|
Amerykańska grupa Lillian Axe wydała niedawno nowy album zatytułowany Sad Day On Planet Earth. Skorzystaliśmy z nadażającej się okazji i przeprowadziliśmy wywiad ze Stevem Blazem, jej gitarzystą i głównym kompozytorem. Tradycyjnie rozmawialiśmy o przeszłości, a także zapytaliśmy Steve'a o przyszłe plany.
HARD ROCK SERVICE: Cześć Steve! Jestem fanem Lillian Axe od wieków i cieszę się, że mam okazję teraz z Tobą porozmawiać. Zacznijmy od polskiego akcentu... Stosunkowo niedawno Wasze dwie pierwsze płyty wydała w limitowanych reedycjach polska wytwórnia Metal Mind. Czy wiesz może, czyją było to inicjatywą?
STEVE BLAZE: Nie mieliśmy pojęcia, że tak się stanie. Nikt nas nie zapytał o zgodę, ani nie poprosił o współpracę. Gdyby tak się stało, moglibyśmy dorzucić jakiś dodatkowy utwór albo opatrzyć płyty komentarzami. Byliśmy bardzo rozczarowani, że nie uwzględniono nas w tym przedsięwzięciu.
HARD ROCK SERVICE: Debiutancki album i Poetic Justice wydaje mi się być pod silnym wpływem zespołu Ratt. Producentem debiutu został nawet Robbin Crosby (RIP), członek tej grupy. W zdobyciu kontraktu z MCA Records pomógł Wam ponoć menadżer gryzoni. Czy uważasz, że spory wpływ na jego zainteresowanie Wami mógł mieć wpływ owych podobieństw do twórczości Ratt?
STEVE BLAZE: Szczerze mówiąc nigdy nie widziałem podobieństw, chociaż byliśmy wielkimi fanami ich muzyki. Myślę, że fakt iż Robbin był w to zaangażowany, sprawił, że niektórzy ludzie wyczuli jakieś niuanse w podobieństwach. Robbin widział nas kilka razy na żywo, co dodało mu odwagi, by z nami pracować.
HARD ROCK SERVICE: Prawdziwą ozdobą okładki i bookletu Love & War była piękna kobieta. Czy pamiętasz może jej imię? Czy była to jakaś przyjaciółka lub fanka zespołu, czy po prostu zajęła się tym jakaś agencja reklamowa?
STEVE BLAZE: Nazywała się Sharon Case. Była gwiazdą mydlanej opery tutaj w Stanach.
HARD ROCK SERVICE: Wraz z wydaniem Love & War do Waszej muzyki zaczęły wkradać się elementy sleaze rocka, co było słyszalne zwłaszcza w liniach wokalnych Rona Taylora. Ten styl zrobił się dość popularny na przełomie lat '80 i '90. Czy jego wzrost popularności wpłynął w jakiś sposób na implementację jego elementów do Waszego stylu gry? Na Poetic Justice z kolei od niego odeszliście, a późniejsze krążki wydają się być nawet jeszcze bardziej mroczne, zarówno muzycznie jak i tekstowo...
STEVE BLAZE: Nasz język był zuchwały pod względem seksualności i utrzymywał sarkastyczny ton wypowiedzi w większości piosenek. Aczkolwiek później poszliśmy bardziej w kierunku głębokiej, mroczniejszej wody w owym czasie. Zawsze mieliśmy tendencję do mieszania różnego podejścia do tematu.
HARD ROCK SERVICE: Jak myślisz, dlaczego MCA Records nie przyłożyło się do należytej promocji Love & War? Moim zdaniem ta płyta jest rewelacyjna i bije na głowę większość wydawnictw z tamtych czasów pod niemal każdym względem.
STEVE BLAZE: MCA w ogóle nie była zainteresowana wieloma rockowymi zespołami w owym czasie. Nastąpiły pewne polityczne zmiany wewnątrz samej wytwórni i szybko z nami skończyli. Przynajmniej wciąż istniejemy. Love and War zostało za to bardzo dobrze przyjęte przez fanów muzyki rockowej na całym świecie.
HARD ROCK SERVICE: Waszą stroną internetową opiekuje się Wasz basista Eric Morris. Czy jest to jego jedyny taki projekt, czy może zajmuje się on webmasterstwem zawodowo? A co z resztą zespołu? Czy zajmujecie się jeszcze czymś poza muzyką, czy starcza Wam ona jako jedyne źródło dochodu? Czy credit crunch dotyka Was w jakims stopniu?
