|
Skład: Fish - śpiew; Steve Rothery - gitary; Pete Trewavas - gitara basowa; Ian Mosley - perkusja; Mark Kelly - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Nick Tauber
W rok po ukazaniu się długo oczekiwanego debiutu Marillion zaserwowało fanom kolejną porcję muzyki. Album Fugazi uważany jest przez wielu za najlepszy w dorobku zespołu i chyba trudno się z tym nie zgodzić. Faktem jest, że był to spory przełom dla grupy i generalnie nie dziwi, że zainteresowanie zespołem wzrosło.
O ile na Script For A Jester's Tear muzycy trzymali się ściśle konwencji a' la Genesis, tutaj wzbogacają ową formułę o nowe elementy. Fugazi bowiem jest nieco ostrzejsza od poprzedniczki i momentami ociera się o stylistykę heavy metalu (Puch & Judy, Emerald Lies, Fugazi). Oczywiście cały czas mamy do czynienia z rozbudowanymi kompozycjami, w których wiodącą rolę przejmuje gra Steve'a Rothery oraz Marka Kelly'ego, no i oczywiście niesamowity śpiew Fisha. Zresztą to właśnie wokalista przeszedł chyba największą transformację. Co prawda barwa jego głosu to dalej Peter Gabriel w najlepszej formie, ale jakoś mam wrażenie, że Fish poszedł zupełnie na całość. Nie śpiewa cały czas tak samo. Momentami jakiś przenikliwy wrzask pojawia się w środku spokojnej melodii, jak w She Chameleon. W ogóle jeśli chodzi o ten kawałek, to ma on bardzo ponury klimat potęgowany "kościelną" partią keyboardu. Fish potrafi też zaśpiewać bardzo wyszukanym falsetem, co udowadnia we wspomnianym She Chameleon, ale także np. w Incubus czy Jigsaw. Potrafi popisać się siłowym wokalem jak w Fugazi. Człowiek tysiąca głosów, ale rozpoznawalny po jednej nucie. Oczywiście płyta Fugazi to, jak już wspomniałem, także popis dwóch innych muzyków. Steve Rothery gra z niesamowitym bluesowym wyczuciem, ale jego solówki są bardziej melodyjne, bardziej progresywne (tutaj czuje się słabość Steve'a do gitary Davida Gilmoura z Pink Floyd). Najlepsze solo gra chyba w Jigsaw, moim zdaniem to chyba jedna z lepszych, a być może najlepsza solówka jaką kiedykolwiek zagrał gitarzysta (skorzystał tutaj właściwie ze swojego starego patentu, bo to solo jest bliźnaczo podobne do tego w Chelsea Monday z płyty poprzedniej). Zresztą doskonałych solówek na tym albumie jest więcej, np. ta w Assassing albo Incubus. Mark Kelly też ma swoje wielkie chwile. W Assassing popisuje się swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami i w ogóle muszę dodać, że jego gra jest raz oszczędna, innym razem wychodzi na pierwszy plan, w zależności od utworu. Wszystko jest dopasowane idealnie. Na tym tle gra sekcji rytmicznej po prostu jest, bo być musi. Oczywiście Ian Mosley i Pete Trewavas pokazują, że są na tyle sprawnymi instrumentalistami, iż potrafią znaleźć się w każdej konwencji, niezależnie czy mamy doczynienia ze spokonją partią w She Chameleon, czy też z taką galopadą jak pod koniec Emerald Lies. Pisząc o Marillion z Fishem nie można nie wspomnieć o tekstach. Oczywiście większość tematów podjętych to zmagania ze samym sobą, ale napisane niejako z dystansu. Ponure wizje wylewają się niemal z każdego utworu. W Jigsaw śpiewa o swoich osobistych problemach z kobietami i alkoholem, zresztą cała płyta poświęcona jest związkom z kobietami (i o unicestwieniu relacji, że ujmę to skrótowo). Mamy obrazek z agonii w burdelu o świcie w She Chameleon (to najbardziej ponury utwór na albumie). Jest też coś o zemście zdradzonego kochanka (Incubus) i o szaleństwie świata i chęci ucieczki od niego (Fugazi). W tym utworze Fish wokalnie przechodzi samego siebie starając się oddać idealnie zawartość tekstową. To coś w rodzaju maniery wykonawczej Petera Hammila z Van Der Graaf Generator, i ten obraz świata, który jest tu wyśpiewany złowrogim głosem, idealnie pasuje do współczesnej rzeczywistości. W Punch & Judy w ironczny sposób opisane zostały relacje znudzonego sobą małżeństwa, a w Assassing Fish butnie oznajmia: "jestem zabójcą, z kłamliwym językiem elokwenta". A jednak Fugazi to nie jest taka posępna płyta. Dlaczego? Bo muzycznie mamy tutaj po prostu piękne keyboardowe pasaże, doskonałe gitarowe harmonie i po prostu piękne melodie. Jedynym wyjątkiem jest She Chameleon, gdzie faktycznie czuć przygnębienie i jakiś taki posępny nastrój, toteż niekoniecznie to nagranie pasuje na Fugazi (choć świadzczy też o pewnym urozmaiceniu).
Płytę polecam wszystkim fanom rocka progresywnego i wogóle wszystkim kórzy lubią ładne melodie i trochę rockowego nerwu. Tego tutaj nie brakuje. No i koniecznie radzę zaopatrzyć się w wersję 2 płytową (zresztą inna chyba nie jest dostępna na polskim rynku), gdzie dodano rewelacyjny numer Cinderella Search (zastanawiam się dlaczego nie ukazał się na właściwym albumie), a także nieco rozwiniętą wersję Assassing i ciekawy też pasujący do właściwego wydania Three Boats Down From The Candy. Pozostała część bonusowego dysku to wersje demo czterech utworów z Fugazi i można sobie podywagować jak wiele dla płyty zrobił producent. Jeśli mówimy o albumie Fugazi to mamy na myśli szczere złoto. Zarówno ten krążek jak i następny, Misplaced Childhood, to najdoskonalsze osiągnięcia Marillion, o tym mogę Was zapewnić.
Oficjalna strona zespołu: www.marillion.com
LSDisease maj 2004
|