|
Skład: Michael Diamond - śpiew; Armando Ibs - perkusja; Ginger Roxxx - gitary; Rikki Ratchet - gitara basowa
Produkcja: Metal Shop
To miał być podobno muzyczny żart...Tzn. muzycy nagrywając to chcieli ośmieszyć glam, sleaze czy hairmetal. Szczerze mówiąc może i to jest żart, ale nie ośmiesza on tych gatunków w żadnym możliwym stopniu. Dlaczego? Bo jak coś jest REWELACYJNIE zagrane i wyprodukowane nie może być żartem. Chyba, że chodzi tu o wyrafinowany żart, hehe. Produkcja tej płyty jest najlepszą, jaką słyszałem na tego rodzaju wydawnictwie. Nie przymierzając taki Poison jest lata świetlne od MS jeśli chodzi o kwestie mixu. A to przecież niezależne wydawnictwo...
Zacznijmy od początku. Historia zespołu, jeśli się jej przyjrzymy bliżej, jest bardzo enigmatyczna. Niestety członkowie zespołu sami gmatwają tę sytuację dając w internecie zmyślone wywiady, piejąc peany na swoją cześć i naprawdę trudno się połapać, co jest prawdą , a co mitem.. Jednak z całą pewnością wokalistą zespołu ukrywającym się pod pseudonimem Michael Diamond jest Ralph Saenz, znany z krótkiego epizodu w L.A.Guns pt. Wanted, a także z udziału w nagraniu solowej płyty Tracy Gunsa Killing Machine". Gitarzysta Rikki Ratchett wraz z Diamondem gra także w zespole kowerującym wczesny Van Halen, który to nazywa się The Atomic Punks (Ratchett wystepuje tu pod własnym nazwiskiem - Russ Parrish). Co do reszty zespołu trudno cokolwiek stwierdzić na pewno, ale najprawdopodobniej pod pseudonimem Ginger Roxx ukrywa się Rob Swanson, były muzyk takich grup jak Lixx Array czy Brunette (miał od nich odejść tuż przed zmianą nazwy na Hardline i podpisaniem kontraktu). Natomiast nazwiska perkusisty ukrywającego się pod pseudonimem Blackhead nie udało mi się ustalić ponad wszelką wątpliwość, podobno grał w zespole Udo Dirkschneidera, Warlock, Survivor... hmm... wątpliwe. Rzut oka na okładkę i wiemy, kim chłopaki się inspirują. Okładka może nie najoryginalniejsza, ale nie o to chyba chodzi, prawda? Wskaźnik na wieży po włożeniu CD wskazuje na 9 piosenek, jednak jest to mylące, ponieważ 4 z nich są mówionymi intrami, recytowanymi historyjkami, których kontynuacją są piosenki. Te wymawiane intra są fantastycznie zagrane, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są to profesjonalni aktorzy. Kto wie? A więc EP-ka. Szczerze mówiąc nie lubię takich wydawnictw, ponieważ zanim się puści płytę ona się już kończy, ale na szczęście te pięć numerów to prawdziwe majstersztyki. Słuchając ich człowiek trzyma się za głowę, że komuś dziś chce się jeszcze tak grać. Zawartość płyty to koncept album opowiadający o miłosnych przygodach muzyków, którzy są głównymi bohaterami tej opowieści. Wygłaszają oni przy tym dużo własnych komicznych "złotych myśli". Jeśli się przyjmie konwencje tych tekstów, można uznać je za bardzo śmieszne, dla innych mogą sie okazać prymitywne (kobiety?). Zostawmy już te śliskie teksty, a zajmijmy sie muzyką. Po krótkim intro mamy kawałek Big Boobs mówiący o wiadomych rzeczach. Pierwsze co rzuca się w ucho to świetne brzmienie, mocne ze słyszalnym basem i świetnie brzmiącą perkusją (jeśli chodzi o jej brzmienie mam największe zarzuty w stosunku do innych płyt glamowych). Fat Girl That She Blows przypomina mi Warrant z okresu Cherry Pie - ta sama praca gitar, takie same chórki... wielka klasa. Rozpędzony Hells On Fire i Metal Shop to wymieszany Bulletboys, Britny Fox i Dangerous Toys. Są to dość mocne numery z pewnymi naleciałościami heavymetalowymi. Ballada Stripper Girl jest jakby żywcem wyjęta z Open Up And Say Ahh grupy Poison.
Ta EP-ka to wszystko co najlepsze w sleazie i glamie. Wielka szkoda, że to tak krótka płyta. Po prostu trzeba ją słuchać po trzy razy "na okręta" i powinno być OK. Polecam ją każdemu maniakowi hairmetalu. To po prostu klejnot...
PS W booklecie mamy kilka prześmiesznych podziekowań, np. Rachet pisze, że Lita Ford miała na niego wpływ, ponieważ "zawsze chciał ją przelecieć", z kolei o C.C. Deville napisał, że "dziekuje mu za to, że zainspirował go, by nie ćwiczył zbyt długo z instrumentem". Takich tekstów jest tam o wiele więcej...
Oficjalna strona zespołu: www.metalshoprules.com
Vandervelde styczeń 2004
|