|
Skład: Stefano Peresson - gitara, instrumenty klawiszowe; Carlo Bevilacqua - gitara; Luigi Frati - gitara basowa; Ivano Zanotti - perkusja; Gabriele Gozzi - śpiew
Produkcja: Markonee i Oderso Rubini
Moje pierwsze podejście do włoskiego hard rockowego zespołu Markonee miało ścisły związek z ich występami u boku Wingera, na którego grudniowy koncert wybierałam się od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc, dostępny podówczas w sieci fragment Way 2 Go niespecjalnie mnie zachwycił - ot, zwykła gitarowa sieczka, bez specjalnie zapamiętywalnej melodii. Występ w ramach supportu Wingera w warszawskiej Progresji okazał się być jednak znakomity, a muzyka Markonee w koncertowej oprawie nabrała dla mnie nowej dynamiki. Zdecydowałam się więc sięgnąć po pełnowymiarowe studyjne nagrania Włochów, przede wszystkim skupiając się na drugim wydawnictwie See The Thunder, z którego utwory muzycy zaprezentowali podczas występu w stolicy. I tak oto dostałam do rąk dobrą, solidną hard rockową płytę, której - prócz niezaprzeczalnego talentu i pasji grania, która zresztą bije z Markonee na żywo - szczególnego szlifu dodała znakomita produkcja i mastering (oczywiście, nic w tym dziwnego, gdy zerknąć na nazwisko Beau Hilla, znanego ze współpracy m.in. z Alicem Cooperem, Ratt, Winger czy Warrant...).
Właśnie z wczesnym Wingerem i Warrantem, a także z Bon Jovi w początkach istnienia, charakter muzyki Markonee kojarzy się najbardziej - sporo tu odwołań do tradycyjnych schematów muzycznych, w jakich w czasach swojej największej chwały mieściły się te właśnie kapele. Jest tu też trochę dynamiki AC/DC, która dodaje niezaprzeczalnego poweru całości. Album See The Thunder rozpoczyna dynamiczny dialog gitary z perkusją - ot, mocny akcent na wejście. To singlowe Way 2 Go - w obliczu całości uchodzący za jeden ze słabszych utworów (nie mylić z: słaby). Gitary tną tu jednak jak trzeba, a wysoki, mocny wokal Gabriela Gozziego niezaprzeczalnie kojarzy się z najlepszymi "krzykaczami" muzyki rockowej - przede wszystkim takimi, którym nieobcy był mariaż tradycyjnie brzmiącego hard rocka z glamem i sleazem. Na refren trochę zabrakło pomysłu, nie wybija się on niczym szczególnym, choć warte docenienia są w nim chórki i przede wszystkim - wspomniany już śpiew wokalisty. Następny numer, zatytułowany Women & Whiskey nieodmiennie kojarzy mi się z wczesnym Guns N' Roses - krzykliwe zwrotki, melodyjne refreny, galopujący bas i schematyczna, choć bardzo udana solówka. Uraczeni już tradycyjną dla hard rockowych kapel opowieścią z gatunku "sex, drugs & rock'n'roll" słuchacze jako następny kawałek dostają utwór tytułowy, rozpoczynający się chórkiem niczym z pierwszych płyt Bon Jovi - choćby wstępem do takiego Shot Through The Heart z debiutu. Cały utwór zresztą dość mocno kojarzy się z wczesnymi dokonaniami ekipy z New Jersey - wyłączając może momenty, gdy tekst śpiewany jest agresywniej, wręcz skandowany, wówczas włącza się pewna inspiracja stylem AC/DC. Solówka do See The Thunder to przy okazji jedna z najlepszych na płycie, a chórki następujące po niej znów przywodzą na myśl wspomniane już Shot Through The Heart Bon Jovi. Shore Of Another Sea, czyli czwarta pozycja albumu, to dość tradycyjny, chciałoby się powiedzieć- zachowawczy hard rock. Markonee brzmi tu zadziorniej, nieco bardziej agresywnie, słowem - więcej tu sleazowego brzmienia. W zasadzie jednak "czwórka" w skali całego albumu stanowi rolę