STEVE BLAZE: Eric jest cholernie dobry w sprawach związanych z projektami internetowymi i startuje właśnie z własną firmą webmasterską. Wszyscy mamy jakieś inne projekty wymagające od nas zaangażowania. Spójrzmy prawdzie w oczy, światowa ekonomia znajduje się w czołgu. Musimy być na tyle sprytni, by mieć własne firmy i zarazem żyć jako muzycy.
HARD ROCK SERVICE: A teraz coś dla gitarzystów. Jakich gitar i jakiego innego sprzętu używasz do generowania dźwięków? Czy są to seryjne modele, czy może coś specjalnie robionego pod Ciebie? Czy któryś z producentów zaproponował tobie endorsement?
STEVE BLAZE: Wspiera mnie wielu producentów. Gram na modelach Blaze od Guilforda, które są sygnowane moim nazwiskiem i zaprojektowane wspólnie przez Johna Guilforda i mnie. Są one dostępne w sprzedaży na stronie guilfordguitars.com. Używam też wzmacniaczy firmy Peavey, raków Bassona, strun S.I.T., bezprzewodowych jednostek EV i gitarowych kostek od Intune. Aczkolwiek każdy zaprawiony gitarzysta powie Tobie, że 60% brzmienia pochodzi z ręki grającego!
HARD ROCK SERVICE: Zawsze słynąłeś z grania ultramelodyjnych solówek. Jedna z moich ulubionych to ta z Deep Blue Shadows z czasów Psychoschizophrenii. Czy masz jakieś solówki, które szczególnie lubisz grać?
STEVE BLAZE: Dzięki. Jesus Wept z nowego krążka i Waiting in the Dark na debiucie. Ponadto, Sign of the Times.
HARD ROCK SERVICE: ... A solówki jakich innych wykonawców uważasz za szczególnie godne uwagi?
STEVE BLAZE: Briana Maya z Queen. Randy'ego Rhoadsa.
HARD ROCK SERVICE: Pod koniec lat '80 i na początku lat '90 bardzo modne stało się wydawanie przez gitarzystów płyt instrumentalnych. Wielka część z nich została wtedy wydana przez Shrapnel Records. Co sądzisz na temat tamtych albumów? Czy są one ponadczasowe, czy może ich czas już minął?
STEVE BLAZE: Wszystkie z nich są ponadczasowe. Sam nagrałem album solowy, ale nie był on w całości instrumentalny. Zanudziłbym się wydawnictwem opartym na samych partiach gitar. Myślę, że jest bardzo trudnym zadaniem dla gitarzysty nagranie solowej płyty i utrzymanie jej na interesującym poziomie od początku do końca...
HARD ROCK SERVICE: Wielu gitarzystów zorientowanych na robienie "show" niszczyło swoje instrumenty na scenie. Czy kiedykolwiek roztrzaskałeś którąś ze swoich gitar lub może podpalałeś jak Hendrix? Czy masz może jakiś bardziej ludzki stosunek do swoich instrumentów?
STEVE BLAZE: Nigdy bym nie zniszczył mojego sprzetu. Jest zbyt cenny! Chociaż moje gitary narażone są na obtłuczenia. Często zostają porysowane przez moje ubrania i bizuterię oraz pokryte potem. Moje paski i gitary przesiakają wilgocią każdego wieczora. Pocę się jak jakiś zwierzak.
HARD ROCK SERVICE: Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Czy przywiązujesz się do starych zespołów, czy może wolisz coś bardziej nowoczesnego? Czy w ciągu lat Twój gust zmienił się jakoś szczególnie?
STEVE BLAZE: Bardzo tęsknię za jakąś nową muzyką, która by mnie zainspirowała. Myślę, że jestem jakby zasiedziały, sporo potrzeba, by mnie poruszyć. Słucham muzyki z gatunku new age i muzyki poważnej, kocham też soundtracki. Z nowych zespołów, jakie lubię, to Muse, Chevelle, My Chemical Romance, Shinedown, ale przecież to nie są jakieś szczególne nowości. Wciąż słucham klasycznych albumów. Posiadam kolekcję płyt złożoną z co najmniej 2000 krążków.
