Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MEGADETH - Youthanasia [1994]
Wydawca: Capitol

  1. Reckoning Day
  2. Train Of Consequences
  3. Addicted To Chaos
  4. A Tout Le Monde
  5. Elysian Fields
  6. The Killing Road
  7. Blood Of Heroes
  8. Family Tree
  9. Youthanasia
  10. I Thought I Knew It All
  11. Black Curtains
  12. Victory
  13. Crown Of Worms [japoński bonus track]
  14. Holy Wars... The Punishment Due [Live] [japoński bonus track]
  15. Symphony Of Destruction [Live] [japoński bonus track]
  16. Sweating Bullets [Live] [japoński bonus track]
Youthanasia

Skład: Dave Mustaine - śpiew, gitara; Nick Menza - perkusja; Marty Friedman - gitary; David Ellefson - gitara basowa

Produkcja: Max Norman i Dave Mustaine

Po ogromnym sukcesie poprzedniej płyty Countdown To Extinction (2 miejsce na liście Billboardu), Dave Mustaine i spółka nie kazali nam zbyt długo czekać na następny album. Bez większych ceregieli (w przeciwieństwie do Metallici), w dwa lata po ukazaniu się "Countdown", zaproponowali nową porcję muzyki. Niektórych ten album rozczarował, ale trudno dzisiaj znaleźć płytę Megadeth, która by była tak spójna brzmieniowo, a zarazem kryła tak wiele różnorakich smaczków.

Już od samego początku słychać, że mamy do czynienia z wielką produkcją (tym razem Max Norman zbytnio się nie patyczkował i postawił na masywne, aczkolwiek bardzo klasyczne brzmienie). Reckoning Day to porcja ciężkiego metalu i to diabelnie przebojowego. Oczywiście można tutaj dywagować, czy aby na pewno Megadeth powinno tak grać, ale każdy, kogo nie ruszy Train Of Consequences, nie powinien słuchać dalej tej płyty. A może się mylę. W każdym razie obydwa wspomniane przeze mnie utwory to klasyka metalu w najlepszym wydaniu (zapomnijcie "Peace Sells"). W Addicted To Chaos nieco skomplikoane partie instrumentalne ciekawie harmonizują z wokalem Mustaine'a (taki zabieg stosowało często Iron Maiden), naprawdę brzmi to okazale. Dalej jest jeszcze lepiej. A Tout Le Monde to mój ulubiony utwór z tej płyty, a i być może najlepszy kawałek Megadeth w ogóle. Balladowy początek przywodzi mi na myśl Captive Honour z płyty poprzedniej, z tym że tutaj i dalej mamy świetną kompozycję. Nie zabrakło miejsca na nieco pompatyczne solo. Marty Friendman gra raczej oszczędnie, aczkolwiek jest tu masa momentów, gdzie takie drobne smaczki są po prostu doskonałym uzupełnieniem kompozycji. A wszystko to brzmi podniośle, okazale, nie sposób przejść obojętnie wobec takiej produkcji. Elysian Fields ma w sobie sporo z rock and rollowego oblicza Megadeth, natomiast Blood Of Heroes to niczym hymn (niech nikt nie kojarzy z Manowar, to Megadeth w postaci z Countdown To Extinction). Family Tree zaś po raz kolejny udowadnia że w Megadeth A.D. 1994 melodyjność gra podstawową rolę. Znowu solówka, że aż ciarki przechodzą. Podobne zresztą klimaty są w I Thought I Knew It All, zaś Victory to chyba jeszcze nawiązanie do płyty poprzedniej. Na tle tych wszystkich doskonałych utworów takie Black Curtains wypada mizernie, ot próba zagrania bardziej mrocznie tutaj po prostu się nie sprawdza, choć np. kawałek tytułowy w podobnych klimatach jest całkiem niezły. Warstwa liryczna płyty to po części stare wypróbowane tematy: narkotyki, samotność itd. (Addicted To Chaos, I Thought I Knew It All, Victory), rozrachunek z życiem (wzruszające A Tout Le Monde, Elysian Fields, Victory), ale także mamy ponure tematy, z którymi boryka się cywilizowane społeczeństwo (Family Tree, Train Of Consequences, Black Curtains). Pojawia się trochę apokaliptycznych wizji (Reckoning Day, Black Curtains). Nie zabrakło nawiązania do kariery zespołu, jak choćby w prawdziwym manifeście artystycznym Blood Of Heroes, albo nieco żartobliwym Victory (tekst pozlepiano z tytułów kompozycji zespołu z całego okresu dotychczasowj kariery i dodano to i owo). Jest też o trudzie tras koncertowych (Killing Road).

Generalnie doskonały metalowy (tudzież hard rockowy) album, najlepszy brzmieniowo jeśli chodzi o płyty Megadeth, dla mnie w ogóle najdoskonalszy album zespołu. Jak już wspomniałem, spójny ale nie monotonny, zresztą składa się niemal z samych krótkich kawałków, więc do najdłuższych też nie należy. Ale to w zupełności mi wystarcza, po prostu Megadeth w najlepszej formie. A sukces taki jak poprzednio nie przyszedł, ale to już zupełnie inna historia...

Oficjalna strona zespołu: www.megadeth.com

LSDisease
maj 2004