Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MANOWAR - Hail To England [1984]
Wydawca: Geffen / Magic Circle Music / Phantom Sound & Vision / Metal Blade
/ MCA / Music For Nations / Victor / Megaforce

  1. Blood Of My Enemies
  2. Each Dawn I Die
  3. Kill With Power
  4. Hail To England
  5. Army Of The Immortals
  6. Black Arrows
  7. Bridge Of Death
Hail To England

Skład: Eric Adams - śpiew; Scott Columbus - perkusja i instrumenty perkusyjne; Ross 'The Boss' Friedman - gitary, instrumenty klawiszowe; Joey De Maio - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Karl Logan - gitary
Gościnnie: St. Mary's Cathedral choir w [4]

Produkcja: Jack Richardson

Mając naście lat kupowałem tony kaset magnetofonowych z muzyką metalową, niejednokrotnie sugerując się okładką. Czasami był to dobry wybór, czasami gorszy, niemniej jednak pewien instynkt małolata podpowiadał mi, że jeśli na okładce jest bestia, trupia czacha czy wojownik, to musi to być solidny kawał metalu. Hail To England to pierwsza płyta Manowar, z jaką się zetknąłem i muszę przyznać z perspektywy czasu, że wybór był dobry. Nieco infantylna komiksowa obwoluta budzi u mnie teraz mieszane uczucia, za to zawartość pomimo wyśmiewania przeze mnie po latach stylistyki plastikowych wojowników, jest naprawdę niezła.

Album rozpoczyna się bardzo podniośle kawałkiem Blood Of My Enemies. Marszowe tempo i przesadnie akcentujący kolejne linijki tekstu wokal Erica Adamsa to wyznaczniki stylu Manowar. Kompozycja od początku brzmi groźnie, ale w refrenie przeradza się w prawie hymn. Melodyjnie, mocno i cholera dalej lubię posłuchać, mimo że z Manowara dawno już wyrosłem. Co ciekawe, zespół nie serwuje tutaj szablonu zwrotka-refren-zwrotka-refren-solo-refren. To znaczy wszystkie te elementy są, tylko że po drugiej zwrotce wchodzi od razu solo. Ciekawie pomyślane. W Each Dawn I Die zmienia się nieco klimat. Utwór to wolny, "diabelski" i powiem szczerze, na tym albumie jeszcze brzmi to przekonywująco. Może ta szorstka produkcja, czyste i twarde brzmienie (znacznie lepsze niż w przypadku poprzedniej płyty Into Glory Ride) sprawia, że pięść sama się zaciska. Prym wiedzie tutaj Joey DeMaio i jego sześciostrunowy bas. Niesamowicie kąsa nas między wersami ;). Mnie to pasuje. Na pozycji numer 3 mój faworty i chyba najostrzejszy kawałek Manowar w całej ich dyskografi. Szybki Kill With Power zabija... brzmieniem. Coś, co jest dla mnie solą tego utworu to solo. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się Ross The Boss, jedyny Anglik w najbardziej brytyjsko brzmiącym amerykańskim zespole ;). Solówkę gra długą, pełną jazgotliwych dźwięków, ale nie dlatego, że gitara mu się sprzęga, a raczej że tak agresywnie na niej wymiata nie dając litości strunom. Z użyciem tremolo wyciąga tak dźwięk, że brzmi to jak skyrzypienie starych zardzewiałych kajdanów ;). Tutaj jest prawdziwy ogień i tutaj Manowar grali bezkompromisowo. Pierwszą stronę analoga zamyka utwór tytułowy. To też bardzo dobry numer. Rolę wiodącą przejmuje gitara basowa wygrywając całkiem skoczny rytm, no i ten refren to już rasowy hymn. Podoba mi się bardzo melodyjna solówka, bo chociaż nie jest to taki mord na strunach jak poprzednio, to pasuje doskonale do tego kawałka. Army Of The Immortals, jak pamiętam, podobało mi się najbardziej po pierwszym przesłuchaniu tego krążka. Nie ma się co dziwić, bo to najbardziej przebojowy kawałek z Hail To England. Myślę, że to świetne epitafium dla zespołu, gdyż opisuje dokładnie ich filozofię na tle podniosłych dźwięków, w dodatku kawałek ma trochę monumentalny wydźwięk, ale nie przez to, że jest wolny (bo nie jest) i nie przez to, że jest hymnem. Po prostu to takie małe wyznanie wiary ;). No i refren tutaj prawie hard rockowy, przez co fani tej muzyki bez wahania wskażą swojego faworyta. I do tego momentu album jest wyśmienity, ale zostały jeszcze dwie kompozycje. Pierwsza z nich to instrumentalny popis DiMaio, który udawadnia, że potrafi zagrać metal najszybiecj na świecie. Popisy na sześciostrunowej gitarze basowej może i robią wrażenie, niemniej jednak z punktu widzenia samej kompozycji jest to raczej zabawa niż coś na serio. Na koniec krążka grupa serwuje długi monumentalny Bridge Of Death. Nie napiszę, że to gniot, bo tak nie jest, ale w porównaniu z Battle Hymns czy Mountains ten kawałek, z mojej ulubionej płyty Manowar przecież, jest po prostu słabszy, niestety. Budowanie nastroju grozy nie do końca mnie przekonuje, a szkoda, bowiem płytka mogłaby być takim małym arcydziełem. I tak nie ma co narzekać.

Hail To England to krótki albumik z niezłym, prawdziwie metalowym brzmieniem i jak niektórzy by powiedzieli, z jajem. Co ciekawe, w tym samym roku zespół pokusił się o wydanie jeszcze jednej płyty, niemal równie dobrej i z tego okresu najbardziej podchodzi mi twórczość Manowar. Jeśli komuś nie przeszkadza wojownicza otoczka formacji, a ma ochotę na konkretny heavy metal bez słodzenia i bez ballad, to polecam ten krążek. Tym razem bez porównań, gdyż Manowar to bardzo oryginalny zespół, zagrali metal po swojemu niech i to będzie rekomendacją dla tej płyty.

Oficjalna strona zespołu: www.manowar.com

LSDisease
marzec 2008