|
Wszyscy, którzy w grudniu zeszłego roku uczestniczyli w warszawskich Rockołajkach, doskonale kojarzą wokalistę Gabriele Gozziego z włoskim zespołem Markonee. Jednak dla tej wschodzącej wokalnej gwiazdy ze słonecznej Italii Markonee to zaledwie jedna z wielu pozycji w maksymalnie napiętym muzycznym terminarzu. Dla starych znajomych z załogi Hard Rock Service Gab znalazł jednak czas, by udzielić swojego pierwszego (!) wywiadu. O graniu głównej roli w Jesus Christ Superstar, kapelach, w których możemy go usłyszeć, współpracy z Alessandro Del Vecchio, podboju LA i wspomnieniach z warszawskiego koncertu Markonee - specjalnie dla naszych czytelników, Gabriele Gozzi!
HARD ROCK SERVICE: Cześć Gab! Dzięki za możliwość rozmowy, to prawdziwa przyjemność! Doceniamy ją nawet bardziej ze względu na fakt, jak bardzo zajętym muzykiem jesteś ostatnio... Właśnie wyszedłeś ze studia, gdzie nagrywałes wokale na debiut włoskiego zespołu rockowego Rhyme. Czego, jako słuchacze, możemy spodziewać się po nagranym ostatnio materiale?
GABRIELE GOZZI: Cześć wszystkim! Cała przyjemność jest naprawdę po mojej stronie! Cóż mogę powiedzieć... na tej płycie usłyszycie innego Gabriela. Wykorzystałem możliwości mojego głosu jak nigdy dotąd, od krzyku do szeptu. O kompromisach nie było tym razem mowy. Ten materiał nie ma nic wspólnego z Markonee, Skill In Veins czy Killer Klown. Rhyme to dla mnie nowa rzeczywistość i podczas prac w studio czułem, że muszę zagłębić się w nią w stu procentach.
HARD ROCK SERVICE: W jakich okolicznościach dołączyłeś do Rhyme? Proszę, opowiedz nam coś więcej o muzycznym profilu grupy i składzie, w jakim gracie.
GABRIELE GOZZI: Pierwsze moje zetknięcie się z tą kapelą miało miejsce półtora roku temu. Chłopaki skontaktowali się ze mną po tym, jak usłyszeli nagrania Killer Klown. Odrzuciłem jednak ich ofertę, ponieważ nie dałbym wtedy sobie rady, grając z więcej niż jednym zespołem. Ostatniej zimy spróbowali znowu, tym razem z wizją, piosenkami, mnóstwem pomysłów i prawdziwym, konkretnym planem działania. To było nowe wyzwanie, nie w kontekście uczestnictwa w nowym, pobocznym projekcie, ale w prawdziwym zespole. Tak zaczyna się ta historia - dołączyłem do nich od razu, ponieważ wiedziałem, że nauczę się dzięki temu mnóstwa nowych rzeczy! I tak właśnie się stało... Przedstawię zatem skład naszej kapeli: na basie gra Riccardo Canato, specjalista od muzycznej promocji, sceniczna bestia, niezmiennie łaknący prawdziwych emocji w procesie tworzenia muzyki. Naszym gitarzystą jest Matteo Magni, niesamowicie utalentowany muzyk, producent i inżynier dźwięku - znakomity profesjonalista pomimo swego młodego wieku. Właściwie można by powiedzieć, że to on wyprodukował nasze nagranie, może z kilkoma poprawkami czy szlifami ze strony mojej i Rika. I odwalił przy tym kawał niesamowitej roboty... Siłą napędową tego zespołu jest fakt, że każdy ma w nim swoje miejsce i zadanie do wykonania. Rik zajmuje się kwestiami menadżerskimi, Teo dba o stronę techniczno-muzyczną, a ja jestem gdzieś pomiędzy jednym, a drugim. Uzupełniamy się, zaspokajając nasze wspólne ambicje. Jeśli zaś chodzi o naszą muzykę... cóż, opisałbym ją jako Audioslave, zmierzające w kierunku Alter Bridge, które próbuje wydobyć na wierzch swoje inspiracje Muse, jednocześnie nie zaniedbując wpływów Led Zeppelin... (śmiech) I to działa! Mówiąc poważnie, w naszym brzmieniu jest sporo wpływów z lat '90 i współczesnych, ale nie odżegnujemy się także od bardziej oldschoolowych inspiracji. Wkrótce usłyszycie, o co mi chodzi.
