Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

METAL CHURCH - Metal Church [1984]
Wydawca: Elektra / WEA / Steamhammer / Ground Zero

  1. Beyond The Black
  2. Metal Church
  3. Merciless Onslaught
  4. Gods Of Wrath
  5. Hitman
  6. In the Blood
  7. (My Favorite) Nightmare
  8. Battalions
  9. Highway Star
  10. Big Guns (demo) [europejski bonus]
Metal Church

Skład: David Wayne - śpiew; Kurdt Vanderhoof - gitary; Craig Wells - gitary; Duke Erickson - gitara basowa; Kirk Arrington - perkusja

Produkcja: Kurdt Vanderhoof i Kirk Arrington

Metal Church! Któż nie słyszał o tym zespole! Amerykańska, legendarna już formacja metalowa, założona w 1981 roku pod nazwą Shrapnel. W czasie, gdy thrash dopiero się rozwijał, grupa była jednym z pionierów tego gatunku, choć w jej muzyce nie brakuje elementów charakterystycznych dla klasycznego heavy/power metalu. Pierwszy skład ekipy stworzyli: Mike Murphy (śpiew), Kirk Arrington (perkusja), Craig Wells i Kurdt Vanderhoof (gitary) oraz Duke Erickson (bas). Po odejściu Mike'a Murphy'ego, obowiązki wokalisty objął David Wayne.

Debiutancka płyta Metal Church ukazała się w roku 1984, poprzedzona czteroutworową taśmą demo Four Hymns z 1982 roku. Idę o zakład, że wiele osób w ogóle o tej grupie nie słyszało, tymczasem, w połowie lat osiemdziesiątych Metal Church byli tak samo znani jak Metallica czy Anthrax, jeździli wspólnie z nimi na koncerty i nagrali dwie zajebiste płyty, na których udatnie połączyli klasyczny heavy metal z rodzącym się właśnie thrashem. Trzeba też powiedzieć, że grupa wywarła olbrzymi wpływ na nasze rodzime Turbo (Kawaleria Szatana) i Wilczego Pająka, z okresu pierwszego albumu. Niewiele brakowało, a Metalowy Kościół zawitałby do Polski wraz z Metalliką w 1987 roku, kiedy byli u szczytu kariery. Niestety, po wydaniu drugiego albumu noszącego tytuł The Dark z zespołu odchodzi legendarny wokalista David Wayne i dobra passa się kończy. Co prawda, w 1991 Metal Church są gwiazdą festiwalu Dynamo, ale nigdy nie zdołali już odbudować pozycji, jaką mieli w połowie lat osiemdziesiątych. Stali się za to kapelą kultową, cenioną dziś przez prawdziwych koneserów ciężkiego grania. Grupą dla muzyki, której ukuto termin heavy metal/thrash. Niekwestionowanym liderem zespołu od zawsze był gitarzysta Kurdt Vanderhoof. To on w 1980 roku zakłada zespół, któremu daje buńczuczne miano Metal Church - od nazwy swojego mieszkania w San Francisco, w którym zbierali się tamtejsi wielbiciele heavy metalu. Pierwotnie formacja miała się nazywać Anvil Chorus, a w jej szeregach znalazł się perkusista Lars Ulrich, który za jakiś czas założyć miał Metallikę. Koniec końców Lars nie zdecydował się jednak na granie w zespole Vanderhoofa - po prostu nie chciało mu się przeprowadzać z Los Angeles do San Francisco. Kurdt od zawsze zafascynowany był grupą Deep Purple, a potem także Judas Priest i Iron Maiden. Kawałki, które wykonywać miał jego zespół, zaczął tworzyć już pod koniec lat siedemdziesiątych, tak że kiedy powołał do życia Metal Church, część repertuaru zawartego na debiucie była już właściwie gotowa. W pierwszym, klasycznym składzie Metal Church znaleźli się oprócz Vanderhoofa drugi gitarzysta Craig Wells, basista Duke Erickson, perkusista Kirk Arrington i wspomniany już wokalista David Wayne. Ten właśnie skład w roku 1984 zarejestrował pierwszy album zatytułowany od nazwy zespołu właśnie Metal Church. Na okładce spowita w kłębach dymu i porośnięta bluszczem, znalazła się elektryczna gitara (taka jakiej używał James Hetfield z Metalliki, za czasów płyty ... And Justice For All). Do gryfu przytwierdzoną ma omszałą belkę, tak aby powstał krzyż. Całości dopełnia czerwone, postrzępione logo zespołu. Album z jednej strony odzwierciedla fascynację grupy raczkującym dopiero thrash metalem, z drugiej zaś mocno nawiązuje do zespołów z nurtu New Wave Of British Heavy Metal. O ile dla Slayera, Overkill czy Anthraxu był to punkt wyjścia do unowocześniania swojej muzyki, dla Metal Church jest to już konkretny styl, w którym zespół chce się poruszać. Niektóre kawałki z tej płyty, takie choćby jak Hitman, Gods Of Wrath i Battalions kojarzyć się mogą również z rodzącą się wtedy amerykańską odmianą heavy metalu, z grupami w rodzaju Manowar czy Savatage. Z kolei Beyond The Black, Metal Church, Merciless Onslaught i (My Favorite) Nightmare, choć oczywiście takiego podziału do końca konsekwentnie przeprowadzić się nie da, będą już thrashowymi klasykami najwyższej próby. Ten rozdźwięk może poniekąd wynikać z faktu, iż poszczególne utwory powstawały w różnych latach. Produkcja płyty jest niezwykle czytelna i dopracowana - jak na początek lat osiemdziesiątych oczywiście. Inaczej być nie mogło, skoro w tym zadaniu wspomagał grupę nie kto inny jak Terry Date, późniejszy współtwórca sukcesów Pantery. Każdy instrument jest dobrze słyszalny, świetnie nagłośniono perkusję, bardzo dobrze brzmi bas. Jak dla mnie bardziej z przodu powinny być jednak gitary. Taki np. In The Blood zabrzmiałby wtedy dużo ciężej, bardziej czadowo.

Dzieło niesamowite i przede wszystkim kompletne, fenomenalne i zjawiskowe. Tak sobie myślę, że można ten muzyczny majstersztyk porównywać chyba tylko wyłącznie do debiutu Jag Panzer. Jest to jeden z tych albumów, jakie powodują przy pierwszym odsłuchu całkowicie jednoznaczne opadnięcie kopary do ziemi. Podsumowując: kto nie zna, ten jest uboższy.

Oficjalna strona zespołu: www.metalchurchmusic.com

Vincent
sierpień 2010