Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

YNGWIE J. MALMSTEEN'S RISING FORCE - Marching Out [1985]
Wydawca: Polydor / PolyGram / Universal

  1. Prelude
  2. I'll See The Light, Tonight
  3. Don't Let It End
  4. Disciples Of Hell
  5. I Am A Viking
  6. Overture 1383
  7. Anguish And Fear
  8. On The Run Again
  9. Soldier Without Faith
  10. Caught In The Middle
  11. Marching Out
Marching Out

Skład: Jeff Scott Soto - śpiew; Yngwie J. Malmsteen - wszystkie gitary elektryczne i akustyczne, chórki, gitarowe pedały Moog; Jens Johansson - instrumenty klawiszowe; Marcel Jacob - gitara basowa; Anders Johansson - perkusja

Produkcja: Yngwie J. Malmsteen

Nie czas i miejsce by rozpisywać się tutaj, jak doskonałym gitarzystą jest Yngwie Malmsteen, dość że spopularyzował technikę zwaną arpeggio, to naśladowało go wielu gitarzystów rockowych i metalowych, że Rolanda Grapowa czy Andy'ego La Rocque wspomnę. Marching Out to drugi album genialnego Szweda i w odróżnieniu od pierwszej płyty sygnowanej Rising Force w większości kawałków pojawiają się wokale.

