|
Skład: Mike Howe - śpiew; John Marshall - gitary; Craig Wells - gitary; Kirk Arrington - perkusja; Duke Erickson - gitara basowa
Produkcja: Thom Panunzio, Kenny Laguna i Paul O'Neill
Naturalną tendencją thrashowych gigantów lat '80 było w pierwszej połowie lat '90 wydawanie płyt łagodniejszych, bardziej związanych z tradycyjnym metalem, nierzadko z hard rockiem. Przykładów można znaleźć mnóstwo, że wymienię tylko najbardziej spektakularne czyli albumy Metallici i Megadeth. Metal Church nigdy nie zdobyło popularności wyżej wymienionych zespołów, jednak nagrali kilka płyt, z których ta z całą pewnością zasługuje na największą uwagę. I pomyśleć że ten album miał się wogóle w Europie nie ukazać...
Od samego początku wolnego Gods Of Second Chance wiadomo już, że nie będziemy mieli do czynienia z jakimś thrashowym wymiataniem. Możemy się natomiast spodziewać niesamowitej heavymetalowej energii, której zapewne nie powstydziłoby się samo Iron Maiden. Wokal Mike'a Howe'a to jakby coś pomiędzy drapieżnym Brucem Dickinsonem za czasów No Prayer For The Dying, a Blitzem z Overkill. Loser In The Game - Dynamiczny heavy metal momentami kojarzący się z WASP, świetna partia basu klasyczne metalowe gitary i przebojowy refren. W Hypnotized mamy trochę inne klimaty. To najmniej melodyjny numer albumu, ale posiada swój magnetyzm. Ciężkie gitary i przekształcony głos wokalisty w refrenie. Brzmi to trochę psychodelicznie. Następny na płycie No Friend Of Mine to już metal w stylu lat '80. Melodyjny' przebojowy i w sumie nazwałbym to hard rockiem bo faktycznie pachnie tutaj produkcjami Saxon. Waiting For A Savior jest już nieco spokojniejszy, bardziej nastrojowy. Zresztą też jest to świetny numer. Dalej Conductor. Zwrotka prawie thrashowa, gdzie słyszę jakby echa Exodus, ale refren to już czysty heavy metal, przebojowy, niesamowity. Oczywiście można znaleźć jakieś koneksje z Annihilatorem, ale czyż Annihilator nie grał bardziej klasycznie metalowo na początku lat '90 niż thrashowo? W Little Boy mamy pewne nawiązania do thrash metalu z lat '80, ale zaczyna się spokojnie, wolno. Kompozycji towarzyszy sugestywny tekst o zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę. Temat poruszany zresztą przez wiele zespołów. Po tym długim, klimatycznym, metalowym numerze dynamiczna bardziej melodyjna propozycja Down To The River. Słychać echa NWOBH, ale pojawia się też coś bardziej amerykańskiego - momentami gitara gra w klimatach rodem z amerykańskiego południa. To z pewnością jeden z lepszych utworów na płycie. Po nim powrót do dłuższych form. Nieco senny End Of The Age, przynajmniej dla mnie nie jest tutaj koniecznym kawałkiem, podobnie jak instrumentalna miniatura w postaci Lovers And Madmen. Natomiast A Subtle War to Maiden za najlepszych czasów. Już na samym początku słyszymy bardzo charakterystyczne dla NWOBH gitarowe motywy. Numer jak najbardziej trafiony. Bonusowy Low To Overdrive jest w porządku, i dobrze się go słucha. Jest to kawał masywnego metalu i taka jest cała płyta. Energetyczna i przebojowa. Mogę ją polecić każdemu fanowi heavy metalu.
Oficjalna strona zespołu: www.metalchurchmusic.com
LSDisease listopad 2003
|