|
Skład: Robert Plant - śpiew, harmonijka; Jimmy Page - gitary akustyczne i elektryczne, mandolina; John Paul Jones - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, syntezatory, mandolina; John Bonham - perkusja
Gościnnie: Ian Stewart - pianino w [2]; Sandy Denny - śpiew w [3]
Produkcja: Jimmy Page
Jeśli mowa o jednym z najbardziej znanych zespołów na świecie i zarazem jednym z najczęsciej coverowanych, to z pewnością musi pojawić się nazwa Led Zeppelin. Grupa Page'a i Planta na swych pierwszych dziełach eksplorowała heavy bluesa i odkrywała hard rocka, poszła nawet w stronę muzyki folkowej, na czwartym krążku zebrała to wszystko razem. IV to już stylistyka grania, z jaką zazwyczaj kojarzy się klasycznego hard rocka. Album obrósł legendą, jak wiele innych płyt z tego samego okresu, dobrze sprzedał się w momencie pierwszej edycji i nadal pozostaje jedną z najlepiej sprzedających się pozycji z katalogu Atlantic Records (rozszedł się podobno w nakładzie 37 milionów egzemplarzy).
Sesje nagraniowe do czwartej płyty Led Zeppelin rozpoczęło w Basing Street Studios należacych do Island Records, ale wkrótce muzycy przenieśli się do Headley Grange, wiktorianskiej posiadłości, gdzie przy użyciu słynnego Rolling Stones Mobile Studio nagrali większość podstawowych ścieżek. Nakładki studyjne dodano już w innym miejscu, by wreszcie poddać materiał masteringowi w Sunset Sound w Los Angeles, a finalnego miksowania dokończyć w Londynie. Warto wspomnieć jeszcze o samym tytule krążka. Otóż został on wydany zupełnie bez tytułu, na froncie okładki nie umieszczono nawet nazwy zespołu, tak więc w obiegu można spotkać go pod różnymi szyldami. Najpopularniejszy to IV, nadawany przez analogię do numeracji poprzednich wydawnictw, ale pojawiają się też "The Fourth Album", "Fourth Symbols" (od czterech symboli znajdujacych się wewnątrz okładki), "Zoso" (od jednego z symboli, który wizualnie wydaje się być podobny do tego wyrazu), czy "Runes" (niektórym wydawało się, że symbole pochodzą od alfabetu runicznego, co akurat mija się z prawdą). Na pomysł umieszczenia tej symboliki wpadł podobno Jimmy Page, każdy znak miał symbolizować jednego z członków zespołu, ponadto liczba 4 odnosi się też do tego, że to po prostu czwarta płyta grupy. Album, jak twierdzi Page, ukazał się bez tytułu na przekór pewnemu agentowi prasowemu, twierdzącemu, że wydanie niezatytułowanego krążka to komercyjne samobójstwo... Dość już tej całej mistyki, zajmijmy się zawartością muzyczną nagrań. Black Dog to typowo klasyczny, hard rockowy kawałek zbudowany na bazie ciężkiego bluesa, czyli firmowe danie Zeppelinów. Pełen ekspresji głos Planta jest tu moim zdaniem najważniejszym czynnikiem podnoszącym walory kompozycji, gdyż reszta nie odbiega warsztatowo zbytnio od tego, co prezentowała w owym czasie cała masa innych kapel. No i sposób śpiewania i barwa głosu Roba są tu tak charakterystyczne, że od razu wiadomo, na kim wzorował się później inny legendarny śpiewak z tego samego gatunku - David Coverdale. Drugie w zestawie Rock And Roll zdradza swą zawartość tytułem. Tak, to klasyczny rock'n'roll i zwróćmy uwagę na to, w jaki sposób gra tu "Bonzo" na perkusji, toć to dokładnie taka sama stylistyka grania jak u bębniarzy z lat '50. Całego efektu dopełnia partia pianina zagrana gościnnie przez Iana Stewarta, przez co można by pomyśleć, że to faktycznie jakiś zaginiony