|
Skład: John Bonham - perkusja, chórki; John Paul Jones - organy, melotron, gitara basowa, chórki, pianino, syntezatory, harpsichord; Jimmy Page - gitara akustycznam gitara elektryczna, gitara hawajska, chórki; Robert Plant - śpiew, harmonijka ustna
Produkcja: Jimmy Page
Houses Of The Holy to piąty album Led Zeppelin, opublikowany w 1973 roku po dłuższej przerwie wydawniczej zespołu. Płyta przynosi pewne zmiany w stosunku do poprzednich wydawnictw, ale nie jest to takaś rewolucja muzyczna. Po prostu do dobrze znanego stylu bluesowego hard rocka i folku dodano parę świeżych pomysłów.
Na początek The Song Remains The Same wydaje się być raczej typowym utworem Led Zeppelin. Jedyna poważna różnica, jaką można wychwycić w porównaniu z poprzednimi albumami, jest taka, że Page gra nieco inaczej konstruując riffy. Nie są one już tak banalne jak na wczesnych płytach. Z drugiej strony kawałek mimo swojej popularności mnie nie powala. Taki dynamiczny, bluesowy hard rock. Następny na płycie The Rain Song to zwrot o 180 stopni. Utwór bardzo spokojny i z lekka psychodeliczny. Do jego nagrania wykorzystano melotron
nadający progresywnego posmaku tej kompozycji. Jest owszem spokojna, ale zrobiona według starego schematu. Żadnej rewolucji nie odnotowuję, chociaż jest tu pewien rozmach nieobecny na wcześniejszych wydawnictwach (głównie brzmieniowy). Kawałek ciągnie się do ponad 7 minut, co wydaje mi się trochę naciągane ;). Następny na płycie Over The Hills And Far Away rozpoczyna się folkowo, by przejść w radosny hard rock, który starała się kopiować grupa Rush na swych wczesnych albumach. W każdym razie nic nowego. Ten numer mógłby być częścią Led Zeppelin III bądź IV, ale podoba mi się. Ewidentnym krokiem naprzód jest The Crunge. To już kawałek funkowy, będący niejako dedykacją dla Jamesa Browna. Szczerze powiedziawszy nie rusza mnie w ogóle, bo sam styl to raczej trochę za mało. Kompozycja musi mieć ręce i nogi. Jak dla mnie to granie dla samego grania. Dużo lepiej jest w hipnotycznym hard rockowym Dancing Days. Utwór skręca lekko w stronę psychodelii. Page udawadnia, że może grać jak Robert Fripp, chociaż nie wiem, czy taki był jego zamysł. Kompozycja jest raczej zwyczajna (bez jakichś improwizowanych odjazdów), tyle że zagrana w oryginalny sposób. Za to D'yer Mak'er to po prostu coś absolutnie nietypowego i jedyny taki numer w karierze Led Zeppelin. Kawałek utrzymany jest w stylu radosnego reggae, ale muszę przyznać, że zrobione to zostało ze sporym poczuciem smaku (jednak hardkorowi fani Zeppsów krzywią się z niesmakiem ;)). Nie brak tutaj przesterowanych gitar, lecz rytmika to po prostu Bob Marley ze swoich najlepszych czasów. Oj, hedonistyczny klimat unosi się nad tym numerem. Utwór w sam raz na lato i niejedna panna zapewne straciła przy nim dziewictwo upalną nocą ;). Najlepszym nagraniem na płycie i jej kulminacyjnym punktem jest No Quarter. Psychodeliczny hard rock z sabbathowym riffem pobrzmiewającym w szatańskim stylu ;). Niby początek jak u Floydów, ale jak wchodzi ten riff, robi się naprawdę groźnie. Cały numer to po prostu przeplatanka hard rocka i psychodelicznych dźwięków. Tam, gdzie śpiewa Plant, robi się bardzo kwasowo. Jego głos został przetworzony tak, że brzmi, jakby śpiewał zza światów. Na sam koniec dedykowany fanom utwór The Ocean to już typowe Led Zeppelin w starym stylu. Po prostu klasyczny hard rock z prostym riffem. Plant wydziera się niczym Bon Scott kilka lat później. Dobry zamykacz płyty.
O całym albumie można powiedzieć 'cóż, trochę klasyki, trochę myszki Mickey' ;), ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z udanym krążkiem legendy brytyjskiego hard rocka. Niektórzy,
tak jak niżej podpisany, stawiają ten album wyżej niż poprzednie, gdyż pokazuje zespół od mniej schematycznej strony. Ileż to wykonawców takie płyty zainspirowały. Na przykład Stinga, który w kawałku Every Breath You Take pożyczył sobie parę linijek tekstu D'yer Mak'er, że już nie wspomnę o całej rzeszy hard rockowych wykonawców katujących riffy No Quarter czy Over The Hills And Far Away. I na koniec jeszcze jedna uwaga. Płyta po remasteringu przeprowadzonym w 2005 roku brzmi świetnie i polecam właśnie to wydanie.
Oficjalna strona zespołu: www.ledzeppelin.com
LSDisease maj 2009
|