Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

LILLIAN AXE - Deep Red Shadows [2010]
Wydawca: Love & War Records / MRI

  1. Under The Same Moon
  2. 47 Ways To Die
  3. The Quenching Of Human Life
  4. A Minute Of Years
  5. Nobody Knows (acoustic)
  6. The Day I Met You (acoustic)
  7. Sad Day On Planet Earth (acoustic)
  8. Nocturnal Symphony (acoustic)
  9. Deep Red Shadows (instrumental)
Deep Red Shadows

Skład: Derrick LeFevre - śpiew; Steve Blaze - gitary; Sam Poitevent - gitary; Eric Morris - gitara basowa; Ken Koudelka - perkusja
Gościnnie: Ty Tabor - gitarowe solo w [3]

Produkcja: Steve Blaze

Rok po ukazaniu się Sad Day On Planet Earth Lillian Axe postanowili zaatakować nowym wydawnictwem, mimo że nowych to tak naprawdę jest tutaj 5 z 9 zamieszczonych utworów. Reszta to przeróbki numerów starszych i tych trochę nowszych.

Nie wiem, czy zespół dobrze zrobił serwując nam taki dziwny zestaw, ale przede wszystkim zastanawiam się, co się stało z Lillian Axe, jakie znaliśmy z lat '80 i początku '90. Płyta Sad Day On Planet Earth mimo smutku i melancholii jest albumem urzekającym, czego w dużej mierze brakuje temu wydawnictwu. Może grupa zbyt pogrążyła się w posępnych dźwiękach zapominając, że nagrali przecież kiedyś takie utwory jak She Likes It On Top czy Body Double, że o wesołkowatym No Matter What nie wspomnę. Nie ulega wątpliwości, że Lillian Axe XXI wieku to grupa muzyków dojrzałych artystycznie, dbających o wizerunek. Wynikiem tego jest także Deep Red Shadows, zestaw z którego wieje grobowcem i generalnie niczym świeżym. Płytę otwiera Under The Same Moon, 7 minut smutnego, metalowego grania, zrobionego z orkiestrowym rozmachem. Trochę w tym Queensryche z okresu Promised Land, jednak kawałek ciut nuży. Brak mi tutaj rockowego pazura. Niby jest ciężko, ale jakoś niespecjalnie mnie takie granie rajcuje. 47 Ways To Die charakterezyje się przeciągłym zawodzeniem wokalisty oraz smętną melodią. Formacja gra mało rock and rollowo, a bliżej temu do stylistyki, jaką prezentowały niegdyś zespoły grunge'owe. Oczywiście przypomina to bardziej Alice In Chains niż Nirvanę, co naturalnie liczę zespołowi na plus, bo nędznego półamatorskiego pukania bym im nie darował. The Quenching Of Human Life robi na mnie większe wrażenie niż dwa pierwsze utwory. Dalej o jakiejś radykalnej zmianie mówić nie możemy. Grupa gra coś pomiędzy Queensryche a Alice In Chains, ale zapodając arcyciekawe pomysły na riffy. To granie bardzo wciągające, niemal że eteryczne, ale zdecydowanie rockowe, co trzeba podkreślić, bo o psychodelii to tu raczej mówić nie możemy. A Minute Of Years to prawie 9 minut grobowego muzykowania. Muzyka straszna, wręcz dysonansowa. Do niektórych wykonawców to po prostu nie pasuje. Na trzecim krążku Alice In Chains było pełno takich kawałków. To niemal dokładnie ten styl, ale Alice w takich klimatach siedzieli od podszewki. Nobody Knows to akustyczna wersja utworu z debiutanckiej płyty grupy, więc jak się domyślacie, robi się nieco weselej. Kontrastuje to porządnie z wcześniejszym koszmarem i myślę, że dobrze że ten utwór pojawia się w tym momencie. Fajną balladkę z tego zrobili i słucha się jej wyśmienicie. Z kolei The Day I Met You znamy z Psychoschizophrenii i tutaj został zagrany ponownie w niezmienionej wersji. Nie wiem, w jakim celu to zrobiono, gdyż obie wersje brzmią niemal identycznie, ale domyślam się, że panom z Lillian Axe ten numer się po prostu podoba i pasuje do w połowie przecież akustycznej płyty, jaką jest Deep Red Shadows. Z kolei akustyczna wersja Sad Days On Planet Earth powala na kolana. Udało się zachować tamtą melancholię i przy okazji wyodrębnić nowe piękno tej kompozycji zawarte w nieprzesterowanych gitarach brzmiących przestrzennie. Perełka w całej dyskograii zespołu. Nocturnal Symphony to akustyczna przeróbka z płyty Sad Days On Planet Earth, podobnie jak poprzedni uwtwór i powiem szczerze, że bardziej podoba mi się w tej wersji niż w oryginale. To smutny kawałek, więc idealnie wpasowuje się w klimat krążka. Na koniec tytułowy zamykacz albumu, trwający niespełna 3 minuty numer instrumentalny, oczywiście akustyczny, pobrzmiewający tajemniczo i posępnie. Piękna końcówka. I tyczy się to nietylko tego nagrania, bo i dwóch poprzednich także. Idealnie pasuje do obrazka na okładce. Trochę kręciłem nosem na początku, ale jak spojrzeć szczegółowo na płytę, to okazuje się, że nie jest wcale taka zła. Najlepiej wypadają kawałki akustyczne i szkoda, że zespół nie pokusił się zrobić w całości płyty akustycznej. Z pozostałych kompozycji najlepiej wypada chyba The Quenching Of Human Life i ten kawałek mógłby spokojnie pojawić się na poprzednim albumie zespołu.

Tytułem podsumowania, Deep Red Shadows to niezła porcja akustycznych ballad, plus raczej przeciętne metalowe granie, czasami tylko robiące wrażenie. Fanom i tak ten krążek polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com

LSDisease
lipiec 2010