zapychacza, a najlepsze - jeszcze przed nami. The Big K to sięgnięcie do najlepszych tradycji brzmieniowych Whitesnake z okresu 1987/Slip Of A Tongue; charakterystycznie przeciągane zwrotki i dynamizm refrenów wskazuje nieodmiennie na fakt, że w tym właśnie numerze Gabriel z przyjemnością bawi się w naśladowcę Coverdale'a. Trudno jednak uznać ten średni kawałek za opus magnum płyty. Takowym jest za to na pewno The Cross Between The Lines - Włosi raczą nas tu świetnymi chórkami, ultrachwytliwą melodią refrenu i znakomicie wyważonym brzmieniem instrumentów. To już hair metal pełną gębą - czerpiący pełnymi garściami z najlepszych w gatunku schematów - i jeden z tych numerów, które "chodzą" za człowiekiem tygodniami. Utwór również znakomicie wypada na żywo. Brand New Day rozpoczyna się ciekawą sekwencją gitar, by już po chwili kontynuować znakomitą wokalną linią i nie mniej udanym refrenem. Zwalnia on nieco tempa - w piosence więcej jest jednak z ballady, niż typowego "imprezowego" hard rocka. Zaletą nagrania jest także pełen optymizmu tekst - w czasach, w których zasadniczo cierpimy na deficyt radości życia, tego właśnie rodzaju liryczne zakusy zasługują na szczególne wyróżnienie. Pozycja ósma na See The Thunder, czyli Back On Me, to mój absolutny faworyt na krążku Włochów - niesamowicie chwytliwa melodia, dająca absolutnie pozytywnego "kopa" słuchającemu, harmonia między klawiszami a brzmieniem gitar i refren - znów będący hair metalowym majstersztykiem. Kawałek ten brzmi jak bardziej imprezowe wcielenie Warranta z najlepszych czasów ich działalności. Cherry Blossom to okazja do zwolnienia tempa - gdyby See The Thunder miała szansę ukazać się dwadzieścia lat wcześniej, ta zgrabnie brzmiąca, choć mało odkrywcza ballada z pewnością podbijałaby niewieście serca daleko poza granicami słonecznej Italii. Na koniec coś nieco ostrzejszego, progresywnego, kojarzącego się momentami z Wingerem - I Believe In Father Christmas, które nie rzuca na kolana szczególnie w warstwie zwrotek, wynagradza jednak sporo melodyjnym refrenem, stanowiąc jednocześnie finisz bardzo solidnego, pełnowymiarowego wydawnictwa. Jako bonus track usłyszeć można jeszcze utwór Marconi - swoisty hołd dla (przynajmniej według części świata) wynalazcy radia Gugliemo Marconiego. Refren oparty na skandowaniu tytułu sprawdza się wprost rewelacyjnie na koncertach - polska publiczność, dotąd nieznająca w większości twórczości Włochów, bawiła się przy nim świetnie.
See The Thunder, drugi album grupy Markonee, to tradycyjne, hard rockowe granie z mocno hair metalową nutą i dużą dawką pozytywnych melodii. Jest tu to wszystko, co w gatunku najlepsze - klasycznie rockowe solówki, budujące ciekawe tło muzyczne klawisze i dynamiczna sekcja rytmiczna. Niewątpliwym atutem Włochów jest także - a może przede wszystkim - wokalista Gabriel Gozzi i jego mocny, znakomicie sprawdzający się w repertuarze grupy głos. Płyta nagrana jest w duchu największych amerykańskich tuzów melodic rocka i jedyne, co nasuwa skojarzenia z ojczystą Italią, to energia i temperament bijący z nagrań zespołu i ich występów na żywo. Najnowsze wydawnictwo Włochów w lidze młodych wykonawców niewątpliwie należy do najlepszych w tym roku i warte jest polecenia każdemu, kto w klimatach hair metalu, glamu i sleaze'u z lekką domieszką tradycyjnego hard rockowego brzmienia czuje się najlepiej.
Oficjalna strona zespołu: www.markonee.com
Twisted grudzień 2009
|