HARD ROCK SERVICE: Choć ostatnio zajmowałeś się głównie nagraniami z Rhyme oraz innymi projektami, o których pomówimy już za chwilę - większość czytelników Hard Rock Service zna Cię przede wszystkim jako lidera znakomitego włoskiego zespołu Markonee, który mieliśmy szansę zobaczyć na żywo ostatniej zimy także i w Polsce. Supportowaliście wtedy formację Winger. Mówiąc o tym pamiętnym koncercie - jak go wspominasz? Jak sądzisz, czy w najbliższej przyszłości nadarzy się szansa, by Markonee znów zagrało w naszym kraju?
GABRIELE GOZZI: Muszę powiedzieć, że - jak dotąd - tamten koncert był właśnie "tym" jedynym i wyjątkowym. Może to brzmi jak tani chwyt, ale nie dbam o to. Na tamtej scenie w Warszawie naprawdę czułem się jak na szczycie świata. Przez te kilkanaście minut... Czułem się wtedy jak prawdziwa gwiazda rocka, w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu - i wszystko, co robiłem, było wspaniałe! Publiczność była po prostu doskonała. Starali się śpiewać z nami nasze piosenki, choć sami nigdy wcześniej ich nawet nie słyszeli. Po prostu niesamowite! Jako Markonee, naprawdę mamy nadzieję wrócić do Waszego kraju i zagrać już wkrótce!! Póki co, nic nie jest jeszcze zaplanowane - ale nie poddamy się. Podobnie nie podda się Rhyme.
HARD ROCK SERVICE: Podczas warszawskiego występu, oprócz kompozycji Markonee, usłyszeliśmy też Waszą wersję Dirty White Boy Foreignera z wplecionym weń Ain't No Love In The Heart Of The City Whitesnake. Czy w trakcie następnej trasy koncertowej planujecie uwzględniać więcej coverów w setlistach?
GABRIELE GOZZI: Zobaczymy. Wplecenie w to Whitesnake nie było nawet planowane (śmiech). To był w sumie mój pomysł... i powiedziałbym, że wyszło całkiem nieźle! Sądzę, że pomyślimy o innych coverach, gdy próby nabiorą większej regularności i intensywności.
HARD ROCK SERVICE: Mówiąc jeszcze o Markonee - byłeś ostatnim, który dołączył do obecnego składu. Jak zaczęła się Twoja współpraca z Carlem, Stefem i resztą chłopaków?
GABRIELE GOZZI: To była wiosna 2007 roku... byłem w LA. Któregoś dnia Stef napisał do mnie na MySpace, komplementując moje ówczesne "muzyczne życie" i zadając mnóstwo pytań. Tydzień później natomiast zapytał po prostu, czy chcę dołączyć do ich zespołu. W międzyczasie także Carlo skontaktował się ze mną, chcąc poznać mnie bliżej i zapraszając na wspólne jammowanie, gdy już ukończę studia i wrócę z LA do domu. Wróciłem, poznaliśmy się... a reszta jest historią.
HARD ROCK SERVICE: Z Markonee wydałeś w zeszłym roku album See The Thunder nakładem Escape Music. Płyta uzyskała bardzo pozytywne recenzje na całym świecie (oczywiście, również na łamach naszego serwisu). Jak Ty ją oceniasz? Które piosenki są Twoimi faworytkami, które szczególnie lubisz grać na koncertach?
GABRIELE GOZZI: Dziękuję! Naprawdę jestem dumny z tego, jak wyszła nam See The Thunder. Współpraca z Beau Hillem była naszym wspólnym marzeniem, które się spełniło... Czasami bywam perfekcjonistą i oczywiście zawsze można by powiedzieć, że mogliśmy to i owo zrobić lepiej. Włożyliśmy jednak w ten album mnóstwo pracy i sądzę, że osiągnęliśmy pozytywne efekty! Moje ulubione piosenki na płycie to Brand New Day, See The Thunder i The Cross Between The Lines, które są zarazem także i moimi ulubionymi numerami do grania na żywo.
