|
Skład: Fish - śpiew; Steve Rothery - gitary; Pete Trewavas- gitara basowa; Ian Mosley - perkusja; Mark Kelly - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Chris Kimsey
Clutching At Straws to ostatnia studyjna płyta Marillion nagrana w składzie z Fishem. Konflikt wokalisty z resztą muzyków ciągnął się ponoć od czasów albumu Misplaced Childhood, największego sukcesu Marillion. Na tej płycie
wyalienowany Fish śpiewa o własnych osobistych problemach, głównie alkoholowych. Ten jego naturalny smutek znany już przecież z wcześniejszych płyt, miesza się tu z szaleństwem. Muzycznie płyta przypomina w dużym stopniu album poprzedni chociaż nie jest to taki typowy koncept jak w przypadku "Misplaced...".
Pierwsze trzy numery łaczą się ze sobą definitywnie, reszta jest jakby osobnymi rozdziałami, choć teksty sprawiają, że ma się wrażenie, jakbyśmy podróżowali od baru do baru. Warm Wet Circles, który to utwór wykrojono także na singla, to doskonała rockowa ballada. Przestrzenne brzmienie gitary i sugestywny śpiew Fisha, opowiadający o miłosnej przygodzie z jakąś nieznajomą dziewczyną. Nie mogę nie wspomnieć o solówce Rothery'ego, bo jego granie zawsze bardzo charakteryzowało zespół. Widać że zapożyczył to i owo od Davida Gilmoura z Pink Floyd, ale zrobił z tego własny styl i muszę przyznać, że jest dla mnie jednym z najlepszych gitarzystów jacy kiedykolwiek pojawili się na niebieskiej planecie. Moim osobistym faworytem na tym albumie jest That Time Of The Night. Smutny tekst i melodia też nie napawająca optymizmem, ale jest po prostu piękna. Początkek utworu to jakby nawiązanie do stylistyki Misplaced Childhood, później wchodzi motyw syntezatora wprowadzając ten szczególny nastrój. Podniosły refren, pojawiają się także kobiece wokalizy (po raz pierwszy na płycie Marillion). Generalnie można przyznać, że grupa chciała nieco odświeżyć styl i pewnie dlatego pojawiają się takie zabiegi. Zespół nie rezygnując z podniosłych motywów zbliża się momentami do muzyki soul. Oczywiście cały czas mamy do czynienia z rockowym graniem. Raz są to ballady innym razem dynamiczne utwory jak choćby Incommunicado. Ten wyjątkowo optymistyczny numer z bardzo żartobliwym tekstem, został zobrazowany równie zabawnym teledyskiem. Stał się też singlowym przebojem. Co do pewnych nawiązań do stylu znanego choćby z Fugazi dobrym przykładem może być White Russian, choć moim zdaniem napewno ten utwór nie dorównuje Incubus czy Fugazi. Mimo wszystko jest to dobry numer i niewątpliwie słucha się go z przyjemnością. W Torch Song mamy jakby coś ze stylistyki Pink Floyd (ta rozmowa w tle, ale także nieco bluesowe zagrywki Rothery'ego). Slainte Mhath z hipnotyczną synkopowaną zagrywką Steve'a Rothery wprowadza pewien specyficzny "alkoholowy" klimat. Zresztą to właśnie dzięki gitarze można mieć skojarzenia z Misplaced Childhood. Czy w momencie kiedy Fish śpiewa "Take it away...take me away" i zespół wchodzi ostrzej. Uważam, że to jeden z najlepszych utworów na tej płycie. Zresztą tak się akurat składa, że nie ma tu słabych momentów. Każda kompozycja jest przemyślana i świetnie zagrana. Sugar Mice mogą znać nie tylko fani Marillion, bo teledysk do tego utworu puszcza co jakiś czas MTV Classic (swoją drogą można trafić jeszcze na kilka teledysków zespołu na tym kanale). Sugar Mice to doskonała ballada. Znowu smutna i znowu piękna. Kolejne doskonałe solo Rothery'ego. The Last Straw na koniec, podniosłe, wzbogacone o kobiece wokalizy. I jeszcze ostatni fragment tekstu "Jeśli kiedyś się na nas natkniesz, nie okazuj nam współczucia, możesz kupić nam drinka i uścisnąć dłoń, a dowiesz się z błysku w naszych oczach, że gdzieś w głębi wszyscy jesteśmy tacy sami, trzymamy się brzytwy ciągle tonąc..." Płyta doskonała jedna z najlepszych jakie zespół nagrał, jedna z najlepszych jakie w ogóle nagrano.
Oficjalna strona zespołu: www.marillion.com
LSDisease grudzień 2003
|