|
Skład: Fish - śpiew; Steve Rothery - gitary; Pete Trewavas - gitara basowa; Mick Pointer - perkusja; Mark Kelly - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Nick Tauber
Debuitancki album Marillion powstawał bardzo długo, jako że nagrania do niego rozpoczęły się jeszcze w 1980 roku, a zakończyły pod koniec 1982. Materiał zawarty na Script For A Jester's Tear jest jednak bardzo spójny. Przede wszystkim zwraca uwagę nawiązanie do art rockowej tradycji i takich zespołów jak Genesis, Van Der Graaf Generator czy Pink Floyd. Na tym krążku jest to bardzo wyraźne nawiązanie i od razu słychać, że Marillion Ameryki odkryć nie chciał. Powstała płyta, doskonała płyta i mimo że słychać aż nadto wyraźnie ispiracje piątki Szkotów, to przypomnijmy sobie, co w tym czasie grało Genesis. Taka muzyka w 1983 roku była potrzebna.
Album rozpoczyna się od utworu tytułowego, najbardziej finezyjnego ze sporą ilością solowych zagrywek Steve'a Rothery. Od razu słychać, że gitarzysta Marillion sporo nauczył się od Davida Gilmoura z Pink Floyd, ale momentami ma się wrażenie, że udziela się tu sam Steve Howe. Ten utwór to wizytówka zespołu. Dla odmiany He Knows You Know jest już dużo prostrze i przygotowane z myślą o singlu, nie robi tak piorunującego wrażenia jak poprzedni utwór. Na największą uwagę oprócz eksresyjnego śpiewu Fisha zasługuje Mark Kelly i wygrywana przez niego łatwo wpadająca w ucho melodia. Ale prawdziwy kunszt klawiszowiec Marillion pokazuje w utworze The Web. Nie sądzę, żeby ktoś po wysłuchaniu nie stwierdził, że to talent na miarę Banksa z Genesis. Garden Party było kolejnym promocyjnym numerem tego albumu i w sumie aż dziw bierze, że zespół zdecydował się, aby to wydać na singlu. Ale rozumiem, że stało się tak dlatego, że po He Knows You Know to najkrótsza kompozycja (choć i tak 7 minut) na płycie. Nie żeby Garden Party było złe, ale nie jest to nic reprezentatywnego dla takiej klasy muzyków. Za to teledysk do tego kawałka jest wyśmienity. Członkowie zespołu ucharakteryzowani na wiejskich urwisów, oprócz Steve'a, bo on wcielił się w rolę księdza. No i w sumie rozrabianie na przyjęciu w ogrodzie - fajny pomysł. Dwa ostatnie utwory na albumie to klasa sama w sobie. Absolutnie rewelacyjne solo Steve'a w Chelsea Monday, rozdzierające i wzruszające (ten patent muzyk wykorzysta w przyszłości na drugim albumie Marillion w utworze Jigsaw). Generalnie utwór dosyć spokojny z hipnotyczną partią gitary basowej. Słucha się tego baaardzo przyjemnie. Na koniec płyty najlepsza kompozycja. Forgotten Sons to manifest wokalny Fisha. Jakby trochę pozazdrościł emocjonalnej głębi Peterowi Hammilowi z Van Der Graaf Generator. No i ta końcówka, gdzie Steve zagrał z użyciem harmonizera (dosyć często mu się to zresztą w latach '80 zdarzało) i Fish podążający za ta wzruszającą melodią. To jeden z tych utworów, których Hoggy (poźniejszy wokalista Marillion obawiał się śpiewać. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o tekstach. Ich autorem jest oczywiście Fish i opowiada przeróżne historie. Bajkowy klimat utworu tytułowego jest jakby kamuflażem dla zmagania sie z samotnością, w He Knows You Know mamy z kolei o narkotykach. Najbardziej poetyckim tekstem jest The Web, który mówi o trudach zmagania się z karierą i pełen jest nawiązań do mitologii. Chelsea Monday to o pewnej londyńskiej prostytutce, która marzy, by stać się gwiazdą kina, a każdy jej dzień wygląda tak samo posępnie. Oczywiście najpoważniejszym lirykiem jest Forgotten Sons, opisujący z gniewem, a w koncówce z żalem, losy żołnierza walczącego w Irlandii Północnej. I jeszcze na koniec powróćmy na chwilę do muzyki. Na Script For A Jester's Tear każdy z muzyków ma swoje 5 minut. Steve ze wspomnianym solem w Chelsea Monday, Mark w The Web i Fish w Forgotten Sons i cały zespół w utworze tytułowym.
Płyta jakże ważna dla rocka progresywnego i absolutnie obowiązkowa w kolekcji każdego fana tej muzyki.
Oficjalna strona zespołu: www.marillion.com
LSDisease wrzesień 2004
|