|
Skład: Eriikur Hauksson - śpiew, gitary; Eirik Hanssen - śpiew, gitary; Kim Stenberg - gitary; Lars Petter Holstad - gitara basowa; Gilbert Marshall - śpiew, instrumenty klawiszowe; Jan T. Johannessen - perkusja
Gościnnie: Maria Bentsen - chórki w [4, 7]
Produkcja: Magic Pie
Któryś z angielskich recenzentów o drugim studyjnym albumie Magic Pie pt. Circus Of Life z 2007 roku napisał, że jest to doskonały dodatek do każdej kolekcji płyt z muzyką progresywną. Ten niejednoznaczny osąd skłonił mnie do refleksji, czy istotą trudu studyjnego podejmowanego przez zespół jest "bycie dodatkiem"? Nawet jeśli mowa o samych walorach muzyki, to raczej postrzeganie jej w kategorii dodatku nie powinno być dla jej twórców zadowalające. W drodze ku nabieraniu własnej tożsamości Magic Pie pod koniec stycznia 2011 roku wydali następcę wspominanego Circus Of Life, album zatytułowany The Suffering Joy.
W norweskim sekstecie progresywnym, na przestrzeni czterech lat pomiędzy wydaniem płyty, doszło do jednej zmiany w składzie: wokalistę Allana Olsena zastąpił wokalista i gitarzysta Eriikur Hauksson. Ta zmiana świadczy o wzmocnieniu sekcji instrumentalnej, wszak do gitarzystów Kima Stenberga i Eirika Hanssena dołączyło nowie wiosło. Samo pojęcie "wokalu" w muzyce Magic Pie jest relatywne, bowiem w zespole w tej sekcji, poza wspominanymi Haukssonem i Hanssenem, udziela się jeszcze klawiszowiec Gilbert Marshall. Całość uzupełniają basista Lars Petter Holstad i perkusista Jan T. Johannessen. To właśnie tym muzykom już od sześciu lat ufa szwedzka Progress Records. Z pewnością władze wspominanej wytwórni nie będą żałować pieniędzy wydanych na wyprodukowanie nowego albumu Magic Pie, a to dlatego, iż jest to kolejny udany krążek tej norweskiej formacji. Flagową kompozycją The Suffering Joy jest czteroczęściowy utwór pt. A Life's Work, który stanowi dobrą etykietę możliwości Magic Pie. Co prawda sama struktura utworu jest dosyć dziwna, bo trzy pierwsze części A Life's Work są krótkie (trwają od minuty do trzech i pół), a wieńcząca dzieło część czwarta liczy powyżej siedemnastu minut. Niemniej owa niekonsekwencja jest dobrze wytłumaczona z poziomu samego nagrania, którego swego rodzaju muzyczna eksplozja następuje właśnie przy ostatniej części. A, że w muzyce Magic Pie jest co eksplodować, powinien przekonać się każdy słuchacz już w pierwszych nutach The Suffering Joy. Wszak Norwegowie zaoferowali słuchaczom bogatą paletę instrumentalno-wokalną, która w różnej częstotliwości i z różnym natężeniem odpowiada świetnymi, uwolnionymi improwizacjami instrumentalnymi. Wyłączając A Life's Work muzycy Magic Pie na swoim trzecim studyjnym albumie napisali jeszcze kilka wielowątkowych, wydłużonych kompozycji. Mam na myśli takie utwory jak Headliness, Slightly Mad, In Memoriam czy piętnastominutowa ścieżka pt. Tired, które cechują rewelacyjne tła, niezakłócona symbioza gitar i perkusji z wręcz kokieteryjnym "parapetem" Marshalla oraz zróżnicowane wokale. Znamienne dla stylu Magic Pie są dopracowane niemal do perfekcji aranżacje, w których panowie instrumentaliści zdają się nie popełniać błędów, a wspominane wcześniej improwizacje noszą znamiona kontrolowanych, wprowadzonych w życie w odpowiednim, wypracowanym przez zespół momencie. To wszystko utworzyło obraz nie do pogardzenia dla każdego fana progresywnych dźwięków z rodowodem w Skandynawii. Bladziej w tym monumentalnym klimacie wypada trwający nieco ponad trzy minuty utwór pt. Endless Ocean, który wpisuje się w balladowy fason, ale raczej z gatunku tych, które mogą z powodzeniem emitować popularne kanały radiowe. Podobnych fragmentów w zawartości The Suffering Joy znalazło się jeszcze kilka, ale zostały one przykryte wielowątkowością kompozycji. Pewnym urozmaiceniem tego długiego, trwającego ponad 70 minut albumu, są wokale Marii Bentsen, które na krążku pojawiają się dwukrotnie, w utworze tytułowym oraz w nagraniu zatytulowanym Slightly Mad.
The Suffering Joy to dzieło, które oceniam bardzo dobrze. Muzycy Magic Pie podjęli ryzyko wprowadzając w swoje szeregi jeszcze jedną gitarę, a część kompozycji wydaje się nazbyt przesłodzona, ale długie utwory, ubrane w całe mnóstwo nieoczekiwanych pomysłów są w stanie przyciągnąć niejednego fana progresji. Najwyraźniej w Norwegii, słynącej dotąd na niwie muzycznej raczej z black metalu, możliwe jest funkcjonowanie dobrego zespołu ze szkoły progresywnego rocka. Choć naturalne skojarzenia popychają twórczość Magic Pie w kierunku słynnej szwedzkiej szkoły rocka progresywnego, to takie albumy jak The Suffering Joy sprawiają, że progresywny sekstet nabiera muzycznej suwerenności. Może nazwa Magic Pie przestanie być kojarzona tylko z Oasis?
Oficjalna strona zespołu: www.magicpie.net
Konrad Sebastian Morawski luty 2011
|