HARD ROCK SERVICE: Skoro już rozmawiamy na temat nowoczesności... Coraz wiekszą popularność zdobywa dystrybucja muzyki w formatach czysto elektronicznych, np. MP3 lub AAC. Bez okładek, bez drukowanych tekstów, bez zdjęć zespołu. Czy uważasz, że w jakiś sposób muzyka traci przez to swoją duszę? Czy może jest to naturalna kolej rzeczy i liczy się tylko muzyka?
STEVE BLAZE: Samo pobieranie w postaci cyfrowej nie jest takie złe, chociaż słuchacze nie wiedzą, co tracą. Teksty piosenek, wkładka i oprawa graficzna to część całego obcowania z muzyką! Tym, czego nienawidzę, jest pobieranie bez uiszczania opłat. TO ZABIJA MUZYCZNY PRZEMYSŁ. Do wszystkich tych, którzy to robią - krzywdzicie zespoły, zwłaszcza te, którym to robicie. Więc, kiedy Wasz ulubiony zespół rozpada się lub nie może koncertować, pamiętajcie, że Wam o tym powiedziałem.
HARD ROCK SERVICE: Cyfrowa muzyka w formatach stratnych niestety sporo traci na jakości. W przypadku muzyki typu hip hop nie ma to większego znaczenia, ale płyty rockowe wydają sie przez to strasznie okaleczone. Czy nie sądzisz, że przez to muzyka rockowa umiera?
STEVE BLAZE: Nie sądzę. Tym, co zabija tę branżę, jest to, o czym wspomniałem przy okazji poprzedniego pytania, plus fakt, że wytwórnie płytowe przestały wierzyć w karierę zespołów. Podpisują z nimi kontrakty i za chwilę je wyrzucają. Jeśli coś chwyci, to wtedy dopiero zatrzymują na dłużej. Zysk z tego jest niewielki, więc i wsparcie ze strony wytwórni jest minimalne. Sprzedaż płyt spada, to i wytwórnie tną koszty.
HARD ROCK SERVICE: Od samego początku istnienia kapeli jesteś jej głównym kompozytorem. Chcielibyśmy się dowiedzieć, jak wielki jest wpływ reszty muzyków na cały koncept płyty i poszczególnych utworów. Jak w ogóle wyglada proces komponowania w zespole. Dużo improwizujecie, czy każdy przychodzi z gotowymi pomysłami?
STEVE BLAZE: Utwory rozpoczynają się w mojej głowie od jakiejś melodii lub instrumentalnego fragmentu. Potem, kiedy opracowuję ten pomysł, wszystko wchodzi do mojej głowy i zaczynam słyszeć pozostałe części. Słowa przychodzą jako ostatnie, także one rodza się z melodii. Każdy ma możliwość zaprezentowania piosenek, ale wierzę, że reszta muzyków pokłada wiarę w tym, co ja czynię. Chłopaki dodają pomysły w studiu i bardzo często je wykorzystujemy. Jakkolwiek, kiedy wkraczamy do studia nagrań, jesteśmy już prawie przygotowani. Robimy dużo preprodukcji.
HARD ROCK SERVICE: W szeregach Axe od kilku lat gości perkusista Ken Koudelka. Jego nazwisko jakoś dziwnie kojarzy się z językiem polskim. Czy Ken ma może jakieś polskie korzenie?
STEVE BLAZE: Nie mam pojęcia, ale to możliwe! Zapytam go.
HARD ROCK SERVICE: W czasie Waszej kariery skład drużyny zmieniał się wiele razy. Jednym z największych wyzwań dla zespołu jest zazwyczaj zmiana wokalisty. Zmiana Rona na Derricka LeFevre była niemal bezbolesna, zarówno dla fanów jak i samej muzyki, ponieważ obaj wokaliści mają podobne barwy głosu i podobny styl śpiewania. Czy mógłbyś opowiedzieć nam o tym, w jaki sposób Derrick dołączył do zespołu?
STEVE BLAZE: Derrick był szanowanym piosenkarzem w Nowym Orleanie od długiego czasu. Zadzwonił do mnie i po prostu powiedział mi, że ten występ należy do niego i bym już dalej nie szukał. Kiedy usłyszałem go śpiewającego w jakimś klasycznym repertuarze Lilliana, po prostu mnie powalił na ziemię. To wokalny potwór. Znalezienie go było dla nas błogosławieństwem.