HARD ROCK SERVICE: Jak dotąd, Markonee występowało w charakterze supportu wielu znanych zespołów - ostatnio formacji takich jak Winger (o czym już wspomnieliśmy) i LA Guns. Jak wspominasz dzielenie sceny i zakulisowe kontakty z legendami hard rocka?
GABRIELE GOZZI: Trasa z Winger na zawsze zmieniła moje życie. Po raz pierwszy mogłem patrzeć na świat z miejsca, które najbardziej kocham - ze sceny! Winger zawsze należał do grona moich ulubionych zespołów, więc bez wątpienia było to także marzenie, które się spełniło. Chłopaki okazali się być nie tylko niesamowitymi muzykami, ale także wspaniałymi, zabawnymi ludźmi. Mnóstwo sie wtedy nauczyłem! W gruncie rzeczy wszystkie zespoły, z którymi dzieliliśmy scenę, były wspaniałe. Nie przypominam sobie żadnych złych doświadczeń. Choćby LA Guns - byli dla nas naprawdę mili i świetnie się razem bawiliśmy... Podsumowując - trasy koncertowe to coś, czego życzyłbym nawet najgorszemu wrogowi! (śmiech)
HARD ROCK SERVICE: Oczywiście, cały ten wywiad byłby wielkim nieporozumieniem, gdybym ominęła temat Twoich pozostałych projektów. Killer Klown to kolejna kapela, na czele której stoisz - znacznie bardziej sleaze'owa niźli Markonee. Jak zatem oceniasz album, który wydałeś pod szyldem tej formacji, Gain, w roku 2009?
GABRIELE GOZZI: Gain to pierwszy album, jaki kiedykolwiek nagrałem... dwa i pół dnia muzycznego piekła w najczystszej formie! (śmiech) Bawiłem się rewelacyjnie! Oczywiście, było to wykańczające doświadczenie, ale warte każdego wysiłku. Album brzmi jak przysłowiowa piącha prosto w twarz, to zawsze dla mnie oznaczał i zawsze będzie. Świetna płyta!
HARD ROCK SERVICE: Z Killer Klown znaleźliście się na liście artystów, którzy wezmą udział w nagraniu albumu Reborn In Sleaze: A Tribute To Dave Lepard, który ma ukazać się w styczniu 2011 nakładem Street Symphonies (macierzysta wytwórnia Killer Klown). Jak podchodzisz do idei składania hołdu zmarłemu frontmanowi Crashdiet? Czy są jakieś powody, dla których w jego ramach nagracie akurat piosenkę Knokk 'Em Down z repertuaru Szwedów?
GABRIELE GOZZI: Lubię Crashdiet. Poza tym, możliwość wyrażenia swojego szacunku dla kolegi po fachu, którego już z nami nie ma, jest zawsze pewnym zaszczytem w mojej ocenie. Oczywiście, nie zamierzamy imitować oryginału. Szacunek do pierwotnej wersji, ale w swojej własnej oprawie - to najlepsza recepta na taki projekt. Co do piosenki - to nie my ją wybraliśmy. To decyzja ludzi z wytwórni, którzy uznali, że będzie dla nas idealna - niech będzie!
HARD ROCK SERVICE: Kolejna sprawa, o której nie można nie wspomnieć - Skill In Veins. Jak znalazłes się w tym projekcie, który zrodził się w 2009 roku z pomysłu gitarzysty Andrei Lanza?
GABRIELE GOZZI: W zasadzie zatrudniono mnie, bym śpiewał na tej płycie. Zrobiłem to więc i wyszło świetnie. Kolejny element mojej układanki... Z tego, co wiem, album radzi sobie całkiem nieźle!
HARD ROCK SERVICE: Pod szyldem Skill In Veins z Andrea Lanza na gitarze, Francesco Jovino (U.D.O, Edge Of Forever etc.) za perkusją i Nikiem Mazzucconi (Edge Of Forever, Moonstone Project etc.) na basie właśnie wydaliście pierwszy album. Co możemy znaleźć na płycie Skill In Veins?
GABRIELE GOZZI: Trochę starego, dobrego, "ulicznego" grania z pogranicza bluesa i hard rocka, coś a'la Slash's Snakepit albo Skid Row... powiedzmy, coś pomiędzy stylem tych dwóch kapel! Posłuchajcie zatem albumu i koniecznie dajcie znać, co sądzicie!