utwór ze zlotych czasów Cadillaca. Jest jednak w tym pewna nowość, mianowicie po raz kolejny znać o sobie daje głos Planta. Niech uważnie przysłuchają się mu fani sleaze rocka - toć tak w latach '80 i '90 będzie śpiewał niejeden gardłowy w popularnych kapelach tych dwóch dekad. Jak dla mnie jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych kompozycji na krążku, o czym najlepiej świadczy fakt, że po ponad 15 latach od czasu, kiedy to usłyszałem go po raz pierwszy jeszcze w formacie kasetowym, nadal pamiętałem z niego niemal każdą nutę. W stosunku do poprzedników pewną niespodzianką jest The Battle Of Evermore, numer osadzony gdzieś w klimatach folkowych. Jakoś nie za bardzo on do mnie trafia, inaczej zaaranżowane zostały w nim partie wokalne, wprawdzie pasują one do potrzeb utworu, nie sa jednak w moim guście. Na czwartej pozycji jeden z najłatwiej rozpoznawalnych kawałków wszechczasów, czyli Stairway To Heaven. Iluż to już słyszałem początkujących grajków, którzy na swych akustykach próbowali grać wstęp tej ballady. Ileż naczytałem się zachwytów nad tym numerem w niemal kazdym czasopiśmie muzycznym. Jeśli mam być szczery, to w tej całej świętości najbardziej podoba mi się moment, kiedy po wstępie wchodzą wokale Planta, przypominające mi folkowe nuty z angielskiej muzyki ludowej. Legendarna solówka Page'a owszem, jest niezła, tyle że słyszałem setki lepszych. Misty Mountain Hip jest taką mieszanką hard rocka, muzyki ery hippisów i glam rocka, słowem słychać tu motywy charakterystyczne dla lat '60 i '70. Jeśli się uprzeć, to można doszukać się inspiracji dla zespołu KISS w pierwszym etapie jego istnienia, toż to bardzo zbliżona stylistyka grania. Historią powstania swego tytułu kusi Four Sticks, ponoć Bonham do zagrania tego kawałka użył czterech pałeczek. Sam numer ma w sobie coś z psychodelicznego rocka lat sześćdziesiątcyh, ale też i mającego coraz więcej do powiedzenia hard rockowego zacięcia, także coś ze stylistyki Cream. Jeszcze jedna pozycja balladowa na płycie, Going To California. Jest to taka ballada country-bluesowa i kiedy słucham, jak tu melodie wokalne zaaranżował Plant, to dochodzę do wniosku, że grupa mogłaby też spokojnie zrobić karierę w Nashville. Oj słychać, że tych Anglików ciągnęło do Ameryki. Album zamyka When The Levee Breaks, przeaaranżowany cover bluesowej kompozycji z repertuaru duetu Kansas Joe McCoy and Memphis Minnie. Wprawdzie slowa zostały nieco zmienione przez wokalistę, ale temat utworu pozostał ten sam - wielka powódź, jaka dotknela Mississipi w 1927 r. Uwagę zwracają partie harmonijki i perkusji, do których dodane zostało specjalne echo tworzące niesamowite brzmienie. Naprawdę piosenka robi silne wrażenie.
Jak to zwykle z klasyką bywa, płyty warto posłuchać ze względu na rozliczne inspiracje dla późniejszych zespołów. Tutaj doszukamy się wzorców dla Whitesnake, Aerosmith i grup sleazowych z końca lat '80 i poczatku '90, jak np. L.A. Guns, zresztą listę muzyków zafascynowanych brzmieniem czy stylem Led Zeppelin trzeba by było rozszerzyć o wiele innych wykonawców nawet spoza profilu prezentowanego przez nasz serwis, jak chociażby Rage Against The Machine, czy kapele grungeowe. Nie wiem, czy faktycznie ten krążek to takie arcydzieło, jak twierdzą muzykolodzy, ale z pewnością album godny polecenia.
Oficjalna strona zespołu: www.ledzeppelin.com
Guitarrizer kwiecień 2009
|