|
Skład: Robert Plant - śpiew, harmonijka; Jimmy Page - gitary akustyczne i elektryczne, gitara pedal steel chórki; John Paul Jones - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, organy, chórki; John Bonham - perkusja, tympanon, chórki
Produkcja: Jimmy Page
Na początek trochę historii. Po rozpadzie The Yardbirds, grupy jakoś szczególnie nie wyróżniającej się stylistycznie spośród innych grających pod koniec lat '60 (typowy rhythm and blues, może troszkę ostrzej zagrany), jej gitarzysta Jimmy Page postanowił założyć nową grupę. Nie chcąc zbytnio zrywać z przeszłością nowy projekt nazwał po prostu The New Yardbirds. Skład uzupełnili koledzy z innej formacji bluesowej, wokalista Robert Plant i perkusista John 'Bonzo' Bonham. Zanim jeszcze doszło do nagrania debiutanckiego krążka, z zespołu odszedł basista Chris Dreja, a jego miejsce zajął John Paul Jones, znany multiinstrumentalista i producent. Podczas prac nad debiutem zespół przyjął zasugerowaną przez perkusistę The Who nazwę Led Zeppelin. Zeppelinom przypisuje się stworzenie gatunku nazywanego hard rockiem. Czy jednak grali hard rocka na pierwszej płycie?
Trzeba przyznać, że wokół tej kwestii narosło wiele kontrowersji. Jedni utrzymują, że Led Zeppelin było pierwszą grupą hard rockową, inni z kolei twierdzą, że był to zespół grający heavy bluesa czy blues rocka. Słuchając pierwszej płyty tej formacji nie trudno przyznać racji tym drugim, ale czyż i o jedynce Deep Purple nie można powiedzieć tego samego? Muzycznie jeszcze daleko jest do hard rocka, chociaż pojawiają się pewne zagrywki zdecydowanie rockowe, natomiast tematyka piosenek w warstwie tekstowej jak najbardziej do tego gatunku nawiązuje. Dominują tematy spraw damsko-męskich (rozstania-powroty), motyw faceta nie potrafiącego długo usiedzieć na miejscu. Przecież o podobnych rzeczach będą śpiewać tysiące innych kapel hard rckowych, z Whitesnake na czele... Tego, że hard rock powstał na bazie bluesa, też nikt przecież nie kwestionuje. Good Times, Bad Tmes jak na owe czasy jest dość ostre, dobrze wypada to brzmieniowo, choć sam kawałek osadzony jest mocno w erze The Beatles i The Who, choć zagrany z pazurem jak w Cream. Ostatni raz tej płyty sluchałem prawie 15 lat temu, wtedy mi się nie podobała, teraz w moje ręce trafiła remasterowana wersja i o dziwo bardziej to do mnie trafia, chyba te studyjne kręcenie gałkami polepsza ogólny obraz całości. Bardzo udaną balladą jest Babe I'm Gonna Leave You, przynajmniej do połowy numeru, kiedy to chłopaki zaczynają grać ostrzej, a Plant wydaje z siebie dziwne dźwięki. Słychać te wpływy bluesa, zwłaszcza artykulacyjnie. Braku emocji nie można zarzucić żadnemu z muzyków, przy okazji warto pochwalić Page'a - dobra robota. You Shock Me to już czyściutki blues. By nie było wątpliwości, rytmika osadzona jest w typowych taktach bluesa, a sporą rolę odgrywa tu harmonijka ustna. Ciekawie rozwiązano sekcję solówki, grana jest i na gitarze, i harmonijce i organach. Tendencja jest ku graniu wolniejszemu, co słychać z kolei w Dazed And Confused. Kawałek zdecydowanie wolny i raczej spokojny, pojawiają się jednak mocniejsze akcenty, nie brak też eksperymentów, jak choćby z pogłosami (ciekawy efekt echa na linii wokal-gitara). I znowu wolniej w Your Time Is Gonna Come. Ilustracyjne klimaty na organach, potem z kolei country-bluesowo. Aż dziw bierze, że to kapela z Wielkeij Brytanii. Dalej płynne przejście w Black Mountain Side, tu już klimaty nieco folkowe, jest w tym coś z muzyki etnicznej, ale raczej europejskiej, choć ten slide w gitarach skłania się ku country, a niektóre zagrywki brzmią jak z Bliskiego Wschodu. Po tym instrumentalu przychodzi kolej na ostrzejsze granie. Communication Breakdown sięga do rock'n'rolla, rytmicznie przypomina to bardzo słynne Paranoid Black Sabbath. Gdyby to było podane z bardziej przesterowanym brzmieniem, dopracowane technicznie i podrasowane w studiu, niewiele by to odbiegało od produkcji z lat '80. Więcej melancholii w I Can't Quit You Baby, znowu więcej spokoju, kompozycja wolniejsza. Przede wszystkim znowu jest to typowy blues, do hard rocka stąd jeszcze bardzo daleko, mimo wszystko dobrze się tego słucha. How Many More Times to standardowy kawałek dla końcowki lat '60. Z jednej strony też bazuje na rhytm & bluesie, ale ma w sobie coś z psychodelii. Warto zwrócić uwagę na sposob śpiewania Planta, bo kilka lat później będzie tak samo spiewał Coverdale.
Jak na swój rok wydania jest to całkiem dobra płyta. Powinna trafić w gusta zaróno fanów classic rocka jak i bluesa. Zapoznanie się z nią polecane jest też słuchaczom hard rocka, jak by nie było, jest to pozycja uznawana za jedną z prekursorskich w tym gatunku. Led Zeppelin, Deep Purple i Black Sabbath to swego rodzaju kanon, dzięki któremu dekadę później powstała stylistyka grania, jaką najbardziej lubimy. Klasyka.
Oficjalna strona zespołu: www.ledzeppelin.com
Guitarrizer listopad 2007
|