|
Skład: Michael Angelo Batio - gitary; Warren Dunlevy, Jr. - śpiew; Joe Babiak - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Mark Tremonti, Vinnie Moore, George Bellas, Bill Peck, David Shankle, The MAB Forum Shredders
Produkcja: Michael Angelo Batio
Michael Angelo Batio - Amerykanin, a jakże. Tego pana należy kojarzyć przede wszystkim jako sprawnego instrumentalistę i trochę jako wokalistę. Grał sobie tu i ówdzie (chociażby w Nitro), ale przede wszystkim znany jest ze swojej działalności solowej. Osobiście zetknąłem się z nim przy okazji poprzedniej płyty Hands Without Shadows z roku 2005, która zawierała cowery bardzo znanych wykonawców.
Pamietam, że ta płyta po prostu mi się nie podobała i szybko wylądowała gdzieś na półce. Zapytacie więc, co mnie przyciągnęło do tego krąż. Już mówię. Zestaw znakomitych utworów. Byłem po prostu ciekawy, jak sobie poradził z tak wymagajacymi kawałkami. No i okładka także jest zachecająca. No więc odpalam i co? Ano, Dial In That Frequency jeszcze nic nie mówi, ale to co się dzieje potem, wprawia w osłupienie. Bo dalej mamy przepiękny Tribute To Dimebag, który jest niczym innym jak zlepkiem dwóch słynnych utworów Pantery. Najpierw mamy część instrumentalną (spcjalnie nie powiem Wam, jaki to kawałek - chcę, żebyście posłuchali sami i zachwycili się tak jak ja) z cudownym intrem, a potem Cowboys From Hell już z udziałem wokalisty, niejakiego Warrena Dunlevy Juniora. Bez bicia przyznaję, że facet wyśmienicie sobie poradził całkiem nieźle udając Anselmo, a miejscami brzmiąc zupełnie tak jak on. Nie ma jednak róży bez kolców. Tu i ówdzie ( i jest tak na całej płycie) mamy neoklasyczne wtrącenia, które choć zgrabnie wplecione, psują trochę wypracowany efekt. No cóż, taki wymiatacz po prostu musi sobie pograć i nic nam do tego. Dalej też jest fajnie, bo mamy coś zupełnie z innej beczki. Mowa o Clapton Is God, zlepku utworów Erica Claptona, zagranych w metalowej konwencji. Panowie na warsztat wzięli najpierw słynną Layla, następnie bardzo mało znane, ale wyśmienicie zagrane Badge i na koniec trochę dziwacznie, ale udanie zrobione Sunshine Of Your Love. A wokalista całkiem zgrabnie daje sobie radę. No cóż, jestem pod wrażeniem. Na razie udanie radził sobie z kopiowaniem Anselmo, a teraz samego Claptona, choć wiadomo, że to nigdy nie będzie to samo. Po takim początku człowiek nabiera ochoty na więcej i co? Metallica Rules, zlepek słynnych utworów Metalliki po prostu rozczarowuje. Zabrakło tej Mocy, tego kopa i tej wściekłości, która charakteryzowała trzy pierwsze płyty Jeźdźców. Pod względem warsztatowym oczywiście nie można mieć nic do zarzucenia, ale mi się po prostu nie podoba. Jedynie fragmencik Sanitarium podnosi skrzydełka. No trudno. Jedziemy dalej. W kolejce czeka EVH, będący niczym innym jak swobodną interpretacją utworów Van Halen. Mam jednak wrażenie, że gdyby grał tu razem z Batio sam szybkopalcy Eddie, to byłaby to prawdziwa petarda. Choć trzeba przyznać, że poraz kolejny Warren Dunlevy, Jr. staje na wysokości zadania i całkiem udanie śpiewa sobie "pod" wielkiego Davida Lee Rotha. Słucha się tego całkiem miło, ale w kolejce czeka prawdziwy hit. Mowa o Symphony Of Destruction, z gościnnym udziałem panów Vinniego Moore'a i George'a Bellasa, czyli dwóch całkiem znanych wiosłowych. Cower Megadeth wypadł po prostu wypaśnie, a ja (nie bijcie) przez chwilę miałem wrażenie, że śpiewa tu sam Dave Mustaine. A to po prostu znów nasz utalentowany wokalista, proszę Państwa. No mnie zamurowało. Jeden z najlepszych cowerów Megaśmierci, jakie dane było mi słyszeć. Myślę, że wymagający szef Megadeth byłby dumny z tak nagranego kawałka. A te solówki! Numer taki, że palce lizać. Dalej mamy For Jimi: All Along The Watchtower, udaną interpretację bardzo znanego nagrania. No i po raz kolejny pytam: w jaki sposób uchował się tak znakomity wokalista? Tu śpiewa bardzo lekko, z rockową manierą w głosie, ze słyszalnym luzem i bez napinki. Ogromne brawa! Bardzo podoba mi się także Tribute To Randy 2: You Can't Kill Rock And Roll. Świetnie zagrana rzecz, a jak zaśpiewana... To naprawdę może się podobać! Dalej mamy duet, a może pojedynek dwóch gitarzystów, bo w numerze On The Double do stawki dołącza sam David Shankle. Wyszedł pasjonujący, niemal power metalowy numer, z killerskimi wymianami solówek obydwu gitarzystów. Czas na Wielki Finał. Na najmocniejszą kompozycję na płycie, czyli MAB Forum Shreddathon, z udziałem zaproszonych przez Batio gości z forum MAB.
Czas na podsumowanie. Czy warto? Niewątpliwie tak, choć całość odbioru psuje ta fatalna wpadka z Metalliką. Gdy jednak przełknąć to jakoś, to otrzymuje się całkiem niezłą płytę, której z wielką przyjemnością się słucha. Waszej uwadze polecam przede wszystkim fenomenalny występ wokalisty. To, co on wyprawia, to jest mistrzostwo świata. Polecam.
Oficjalna strona artysty: www.angelo.com
Vincent styczeń 2010
|