Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MEGADETH - Rust In Peace [1990]
Wydawca: Capitol

  1. Holy Wars... The Punishment Due
  2. Hangar 18
  3. Take No Prisoners
  4. Five Magics
  5. Poison Was The Cure
  6. Lucretia
  7. Tornado Of Souls
  8. Dawn Patrol
  9. Rust In Peace....Polaris
Rust In Peace

Skład: Dave Mustaine - śpiew, gitara; Nick Menza - perkusja; Marty Friedman - gitary; David Ellefson - gitara basowa

Produkcja: Mike Clink i Dave Mustaine

W lata '90 Megadeth wszedł z nową siłą. Po zwolnieniu przez Mustaina gitarzysty Jeffa Younga oraz perkusisty Chucka Behlera szeregi grupy zasilili dwaj nowi muzycy - perkusista Nick Menza oraz wybitny gitarzysta o hard rockowym rodowodzie, Marty Friedman, który z kolei wcześniej grał w speed metalowym zespole Cacophony. Z całą pewnością zatrudnienie Friedmana wpłynęło na gitarową robotę, która jest znacznie lepsza niż kiedykolwiek wcześniej w Megadeth.

Płytę otwiera nagranie Holy Wars....The Punishmnet Due. Mamy tu dawkę energetycznego speed metalu podporządkowanego gitarowym popisom Mustaina oraz Friedmana. Tekst tego utworu potępia nie tylko tytułowe Święte Wojny ale i konflikty zbrojne w ogóle. Świetnie zostało to zobrazowane w teledysku, który do tego kawałka nakręcono. Drugi na płycie jest Hangar 18. To ten numer stał się największym przebojem z Rust In Peace i w ogóle zespołu, do tego czasu. Znowu zwraca uwagę gra Friedmana, który pokazuje, na co go stać, grając serię solówek w drugiej połowie tego kawałka. Prawdziwy ogień. Po dwóch doskonałych kompozycjach Megadeth serwuje nam raczej przeciętny numer Take No Prisoners, ale nie jest to bynajmniej jakiś gniot. Po prostu solidne, aczkolwiek niczym nie wyróżniające się (no może poza grą Friedmana) nagranie. W Five Magics mamy już nieziemskie wręcz klimaty. Myślę, że tytuł jest całkiem trafiony, bo kiedy tego słucham mam rzeczywiście wrażenie, że działa tu jakaś magia. Zaczyna się powoli od spokojnej gitarowej harmonii, później przespiesza w typowy dla zespołu sposób. Znowu bardzo dobrze wyważone partie gitar. Doskonały numer. Po nim Poison Was The Cure. Spokojny basowy początek przeradza się w bardzo dynamiczną kompozycję . Temu krótkiemu thrashowo - rock and rollowemu wymiataniu towarzyszy sugestywny tekst na temat narkotykowego uzależnienia. Lucretia to już nieco wolniejsze tempa i kolejne gitarowe smaczki. Dalej na płycie jest Tornado Of Souls. Od razu powiem ze to mój faworyt na tym albumie. Napisany przez Mustaina do spółki z Ellefsonem dynamiczny heavy metalowy numer, gdzie słychać, że Megadeth tak jak większość thrashowych bandów zza oceanu zaczerpnął sporo z tradycji brytyjskiego rocka. Płytę zamyka nieco zakręcone w warstwie melodycznej Rust In Peace... Polaris. Jednak mimo pewnej pokomplikowanej partii instrumentalnej mamy tu dość prostą formułę - na przemian powtarzaną zwrotkę i refren. I tak kilka razy bez żadnej solówki. Pod sam koniec pojawiają się gitarowe sprinty, a album kończy się słowami: "Populacja kocha Polarisa", co jest nawiązaniem do okładki płyty. Bardzo udanej płyty, należy dodać.

Oficjalna strona zespołu: www.megadeth.com

LSDisease
październik 2003