HARD ROCK SERVICE: Oczywiście, Twój udział w Skill In Veins ma sporo wspólnego z Twoją przyjaźnią oraz muzyczną współpracą z Alessandro Del Vecchio (Edge Of Forever, Moonstone Project, Eden's Curse), z którym miałam również przyjemność przeprowadzić wywiad kilka miesięcy temu. Jak zawiązała się Twoja przyjaźń z Ale i jak zostaliście muzycznymi wspólnikami zbrodni?
GABRIELE GOZZI: Ale to mój zaginiony starszy brat i jeden z najuczciwszych, najsłodszych ludzi na świecie. Nie muszę rekomendować go nikomu jako muzyka, jest wspaniały we wszystkim, co robi i jest z tego dobrze znany! Poznałem go lata temu, ale zaprzyjaźniliśmy się dopiero rok temu, gdy został moim nauczycielem śpiewu (wedle metody TVS). Jego pomoc i bezwarunkowe wsparcie znaczy dla mnie bardzo wiele i zawsze będę mu za to ogromnie wdzięczny. Chemia pomiędzy nami, gdy pracujemy razem jako nauczyciele śpiewu lub muzycy, jest niezaprzeczalna i chyba wrodzona. To bardzo mobilizuje - dzięki niemu mój głos potrafi naprawdę lśnić! Uwielbiam go!
HARD ROCK SERVICE: Prócz zespołów, o których już wspomnieliśmy, współpracowałeś również z takimi formacjami, jak Second Sight i School Of Rock. Opowiedz nam więcej o swoim udziale w tych projektach.
GABRIELE GOZZI: Z Second Sight nagrałem gościnnie piosenkę, którą współtworzyłem, pod tytułem Sign Of The Times. School Of Rock powstało jako cover band - założył go mój przyjaciel Alessio Garavello (ex- Arthemis, ex- Power Quest), wraz ze wspaniałym Alexem De Rosso (ex- Dokken) na gitarze. Gdy Alessio odszedł z zespołu, ja zająłem jego miejsce, ale zdołaliśmy zagrać tylko jeden koncert. Teraz School Of Rock zostało odłożone na bok na czas nieokreślony, przekształcone w projekt w hołdzie Toto - DUNE TOTO PROJECT.
HARD ROCK SERVICE: Jesteś nauczycielem techniki wokalnej w Lizard Academy w Brescii i Mantui (Włochy). Pod auspicjami Ale Del Vecchio i Roberta Lunte (twórcy techniki wokalnej TVS), trenujesz, by uzyskać tytuł TVS Associate Vocal Teacher. Czy możesz nam przybliżyć tę gałąź Twojej muzycznej działalności, interesującą zapewne przede wszystkim aspirujących wokalistów czytających ten wywiad?
GABRIELE GOZZI: Aktualnie uczę w kilku szkołach na północy Włoch, poczynając od Lizard w Brescii i MMI Academy w Mantui, oraz prywatnie w moim domowym studio. Metoda TVS staje się natomiast coraz szerzej znana na świecie. Dołączyłem do załogi kilka miesięcy temu i teraz pracuję, by uzyskać certyfikat instruktora w zakresie ogólnoeuropejskim. Jeśli chcecie się nauczyć rewelacyjnej techniki wokalnej i dowiedzieć się, jak osiągnąć naprawdę świetne brzmienie głosu, odwiedźcie stronę www.thevocaliststudio.com, przyjeżdżajcie do Włoch na solidny trening ze mną albo Ale Del Vecchio... albo skontaktujcie się z Robertem Lunte w Seattle i wypróbujcie Skype jako nową metodę nauki!
HARD ROCK SERVICE: Również Twoje wykształcenie ma sporo wspólnego z muzyką i szlifowaniem techniki wokalnej. Proszę, opowiedz nam więcej o czasie spędzonym w słynnym i prestiżowym Musicians Institute w Hollywood, w Kalifornii oraz Twoich studiach w MI, podczas których otrzymałeś nagrodę "2007 VIT Outstanding Student Award".
