Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MARILLION - Holidays In Eden [1991]
Wydawca: EMI / Never / Castle US / Alex

  1. Splintering Heart
  2. Cover My Eyes (Pain And Heaven)
  3. The Party
  4. No One Can
  5. Holidays In Eden
  6. Dry Land
  7. Waiting To Happen
  8. This Town
  9. The Rakes Progress
  10. 100 Nights
Bonus CD:
  1. Sympathy
  2. How Can It Hurt
  3. A Collection
  4. Cover My Eyes (acoustic)
  5. Sympathy (acoustic)
  6. I Will Walk On Water
  7. Splintering Heart (live)
  8. You Don't Need Anyone
  9. No One Can (demo)
  10. The Party (demo)
  11. This Town (demo)
  12. Waiting To Happen (demo)
  13. Eric
  14. The Epic (Fairground) (demo)
Holidays In Eden

Skład: Steve "Hoggy" Hogarth - śpiew; Steve Rothery - gitary; Pete Trewavas - gitara basowa; Ian Mosley - perkusja; Mark Kelly - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Nick Davis i Marillion

Szósty album Marillion oceniany po latach zyskuje na wartości. Nie żeby 14 lat temu był zły, chociaż, jak się wydaje, arcydzieło za arcydziełem w końcu musi się pojawić jakiś kryzys. Tak można było postrzegać Holidays In Eden, kiedy się ukazał, teraz z perspektywy czasu nie widzę powodu, dla jakiego miałbym tę płytę ocenić niżej niż albumy poprzednie. Inna sprawa, że brzmienie tego krążka jest niemal tak samo krystaliczne jak w przypadku Season's End, co samo w sobie jest już dużym plusem, tylko momentami w nieco ostrzejszych fragmentach gdzieś zjeżdża w rejony dotąd dla Marillion nieznane (przede wszystkim w utworze tytułowym i This Town gitara brzmi ostrzej, w tym drugim już niemal metalowo).

Splintering Heart to porcja art rocka w najlepszym wydaniu. Rozkręca się długo, żeby gdzieś w połowie 3 minuty wybuchnąć niczym Etna w tak charakterystycznym dla zespołu stylu, jednak po chwili znowu mamy moment wyciszenia i brzmienie gitary przypominające nieco utwór Chelsea Monday z debiutanckiej płyty zespołu. Ale koncówka tego numeru zmienia po raz kolejny obraz kompozycji i tym samym Splintering Heart to taka mini suita (niecałe 7 minut), melodyjna i świetnie zaaranżowana, jeden z kluczowych utworów Marillion. Numer 2 na płycie to Cover My Eyes i ten kawałek ma już więcej wspólnego z melodyjnym hard rockiem niż rockiem progresywnym, ale też tutaj świetnie pasuje. Nie mogło zabraknąc oczywiście gitarowej solówki Steve'a i generalnie jest bardzo przebojowo. Hoggy pokazuje, że może śpiewać zarówno lirycznie jak i ekspresyjnie przeciągając frazę w refrenie. Cover My Eyes był też pierwszym singlem z płyty, co z racji przebojowości akurat wcale nie dziwi. W The Party pojawiają się już progresywne klimaty. Dalej jest bardzo melodyjnie, ale i zarazem tajemniczo. Czuje się magię tej muzyki, a The Party to raczej spokojna kompozycja, gdzie jednak pulsujący bas sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć. No One Can po Cover My Eyes kolejny singiel i kolejny przebój. To już w zasadzie kompozycja AOR z przestrzennie brzmiącą gitarą i klawiszami. Cholera, słuchając ostatnich płyt Marillion człowiek zadaje sobie pytanie, dlaczego brzmią one tak słabo, skoro tutaj mamy tak dobrą produkcję. Dlaczego muzycy zrezygnowali z klarownego brzmienia i zdecydowali się na jakieś zabrudzanie dźwięków? Czy XXI wiek jest wystarczającym usprawiedliwieniem? Takie i inne pytania nasuwają się, kiedy słuchamy doskonale brzmiącego Marillion z tej płyty. No One Can to piosenka radiowa, ale na bardzo wysokim poziomie. Trzecim singlem z Holidays In Eden był utwór Dry Land. Nie będę ukrywał, że to mój faworyt z tego albumu i co ciekawe, nie jest to kompozycja autorstwa Marillion, tzn. jej współautorem jest Hogarth, ale utwór pochodzi jeszcze z czasów, kiedy wokalista występował w grupie How We Live. Tutaj rzecz jasna potraktowany został z odpowiednim rozmachem i brzmi 100% jak kompozycja Marillion. Steve R. zagrał wyborne solo, najlepsze na płycie moim zdaniem, a Dry Land powiniem przypaść do gustu zarówno fanom art rocka, hard rockowych ballad oraz AOR. Waiting To Happen to niezły numer, dosyć spokojny, pod koniec którego słyszymy typowe zagrywki Steve'a Rothery, czyli Marillion w najlepszym wydaniu. 3 ostatnie utwory tworzą jedną całość. Muszę dodać, że generalnie wypadają tak sobie ale... This Town zaczyna się metalowo, by w refrenie przerodzić się w hard rock. Słucha się tego całkiem nieźle, za to The Rakes Progress jest utworkiem, który równie dobrze mógłby stanowić część 100 Nights, kompozycji takiej sobie i właściwie było by to słabe, gdyby nie ostatnia minuta tego numeru, gdzie Marillion gra jak Marillion grać powinno, ale 100 Nights to nie jest 24 karatowe złoto jak w przypadku genialnego The Space, które zamykało płytę poprzednią. Na koniec dodam, że wydanie zremasterowane wzbogacono o bonusowy dysk zawierający aż 14 kompozycji w tym m. in. singiel Sympathy pokazujący nieco inne, ciemniejsze oblicze zespołu oraz 2 utwory ze stron B singli Cover My Eyes i No One Can, czyli How Can It Hurt i A Collection. Co ciekawe ostatnio wpadło mi w ręce amerykańskie jednopłytowe wydanie "Holidays" i te dwa utwory włączone są do głównego zestawu. Pierwszy z nich to Marillion prawie awangardowe, z ciekawie brzmiącymi gitarami, a drugi to taka delikatna balladka, nic specjalnego, ale też nie przeszkadza.

Holidays In Eden to album godny polecenia nie tylko fanom rocka progresywnego, chociaż ci znajdą tutaj najwięcej dla siebie. Po płytę sięgnąć mogą wszak jeszcze fani melodyjnego hard rocka z przełomu lat '80/'90 ubiegłego wieku. Gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.marillion.com

LSDisease
marzec 2005