HARD ROCK SERVICE: Zagłosowałem na Waters Rising jako moją ulubioną płytę wydaną w 2007 roku. Bardzo spodobał mi się Wasz styl gry na tym krążku, spore wrażenie zrobiła też na mnie okładka utrzymana w stylistyce "Alicji w Krainie Czarów", podobnie jak i sama oprawa graficzna wkładki. Czytałem niedawno, że Sad Day On Planet Earth uważane jest za Wasz najmocniejszy/najcięższy album. Mam nadzieję, że będzie to godny następca poprzednika i jestem niemal pewien, że nie zagracie na nim w stylu grind core czy black metal ;).
STEVE BLAZE: Zawsze będziemy Lillian Axe.
HARD ROCK SERVICE: 15 nowych kawałków i ponad 70 minut muzyki to całkiem sporo. Które z nowych kompozycji uważasz za charakterystyczne dla tego wydawnictwa? Które według Ciebie są najlepsze i dlaczego?
STEVE BLAZE: Nie ma tu niczego typowego. Każda piosenka posiada elementy nowych wpływów. Lubię najbardziej Nocturnal Symphony ze względu na wykreowaną tu aurę mistycyzmu i temat wampirzej miłości.
HARD ROCK SERVICE: Poza Lillian Axe jesteś także liderem innej grupy zwanej Near Life Experience. Twoimi "partnerami w zbrodni" byli tam Sam Poitevent i Eric Morris, obaj obecnie znajdujący się w szeregach Lilliana. Szczerze mówiąc nie miałem jeszcze okazji wysłuchania ani jednego utworu NLE. Czy mógłbyś pokrótce opowiedzieć nam o stylu gry NLE i nakreślić, czym różni się on od stylu Lillian Axe?
STEVE BLAZE: Podstawową różnicą z NLE jest to, że to ja śpiewam główne linie wokalne. Nawet jeśli szczególnie o to nie zabiegaliśmy, to i tak mamy inne brzmienie od Lilliana. Ciężko to opisać. To taki rodzaj chemii, który wszystko zmienia.
HARD ROCK SERVICE: Nowy album Near Life Experience jest na ukończeniu. Czy jego muzyczna zawartość będzie naturalną kontynuacją w stosunku do poprzednich wydawnictw, czy może planujesz jakąś rewolucję w stylu gry?
STEVE BLAZE: Tak, będzie to kontynuacja stylu NLE z poprzednich krążków, ale też w porównaniu do dwóch ostatnich albumów ciągle się rozwijamy. Wciąż mrocznie, melodyjnie i namiętnie.
HARD ROCK SERVICE: Czy wciąż utrzymujesz kontakt z byłymi członkami Lillian Axe? Czy planujecie razem jakieś projekty poboczne?
STEVE BLAZE: Często rozmawiam z Darrinem DeLatte. Nie ma jednak planów na przyszłość .
HARD ROCK SERVICE: Mało kto o tym wie, ale jesteś też aktorem. W jakich filmach zagrałeś i czy planujesz zagrać w kolejnym?
STEVE BLAZE: Dopiero co się tym zająłem. Zagrałem wampira w "Slayer Zed and the City of the Dead", raptem malutki, półgodzinny filmik, który możesz znaleźć na YouTube. Istnieje za to wiele kompozycji NLE i moich solowych wynurzeń, które napisałem z myślą o filmach. Zdecydowanie także pragnę zająć się działalnością na tym polu.
HARD ROCK SERVICE: Lillian Axe ma już zabukowanych kilka koncertów w USA, a w listopadzie planujecie zagrać na Rockfest w Wielkiej Brytanii. Czy macie jeszcze jakies plany
koncertowe co do Europy? Czy może jakiś polski organizator koncertów zwrócił się do Was z propozycją występu?
STEVE BLAZE: Mamy nadzieję koncertować po Europie tak dużo, ile się tylko da! To zależy od tego, jak dobrze przyjmie się tam nasz nowy album, ale będziemy tam w listopadzie!
HARD ROCK SERVICE: Dziękujemy za wywiad. Mam nadzieję, że kiedyś napijemy się wspólnie polskiego piwa :)
STEVE BLAZE: Wielkie dzięki!
Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com
Guitarrizer 18.07.2009
(materiały graficzne zostały zamieszczone za zgodą wykonawcy i pochodzą z oficjalnej strony zespołu)
English version / wersja angielska
|