GABRIELE GOZZI: Miałem niesamowitą okazję spędzić rok w stolicy współczesnej muzyki - Los Angeles. Studia w MI były wspaniałym życiowym doświadczeniem, całkowitym zagłębieniem się w muzykę - dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu! Wszędzie dookoła niesamowici muzycy, wielokulturowe środowisko i całodniowe szlifowanie śpiewu w różnych technikach i gatunkach muzycznych. Takie doświadczenia naprawdę poszerzają horyzonty!! Starałem się najlepiej, jak mogłem i chyba wyszło nieźle - dostałem w końcu nagrodę. Był to jeden z największych zaszczytów w moim życiu - nagrodę tę zadedykowałem moim rodzicom, którzy pozwolili wówczas 22-letniemu chłopakowi podążać za swoimi marzeniami.
HARD ROCK SERVICE: Co może być niezłej rangi ciekawostką dla naszych czytelników - z tego, co czytałam, grałeś także rolę Jezusa w słynnym musicalu "Jesus Christ Superstar" wystawianym w Twoim ojczystym kraju. Jak wspominasz to doświadczenie?
GABRIELE GOZZI: Rany, skąd sie tego dowiedziałaś?! (śmiech) Faktycznie, uczestniczyłem wtedy w amatorskiej trupie teatralnej, działającej w okolicach Parmy. To było wspaniałe doświadczenie - moje pierwsze i jak dotąd jedyne zetknięcie z musicalem. Sądzę jednak, że raczej tego nie powtórzę - na pewno nie bez solidnych ćwiczeń!
HARD ROCK SERVICE: Mówiąc ogólnie, co/kogo zaliczyłbyś do grona swoich wokalnych i songwriterskich inspiracji? Kto lub co inspiruje Cię do pisania i którzy wokaliści ukształtowali Twój sposób śpiewania?
GABRIELE GOZZI: Zwykle inspirują mnie osobiste doświadczenia, życie codzienne albo kwestie poważne, o szerokim spektrum. Wszystko w dużym stopniu zależy od nastroju, w którym akurat jestem. Mogę się wtedy pokazać w muzyce tak od mrocznej, agresywnej i instrospektywnej strony, jak i zupełnie przeciwnej, melodyjnej, otwartej na świat. Sądzę, że mój styl śpiewania podlega niekończącej się ewolucji i doskonaleniu, ale wokaliści tacy jak John Farnham (mój numer jeden wszechczasów!), Glenn Hughes, David Coverdale, Chris Cornell, Lou Gramm, Sebastian Bach czy Myles Kennedy wywarli na mnie ogromny wpływ... Kiedyś uwielbiałem tylko lata '80, teraz dostrzegam dużo więcej... Zanurzanie się w różne gatunki muzyki rockowej i zdobywanie szlifów wokalnych w różnych kierunkach sprawiło, że zacząłem doceniać różne aspekty tego zjawiska. Nieważne, czy to glam, grunge, brzmienia alternatywne czy klasycznie rockowe.
HARD ROCK SERVICE: Jakie są Twoje ulubione płyty i zespoły wszeczasów?
GABRIELE GOZZI: Gdybym musiał wybrać najważniejszy dla mnie zespół... pewnie byłoby to Whitesnake. Tak podpowiada mi serce! (śmiech) Szczerze mówiąc, nie mam jednak jednej, ulubionej płyty.
HARD ROCK SERVICE: Co zachęciło Cię do zostania rockowym wokalistą? Jak wspomniasz pierwszy koncert, który udało Ci się zobaczyć?
GABRIELE GOZZI: Właściwie wszystko zaczęło się jak zabawa, bez specjalnego planu. Miałem siedemnaście lat, pobierałem lekcje gry na gitarze i pianinie... kumple grali w power metalowym zespole i szukali akurat wokalisty. Spróbowałem ot, tak - dla zabawy - i już nie mogłem przestać! Pierwszy koncert zobaczyłem w 1997 roku. Byłem wówczas ogromnym fanem zespołu, który występował - rockowej włoskiej kapeli o nazwie Litfiba.
HARD ROCK SERVICE: Jak oceniasz współczesną włoską scenę muzyczną? Jakie zespoły poleciłbyś czytelnikom Hard Rock Service?
