|
Skład: Ronny Munroe - śpiew; Kurdt Vanderhoof - gitary, mellotron, syntezator mini-Moog; Rick Van Zandt - gitary; Steve Unger - gitara basowa, chórki; Jeff Plate - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Angus Clark, Chris Cafferey, Matt Leff
Produkcja: Kurdt Vanderhoof
Długa kariera Metal Church dowodzi, że wciąż jest zapotrzebowanie na muzykę z pogranicza heavy i thrash metalu, a wypracowany przez zespół styl jest na tyle charakterystyczny, że niezależnie w którą stronę przechyla się wahadełko, słychać, że gra Metal Church. This Present Wasteland to dziewiąty w karierze album grupy i trzeci z kolei, na którym śpiewa wokalista Ronny Munroe. Na gitarze Kurdt Vanderhoof, który powrócił do grania w zespole w 1999 roku, kiedy to zrobiono re-union składu z Davidem Waynem i nagrano średnio udany krążek Masterpeace. To właśnie Vanderhoof jest siłą napędową i autorem charakterystycznego brzmienia grupy i nawet kiedy nie grał w zespole, to był autorem niemal wszystkich kawałków, jakie wtedy pojawiły się na płytach Metal Church. W tym oczywiście na płycie Hanging In The Balance, moim ulubionym albumie zespołu, a i zdecydowanie najbardziej polecanym fanom klasycznego hard and heavy.
Tymczasem This Present Wasteland rozpoczyna mocny dynamiczny heavy metal w postaci kawałka In The Company Of Sorrow. Brzmienie gitar bardzo charakterystyczne i pod tym względen niewiele się zmieniło od samego początku istnienia zespołu. Sam riff może jednak kojarzyć się z Annihilatorem np z okresu płyty King Of The Kill. W sumie udana kompozycja, aczkolwiek ciut rozwleczona. Słówko o wokaliście. Nie jest on specjalnie oryginalny, ale wpisuje się w styl, jaki prezentowali jego poprzednicy, przy czym brak mu tego hard rockowego zacięcia w głosie. Jest tu więcej przeciągłych zawodzeń w stylu Bruce'a Dickinsona. Może być. Chociaz wolę oryginał. Dobrym przykładem takich zawodzących wokali jest drugi na płycie Perfect Crime. Utwór jak i poprzednik jest wysokich lotów, aczkolwiek mam pewną uwagę, która odnosi się zresztą do całego wydawnictwa. Za dużo tu metalowego patosu, a za mało hard rockowych tematów, jakie mogliśmy znaleźć na płycie Hanging In The Balance. Chociaż pewne podobieństwa dałoby się znaleźć. Deeds Of A Dead Soul to raptem 8 minut metalu w wolnym tempie. Jest to może i metal, ale z hard rockowym (pełnym) brzmieniem gitar. Przypomina to stylistykę Queensrÿche, co jak dla mnie jest dużym plusem. Wokalista mimo że strasznie nadwyręża gardło, w pewnych momentach śpiewa w manierze Davida Coverdale'a. W utwórze mamy też do czynienia z melodyjnym i supertechnicznym solem. Więc mimo długiego czasu trwania zaliczam Deeds Of A Dead Soul do kawałków udanych. Meet Your Maker to w zasadzie thrash metal i można by tę kompozycję zamieścić na kultowym albumie The Dark. Jak dla mnie sporo w sekcji rymticznej i w wokalach nawiązań do Overkill. Ale ten refren to całe Metal Church. Zakręcony riff Monster to już coś bliżej Blessing In Disguise, czyli trzeciej płyty grupy. Nie ma się czego przyczepić, ale kawałek nie zwraca specjalnie mojej uwagi. Chociaż solówka bardzo popisowa i techniczna, co akurat cieszy. Crawling To Extinction to jeden z moich ulubionych utworów na albumie. Zwraca uwagę wyraźne dążenie do tego, co zespół prezentował 15 lat wcześniej. Gdyby numer zyskał bardziej melodyjny refren, mógłby spokojnie znaleźc się na płycie Hanging In The Balance. Jest tutaj nawet motyw kojarzący się z kawałkiem Hypnotized z tamtego krążka. Piękny balladowy wstęp do War Never Won to także Metal Church w najwyższej formie. Z jednej strony piosenka nawiązuje do monumentalnych metalowych ballad z lat '80, ale z drugiej praca gitar bardziej kojarzy mi się z hard rockiem. Kawałek ten widziałbym np na Operation Mindcrime Queensrÿche. Świetna kompozycja. Mass Hysteria to powrót do ostrego metalu. Może nic specjalnego, ale wstydu muzykom nie przynosi. Nieco melodyjniej robi się w Breathe Again, może za sprawą maidenowych zagrywek? Tak czy owak ja widziałbym ten utwór na płycie The Human Factor z 1991, a to już naprawdę nobilitacja. Za to totalne Iron Maiden mamy w ostatnim na albumie Congregation. Te charakterystyczne unisona gitar, ale i riffy ciosające w odpowiedni sposób. Co prawda numer jest bardziej heavy niż to, co proponowała ekipa Harrisa, ale ma podobną melodykę i przebojowość. Więc końcówka krążka nie da się ukryć okazała i po części rekompensuje kilka wcześniejszych niedostatków (głównie w melodyjności). W środku tej kompozycji umieszczono nastrojową wstawkę, co trochę kojarzy mi się ze wspomnianym wcześniej Annihilatorem, ale i solo udało się pięknie dopasować.
I pod tym kątem Metal Church wypada może i lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, ale jeśli chodzi o same kawałki to This Present Wasteland jest cieniem takiego Hanging In The Balance. Nie szkodzi. Już się przyzwyczaiłem, że w zespole nie ma Mike'a Howe'a, który jak dla mnie był najlepszym gardłowym Metal Church i że o powtórce w stylu sprzed 15 lat raczej nie będzie mowy. Należy się cieszyć zatem z tego, co jest, a panowie postanowili w odnowionym składzie nagrać kolejny przyzwoity album. Dla fanów Metal Church to lekcja obowiązkowa, dla fanów heavy i thrash metalu płyta bardzo wskazana.
Oficjalna strona zespołu: www.metalchurchmusic.com
LSDisease luty 2009
|