydawnictwie. Lider Hanoi Rocks górą, mimo że po tej formacji zostały już tylko wspomnienia. Sensory Overdrive polecam wszystkim fanom Hanoi Rocks i dobrego rock and rollowego grania. Myślę, że płyta będzie wysoko w moim zestawieniu najlepszych krążków 2011 roku.
Oficjalna strona artysty: www.michaelmonroe.com
LSDisease marzec 2011
|