Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

LIONVILLE - Lionville [2011]
Wydawca: Avenue Of Allies Music

  1. Here By My Side
  2. With You
  3. Centre Of My Universe
  4. Thunder In Your Heart
  5. The World Without Your Love
  6. Power Of My Dreams
  7. No End In Sight
  8. The Chosen Ones
  9. Over And Over Again
  10. Dreamhunter
  11. Say Goodbye
Lionville

Skład: Stefano Lionetti - śpiew, gitary, chórki; Lars Säfsund - śpiew, chórki; Alessandro Del Vecchio - instrumenty klawiszowe, chórki; Pierpaolo "Zorro11" Monti - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Mario Percudani - gitara; Andrea Maddalone - gitara; Anna Portalupi - gitara basowa; Amos Monti - gitara basowa; Arabella Vitanc - śpiew i chorki w [8]; Erik Mårtensson - chórki w [4]; Bruce Gaitsch - gitary w [1, 3, 5, 9, 11]; Tommy Denander - gitary w [8]; Sven Larsson - gitary w [7, 9]

Produkcja: Alessandro Del Vecchio

Co się stanie, jeśli połączy się w jedną całość muzyczną witalność z Włoch, brzmienie rodem z najlepszych płyt hard rockowych "made in USA" i świetne melodie w jedno? Tak, macie rację - powstanie świetna płyta, której z przyjemnością będzie się słuchać. Dołóżmy do tego bezpośrednie inspiracje takimi tuzami jak Survivor, Bad English, czy wreszcie Toto i mamy kompletny obraz całości.

