Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MANOWAR - Kings Of Metal [1988]
Wydawca: Atlantic / WEA

  1. Wheels Of Fire
  2. Kings Of Metal
  3. Heart Of Steel
  4. Sting Of The Bumblebee
  5. The Crown And The Ring (Lament Of The Kings)
  6. Kingdom Come
  7. Pleasure Slave [bonus track]
  8. Hail And Kill
  9. The Warriors Prayer
  10. Blood Of The Kings
Kings Of Metal

Skład: Eric Adams - śpiew; Scott Columbus - perkusja; Ross 'The Boss' Friedman - gitary, instrumenty klawiszowe; Joey De Maio - gitara basowa
Gościnnie: stuosobowy męski chór Canlodir

Produkcja: Manowar

"Najgłośniejszy zespół na świecie" (co można sprawdzić w Księdze Rekordów Guinessa). "Królowie Metalu" - tak nazwali ich fani i w sumie mieli rację, biorąc pod uwagę fakt, iż grali bezkompromisowo i nic się nie zmienili muzycznie ani ideologicznie przez 30 lat. Okładki i pozy rodem z epoki Miecza Posępnego czerepu, obnażone muskularne torsy, dużo stali i harczaące silniki Harleyów. Dla jednych pozerzy, dla innych bogowie. Manowar.

Ilekroć słyszę termin "heavy metal", jednym z pierwszych zespołów, jaki przychodzi mi na myśl, jest właśnie Manowar (obok Judas Priest i Iron Maiden). W 1988 r. grupa wydała płytę Kings Of Metal, jedną z najlepszych w swej karierze, a kto wie, może i nawet najlepszą. Było to pierwsze wydawnictwo Mańka, jakie usłyszałem i pomimo upływu lat nadal ten album podoba mi się najbardziej. Pierwsze w zestawie jest Wheels Of Fire rozpoczynające się od warkotu motocyklowych silników. Dalej kawałek przechodzi niestety w mało ambitną sieczkę, co trochę psuje obraz całego wydawnictwa, de facto jeden z najszybszych numerów w karierze grupy. Całe szczęście kompozycję zaopatrzono w znakomity, nieco hymnowy, melodyjny refren stylistycznie osadzony w latach '80 (a niby to muzycy odcinali się od rocka komercyjnego). I nadciąga dużo lepszy kawałek tytułowy - Kings Of Metal. Muzyka zdecydowanie motocyklowa ze względu na gitary, ale rytmicznie to marsz kojarzący sie od razu z pochodem legionów. Pasuje to idealnie do okładki albumu, na myśl przychodzą wojownicy i czasy Conana Barbarzyńcy. Prawdziwe rytmy wojny. Heart Of Steal to jedna z najciekawszych pozycji na płycie, utrzymana w formie ballady. Podstawą są tutaj klawisze aranżowane na pianino, a głos Adamsa brzmi już znacznie łagodniej, drapieżność poszła w odstawkę. Zupełne przeciwieństwo dwóch pierwszych numerów, co idzie na plus, bo wydawnictwo dzięki temu nie jest monotonne stylistycznie. Na uwagę zasługuje chórek w drugiej części piosenki, który przypomina, że dalej mamy do czynienia z klimatami bitewnymi. A teraz nadszedł czas na solowy popis basisty Joeya DeMaio, jak dla mnie czlowieka numer jeden w tej kapeli. Joey postanowił przerobić słynny "Lot Trzmiela" Rimskiego-Korsakowa, co zaowocowało brawurowym wykonaniem tej klasycznej kompozycji tutaj ochrzczonej Sting Of The Bumblebee. Słyszałem już kilka coverów tej pozycji, ale wszystkie były grane na gitarze, w basowym wykonaniu DeMaio faktycznie numer nabrał żądła i potrafi ukąsić. Perełka. Z nagraniem The Crown And The Ring (Lament Of The Kings) wiąże się dość ciekawa opowieść. Otóż dla uzyskania odpowiedniego efektu udano się do Birmingham i w katedrze św. Pawła nagrano partie stuosobowego chóru męskiego, co nadaje kawałkowi bardzo podniosłego nastroju. Można się tu doszukać pierwowzoru dla charakterystycznych chórków w grających ponad dekadę później kapelach pokroju Rhapsody czy HammerFall. Po tym spokojnym numerze następuje bardziej dynamiczne, utrzymane już w średnim tempie, ale i bardzo melodyjne Kingdom Come. Jedna z najlepszych piosenek na płycie i w ogóle w dyskografii Mańka. Do tego dochodzi jeszcze sprytnie zaaranżowane gitarowe solo, czyli coś, co tygrysy lubią najbardziej. Bonusowe Pleasure Slave to raczej słaby utwor i zdobył sobie slawę tylko kontrowersyjnymi tekstami, które mogłyby urazić niejedną kobietę, zwłaszcza feministkę ;) Kawałek to dość rozwlekły i chyba najciekawszą jego częścią są te wszystkie damskie jęki... Hail And Kill składa się jakby z dwóch części, jedna jest epicka i jak dla mnie nudnawa, druga bardziej ostra i dynamiczna, bardziej pasująca do reszty repertuaru. Ponownie mamy do czynienia z polem bitwy i niektóre momenty kojarzą mi się z późniejszymi dokonaniami Grave Diggera, no ale to jednak Manowar zdecydowanie należał do prekursorów tego typu grania. Kolejne The Warrior Prayer nie jest w zasadzie typową piosenką, a raczej narracją opowiedzianą przez dziadka wnukowi na dobranoc. Starzec opowiada dzieje pewnej bitwy, którą miał rzekomo widzieć na własne oczy. Nie brak sugestywnych odgłosów owego starcia, słychac rżenie koni i uderzenia stali o stal. Jest to bardzo dobry wstęp do zamykającego krążek Blood Of The Kings jeszcze jednej bitewnej pozycji w zestawie. Przywodzi mi ona na myśl niektóre kawałki Judas Priest z podobnego okresu działalności, co opisywany album. Najbardziej podoba mi się tutaj solówka i wszystko wokoło niej.

Fanów Mańka nie trzeba przekonywać do tego wydawnictwa, oni już je mają pewnie w kilku egzemplarzach, podobnie jak i inne krążki zespołu. Co się zaś tyczy przygodnych słuchaczy, którzy po prostu chcieliby się zapoznać ze stylistyką gry tej dość oryginalnej kapeli, to Kings Of Metal z pewnością nada się na płytę pierwszego kontaktu. To bardzo udany album i aż dziwne, że wytwórnia nie przyłozyła się należycie do jego promocji w conajmniej tak dużym stopniu jak do poprzednika.

Oficjalna strona zespołu: www.manowar.com

Guitarrizer
marzec 2008