GABRIELE GOZZI: Scena muzyczna we Włoszech jest bardzo żywotna i zdolna skopać niejeden tyłek, ale jej sytuacja jest w gruncie rzeczy bardziej skomplikowana. Włochy są bogate w talenty i ogromny potencjał, ale cóż - każda róża ma kolce. Problem tkwi w tym, że ta scena nie jest w żaden sposób wspierana, podtrzymywana. Nie może przebić się nic nowego. System działa tak, by chronić tych, którzy zdobyli już sławę i fortunę w mainstreamie, co z kolei czyni rzeczywistość muzycznego podziemia o wiele trudniejszą. Ja znajduję swoje miejsce w tej rzeczywistości i czasami myśląc o tym dochodzę do wniosku, że jestem prawdziwym szczęściarzem. Oczywiście, nie mówię tu o pieniądzach - niemożliwym jest, by się utrzymać grając swoje, oryginalne rzeczy. Mówię tu raczej o byciu cząstką małej, odrębnej rzeczywistości, która ma swój zasięg i swoją przestrzeń. To dla mnie definicja życiowego farta. A polecam Wam oczywiście... Rhyme i Markonee! (śmiech)
HARD ROCK SERVICE: Ze wszystkich znanych światu artystów, z kim najchętniej wystąpiłbyś lub nagrał duet?
GABRIELE GOZZI: Gdybym miał kiedykolwiek szansę na duet z Johnem Farnhamem, prawdopodobnie mógłbym spokojnie umrzeć następnego dnia - jestem pewien, że tak niesamowitego doświadczenia nie przeżyłbym już nigdy później! (śmiech) Jest on naprawdę moim wokalnym Bogiem.
HARD ROCK SERVICE: Jak widzisz swoją karierę za 5-10 lat?
GABRIELE GOZZI: Hmm... nie widzę jej wcale... albo nie staram się patrzeć. To znaczy - nie chcę nawet się nad tym zastanawiać, ponieważ wtedy mógłbym zatracić się w swoich marzeniach i tylko zmarnowałbym czas! Jeśli spędzasz życie tylko na pobożnych życzeniach, że wkrótce zostaniesz następnym odkryciem sezonu i wielką sensacją - nigdy to nie nastąpi. Ja pozostanę rockerem i nauczycielem śpiewu... to mogę powiedzieć z całą pewnością. To wlaśnie to, kim jestem.
HARD ROCK SERVICE: Jak wyglądają Twoje najbliższe plany - z Markonee, Killer Klown, Rhyme, Skill In Veins i całą resztą innych projektów?
GABRIELE GOZZI: W momencie robienia tego wywiadu (połowa sierpnia 2010 - przyp. red.) kończę właśnie nagrywać wokale na debiutancką płytę Rhyme, a tydzień później lecę z Markonee do Niemiec, supportować na małym odcinku trasy Soul Doctor. Czekam na wieści z obozu Skill In Veins, dotyczące zaplanowanych w najbliższej przyszłości koncertów - zobaczymy! Niedługo ja i Andrea Martongelli spotkamy się, by pomówić o przyszłości Killer Klown, jako że póki co - prócz nagrania w hołdzie Crashdiet - czeka nas dłuższy urlop.
HARD ROCK SERVICE: Serdeczne dzięki za wywiad, Gab, wszystkiego najlepszego od całej załogi Hard Rock Service i - miejmy nadzieję - do rychłego zobaczenia w Polsce! Na zakończenie tradycyjnie chcę Cię jeszcze poprosić o kilka słów dla czytelników i wszystkich fanów (oraz fanek!) które bez wątpienia sobie tu pozyskałeś.
GABRIELE GOZZI: To był mój pierwszy prawdziwy wywiad i jestem naprawdę dumny i zaszczycony faktem, że znajdzie się akurat na łamach Waszego serwisu! Zawdzięczam Wam wspaniałe chwile w Warszawie i teraz - znów dzięki Wam -gromadzę kolejne miłe wspomnienia. Tak wiele Wam zawdzięczam! Kocham Was wszystkich, Polska rządzi!
Oficjalny profil artyst na MySpace: www.myspace.com/gabrielegozzimusic
Twisted 19.09.2010
(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony artysty i zostały użyte za jego pozwoleniem. Autorzy zdjęć: Riccardo Arena, Adam Jędrysik i Stefano Moioli)
English version / wersja angielska
|