Do powyższej receptury zastosował się pan Stefano Lionetti, który jest tu głównym szefem zamieszania. Wykonuje większość partii wokalnych oraz gra na gitarze. Do współpracy zaprosił kumpli: Pierpaolo "Zorro11" Montiego (Shining Line), który czule zaopiekował się perkusją, wokalistę Larsa Säfsunda i Alessandro Del Vecchio (Edge Of Forever, Eden's Curse), który wspaniale zagrał na instrumentach klawiszowych i co nieco udzielał się wokalnie w chórkach. Stwierdzili jednak, że w czwórkę będzie im smutno i do udziału w nagrywaniu krążka zaprosili kolejnych muzyków: gitarzystę Bruce'a Gaitscha (Richard Marx, Chicago, Peter Cetera), gitarzystę Tommy'ego Denandera (Radioactive, Houston, Spin Gallery), w chórkach zaśpiewał Eric Mårtensson (W.E.T., Eclipse), kolejnego wioślarza w osobie Svena Larssona (Street Talk), w chórkach zaśpiewała Arabella Vitanc (Alyson Avenue), tu i ówdzie na basie plumka Amos Monti (Shining Line), znowu wioślarza Mario Percudaniego (Hungryheart, Shining Line), włoską sensację basu - Annę Portalupi (Bobby Kimball, Steve Lukather, Skill In Veins) i w końcu ostatniego wiosłowego w osobie pana Andrea Maddalone (Jon Anderson z Yes, Mick Fleetwood, Zucchero). Uffff, przyznacie, że nagromadzenie nazwisk musi robić wrażenie. Lwią część materiału stworzył główny sprawca bałaganu, a inni mu w tym pomagali. Czy jednak płyta zatytułowana po prostu Lionville z powodu licznego udziału gości nie jest aby przerostem formy nad treścią? Znane są przecież przypadki, w których swoista konkurencja między muzykami doprowadzała do przesadnego epatowania tym i owym. Tu nic takiego się nie dzieje. Każdy z udziałowców dostał swoje pięć minut i tym sposobem nikt nie wychodzi przed orkiestrę i nie próbuje nadawać tonu krążkowi. Tu, jak sądzę, wykorzystano fakt, że każdy z nich pochodzi z różnych rejonów muzycznych. Złożyło się to wszystko w spójną, przebojową i co najważniejsze - nie nudzącą całość. Okładka może niezbyt zachęca do zapoznana się z płytą, ale mimo to zajrzyjmy do środka. CD rozpoczyna się przebojowym Here By My Side. Typowe melodie z lat '80, łatwo wpadające w ucho i dające się zapamiętać. A to już wystarczy by zainteresować słuchacza. Troszeczkę może i mamy do czynienia z deja vu. Może i ktoś powie, że to wszystko już było. Owszem, ale dlaczego nie posłuchać tego raz jeszcze, gdy jest to podane w przystępnej i przyciągającej formie? Ręka do góry, komu nie chce się zaśpiewać refrenu razem z zespołem. With You to kolejny, jakże typowy utwór w stylu AOR. Tym razem o tematyce miłosnej. Przyjemnie słucha się ładnie wyważonej pracy gitar, nie za mocno, nie za lekko, po prostu w sam raz. I czy właśnie takich klimatów nie lubi Bobby Kimball? Można mieć tu leciutkie skojarzenia z Toto. Tak sobie myślę, że nikomu to raczej nie będzie przeszkadzać. A jeśli komuś tego mało, to dostaje Center Of My Universe, który doskonale mógłby "robić" za jeden z "zaginionych" utworów Lukathera i spółki. Idealna współpraca wokalistów wręcz nachalnie kojarząca się z parą Steve - Bobby. Ładne i bardzo przyjemne melodie, które lekko i niezauważalnie wpadają do ucha słuchacza. Gdyby zamknąć oczy, to można by uznać, że grają sidemani z Toto... Thunder In My Heart mógłby trafić na dowolną płytę z udziałem Joe Lynn Turnera i nikt za taki numer by się na niego nie obraził. Aż strach pomyśleć, jakby to zabrzmiało z jego udziałem. Bardzo dobry, ciut mocniejszy, ale znów przyjemny kawałek. Warto dodać, że wcześniej wykonywał ten utwór John Farnham, a jego pierwotna wersja, która do tej pory nie ukazała się na cyfrowym nośniku, znalazła się na ścieżce dźwiękowej do filmu "RAD". World Without Your Love to kolejny utwór o tematyce miłosnej. Chyba nie ma nikt nic przeciwko temu? Jako autorów obok Bruce'a Gaitscha, wymieniono... Richarda Marxa i Amy Sky (Robin Beck, Marc Jordan). I wierzcie mi - bardzo przypomina on swoim nastrojem takie Here Without You Co nieco znów z Toto, choć nie do końca mamy w Power Of My Dreams. Jak przystało na ścieżkę o takim tytule, jest koniecznie bardzo pozytywnie, wszyscy się uśmiechają, a to sprawia, że jest przebojowo i melodyjnie. Patrząc na prężący się dumnie kawałek o tytule No End In Sight miałem nadzieję, że będzie to cover Toto. Nic z tych rzeczy, podobieństwo kończy się tu na tytule. A szkoda, bo mając do dyspozycji takich muzyków chętnie posłuchałbym nowej wersji. Tu mamy do czynienia z utrzymaną w średnim tempie ścieżką, opakowaną w ładne melodie i koniecznie łatwo wpadającym w ucho refrenem. Z kolei takie przeboje jak The Chosen Ones pisał kiedyś Survivor. Posłuchajcie, jak świetnie pomyślano i rozplanowano poszczególne wokale i ten niesamowity chorus. Idę o zakład, że każdy fan takich dźwięków automatycznie przeniesie się w cudowne lata '80. Tu wszystko pachnie starym hard rockiem, każda nuta jest nim nasycona. Over And Over Again to kolejna ballada, bardzo ładna zresztą, w żadnym wypadku łzawa. Mimo tego - czy to jednak nie za dużo ballad jak na jedną płytę? Nie mam nic przeciwko temu, ale jednak krążek zbyt często z tego powodu zwalnia. Dreamhunter z powodu swego tytułu musi być oczywiście bardzo pozytywną i dynamiczną propozycją. I tak jest, choć niczym specjalnym ucha nie przyciąga. Ot, dobrze zrobiony numer i tyle. Na pożegnanie i zamknięcie dzieła zespół serwuje Say Goodbye. W pełni akustyczny, nieco ponad czterominutowy, taki w sam raz na wyciszenie. No jest tu coś z amerykańskiego sposobu pisania utworów, choć jako całość Lionville imponuje brytyjską elegancją i smakiem wykonania..

Coś się obudziło u "makaroniarzy" w tym roku. Tak jak nie cierpiałem muzyki z kontynentalnego buta, tak z powodu wysypu tegorocznych płyt z Włoch powoli się do nich przekonuję. Ten nowy zespół imponuje świeżym, radosnym, choć nadal skupionym na odpowiednim wykonaniu swoich utworów. Potrafi przekonać do siebie słuchacza. Dużo tu detali, świetnych klawiszowych pasaży, dobrych gitar, wspaniale grającej sekcji i doskonałych wokali. Słowem - bardzo się postarano, by niczego nie spieprzyć. Doskonała propozycja dla wszystkich miłośników AOR-u i melodyjnego hard rocka. Serdecznie polecam, ode mnie 9/10.

Oficjalna strona zespołu: www.lionville.it

Vincent
lipiec 2011