Album rozpoczyna minutowe intro nazwane Prelude. Nie wiem, jaki był tego cel, gdyż jest ledwo słyszalne. Kojarzy mi się to z odgłosem z jakiegoś głęboko położonego lochu, z którego wychodzi się na powierzchnię powitany z wielkim hukiem utwórem I'll See The Light Tonight. Pamiętam, jak na początku lat '90 zobaczyłem klip do tego utworu. Moje pierwsze skojarzenie było, że grają jak Helloween. W dodatku wokalista prenenztujacy tutaj swoje walory głosowe śpiewa dosyć wysoko. Nie wiedziałem tylko, że album ten nagrano przed tym jak Helloween wydali swój pierwszy krążek. Na klipie do tego kawałka widać mistrza ceremonii szalejącego z gitarą w jakimś zamku. W końcu gitara zostaje podpalona. Zresztą nawet gdyby jej nie podpalił, to i tak by się zajęła od tak szybkiego wymiatania po gryfie. I'll See The Light Tonight to kawałek wyborny, a solo które gra Yngwie, przypomina mi to jakie poźniej na płycie King Diamond The Eye zagrał La Rocque. Inna ciekawosta, która mi wpadła w ucho, to przejście z mocnego gitarowego wstępu do momentu kiedy wchodzi wokal. Zupełnie zmienia się ogólny zarys kompozycji, aż do refrenu, gdzie ten wstępny temat powraca. Fajnie pomyślane. Don't Let It End to także niezwykle udany utwór. Bogate riffy wybrzmiewają monumentalnie i potęgują niesamowity klimat albumu (posłuchać tej płyty w jakimś mrocznym zamczysku i docenić jej moc). Chociaż ten numer zaczyna się akustycznie, przeradza się w mocny hard rockowy utwór z refrenem wzorowanym na muzyce dawnej, co zresztą zawsze cechowało nagrania Malmsteena. Disciples Of Hell to już rasowy metal, riffy z piekła rodem. Bardzo mocny kawałek, sprawiający że ciarki przechodzą po plecach. Solówka naturalnie 'średniowieczna', pokazująca na dobrą sprawę, że Yngwie to gitarzysta klasyczny, który przypadkiem odkrył Deep Purple ;). W ogóle riff przewodni chyba jest najbardziej udany na całej płycie. Siarka? Pewnie, ale z jaką klasą. I Am Viking to kawałek wolniejszy od poprzednika ale... ale również świetny. No właśnie, czymś co sprawia, że te numery są równie dobre, jest napewno to, że w sumie utrzymane są w takim samym stylu. Jeden szablon, ale i też nie oszukujmy się, wiele pomysłów wtedy Szwed miał. Styl nie wyeksploatowany. Monumentalny metal, bardzo podniosły, niektórzy powiedzą, że zbyt pompatyczny, ale Malmsteenowi to wybaczam, raz że wtedy było to świeżutkie niczym kajzerka z piekarni koło mojego domu, dwa że gitarzysta wymiata niesamowite sola, a i potrafi przysmażyć konkretnym riffem. No i przyszedł czas na utwór instrumentalny. Jeden z dwóch na tym krążku. To co wydaje się oczywiste, jeśli ktoś słyszał pierwszy album Rising Force, tutaj znajduje swoje potwierdzenie. Utwór zaczyna się typowo, jednak gdzieś po około minucie robi się bardzo spokojnie. Yngwie gra delikatnie i smutnawo i tak do końca kawałka. Taki typowy wyciszacz po agresywnym początku. Anguish And Fear powinien spodobać się fanom power metalu, bowiem to szybki numer z typowymi dla tego gatunku zagrywkami. Pojawia się też wyraźnie zarysowany syntezator, ale kawałek nie robi na mnie żadnego wrażenia. Zabrakło fajnego refrenu i jak dla mnie, jest to totalnie wymęczone. Nie pomaga nawet jak zwykle perfekcyjna gra gitarzysty. Przy On The Run Again na szczęście powraca nadzieja, gdyż to naprawdę dobry melodyjny metalowy numer. W zasadzie hard rockiem też to można nazwać. Na Trilogy więcej takich kawałków się znalazło. Podoba mi się motoryka tego utworu, no i rzecz jasna solo, które pokazuje, że nawet taki geniusz jak Yngwie nie urodził się z gitarą w ręku, a zabrał się za nią pod wpływem Richiego Blackmore'a. Soldier Without Faith rozpoczyna spokojne intro, ale przeradza się rychło w heavy metal. Podobnie jak poprzednika cechuje ten kawałek niesamowita motoryka. Yngwie miał na to bardzo dobrą receptę, ale powiedzmy sobie szczerze, na taką receptę stać było tylko wielkich gitarzystów. Otóż niezaleznie czy kawałek jest wolny czy szybki, gitarzysta gra sporo dźwięków zaokrąglając ładnie riffy. Taki zabieg stosowało wielu gitarzystów hard rockowych później i zgadnijcie, od kogo to wzięli. W Caught In The Middle powracają szybkie tempa, na szczęście kawałek nie został spieprzony jak Anguish And Fear. Jakoś kojarzy mi się z Iron Maiden i nawet Soto przyjmuje manierę Dickinsona. Myślę, że fani Maiden powinni się przekonać bez trudu do tego kawałka, ale i też do innych, równie melodyjnych, a takich tu nie brakuje. W tym utworze zrobiono też coś ciekawego. Otóż obok sola gitarowego pojawia się też solówka na klawiszach i to zagrana szybko i z polotem. Na koniec albumu chwila relaksu. Tytułowy utwór to po prostu krótki instrumental pokazujący, że ojcem chrzestnym Rising Force jest człowiek, który nagrał kiedyś płytę o tytule Rising, czyli wiecznie niezadowolony Blackmore ;).

Podsumowaując, Marching Out to bardzo udany, przesycony niesamowitym średniowiecznym klimatem album. Dla mnie to najlepsza płyta Szweda, jaką nagrał w latach '80 ubiegłego wieku, choć wiem, że wielu najbardziej ceni kolejną płytę Trilogy. Mam jeszcze tylko uwagę do produkcji, która nie jest jakaś rewelacyjna i album wydaje się nagrany ciut za cicho. Ciekaw jestem jak brzmi ten krążek na winylu, ale prawda jest taka, że dobrej muzyki można słuchać nawet na słabym sprzęcie i się obroni. Klasyka gitarowego grania.

Oficjalna strona artysty: www.yngwiemalmsteen.com

LSDisease
luty 2008