Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** MARCIN GRZEGORCZYK - "... być papierowym stateczkiem popychanym przez los" ***

Niewiele zespołów debiutuje albumem, który potrafi na trwałe wpisać się w umysły jego odbiorców. Sztuka wielkiego debiutu niewątpliwie udała się polskiemu zespołowi Lebowski, a jego pierwszy album pt. Cinematic to oryginalny, wzruszający i perfekcyjnie zagrany materiał. Jeden z czwórki autorów rzeczonego albumu, kompozytor i gitarzysta Marcin Grzegorczyk, opowiada o przesłankach istnienia grupy Lebowski, ciekawostkach związanych z Cinematic, planach zespołu i życiu polskiego gitarzysty.

HARD ROCK SERVICE: Na wstępie chciałbym zapytać o nazwę zespołu. Wiele mediów sugeruje, że zaczerpnęliście ją ze słynnego filmu braci Coen, a jak jest naprawdę?

MARCIN GRZEGORCZYK: Myślę, że inspiracja jest tak oczywista, że trudno byłoby się wyprzeć. Dosyć długo wybieraliśmy nazwę, było kilka propozycji, które się nie utrzymały, w końcu wspólny seans filmowy z dziełem braci Coen zaowocował olśnieniem. Lebowski! To musi być to! Taki uroczy bęcwał, na dodatek z polskimi korzeniami. Inna sprawa, że inspiracja nie dla wszystkich jest oczywista. Zdarzył się już nam koncert, na którym organizator pytał: "który z panów to pan Lebowski?" (śmiech).

Marcin Grzegorczyk HARD ROCK SERVICE: Dlaczego akurat Marcin Grzegorczyk, Marcin Łuczaj, Krzysztof Pakuła i Marek Żak? Jak to się stało, że spotkaliście się w tym składzie?

MARCIN GRZEGORCZYK: Z Krzysiem Pakułą (perkusja) gramy wspólnie od niepamiętnych czasów. Razem tworzyliśmy metalową formację No Way Out, z którą nagraliśmy dwie płyty. W schyłkowym okresie działalności dołączył do NWO Marek Żak (bas). Gdy twórczy potencjał zespołu uległ wyczerpaniu, z kwintetu pozostała właśnie nasza trójka. Zasileni parapetami i talentem Marcina Łuczaja, wyruszyliśmy w dalszą, już wspólną muzyczną podróż, która trwa do dziś.

HARD ROCK SERVICE: Z oficjalnych informacji można wysnuć teorię, że wasze początki nie były łatwe. Chodzi mi o zmiany sali nagrań czy stopniową ewolucję waszych oczekiwań. Czy bywały momenty zwątpienia w sens istnienia grupy Lebowski? Co utrzymywało ją przy życiu w trudniejszych chwilach?

MARCIN GRZEGORCZYK: Żaden z nas nigdy głośno swoich wątpliwości nie wyraził. Być może nawet sam przed sobą by się do nich nie przyznał. Dużą rolę w utrzymaniu zespołu odegrała silna więź, jaka wytworzyła się miedzy nami przez wszystkie te lata, w momentach trudnych i wymagających wyrzeczeń. Wiemy, że możemy wzajemnie na sobie polegać i ufać sobie. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi.

HARD ROCK SERVICE: Patrzę na okładkę Cinematic przygotowaną przez Wiktora Franko i widzę mały czerwony stateczek unoszący się na deszczowej fali. Dokąd on zmierza? Tam, gdzie popchnie wiatr czy może w kierunku wyznaczonym przez jego załogę?

MARCIN GRZEGORCZYK: Wizja przedstawiona przez Wiktora jest niezwykle wdzięczną i pojemną metaforą. Każdy z nas może być takim właśnie samotnym papierowym stateczkiem popychanym przez los. We własnym zadufaniu wydaje się nam, że sterujemy panując nad oceanem. Jednak jeden silniejszy powiew uświadamia nam naszą małość i bezradność. Sensem naszej podróży jest dzielne stawianie czoła wszelkim gwałtownym podmuchom, mimo że jej koniec z góry jest wiadomy.

HARD ROCK SERVICE: Jaka historia wiążę się z tą okładką?

MARCIN GRZEGORCZYK: Wiktora poznałem przez jedno z forów fotograficznych, kiedy mieszkał jeszcze w Londynie. Udało mi się zarazić go wizją Cinematica, spodobała mu się muzyka i nasze podejście do tematu. Dostał od nas carte blanche, a efekt jego pracy przekroczył nasze oczekiwania. Okładka jest po prostu idealna i kompletna. Wiktor będzie z pewnością pierwszą osobą, której zaproponujemy współpracę przy kolejnym albumie Lebowskiego.

HARD ROCK SERVICE: W waszym debiutanckim albumie zmierzyliście się z Legendami polskiego kina przez duże "L". Udało wam się w muzyce progresywnej skonfrontować zaiste aktorów wielkich i niepodrabialnych. Skąd ten pomysł?

MARCIN GRZEGORCZYK: Pomysł wykorzystania pierwszych głosów i sampli narodził się w naszych głowach na długo przed krystalizacją wizji Cinematica. Pierwszy utwór z tego nurtu – Astronomy, urozmaiciliśmy głosami amerykańskich astronautów, rozmawiających z wierzą w Houston. Ta część naszej twórczości powstawała równolegle do utworów wokalnych, które pisaliśmy z myślą o kolejnych wokalistach. Z czasem przekonaliśmy się, że granie tych właśnie, rozbudowanych i wzbogaconych o narrację kompozycji, sprawia nam największą frajdę i jest tym, co chcemy robić w przyszłości. Dobierając kwestie filmowe kierowaliśmy się własnym gustem, wybierając aktorów i filmy dla nas istotne, które wyryły w pamięci wyraźny ślad. Nieprzypadkowo nie znajdziesz na Cienematicu cytatów ze współczesnego polskiego kina... To właśnie Tadeusz Łomnicki, Zbigniew Cybulski, Zdzisław Maklakiewicz czy twórczość Jerzego Hasa są tymi, którzy do dziś rozpalają wyobraźnię, inspirują i wzruszają. Oczywiście powinniśmy byli tę listę znacznie wydłużyć, ale z konieczności, ograniczeni formą, musieliśmy dokonywać bolesnych wyborów.

HARD ROCK SERVICE: A czy w przyszłości zespół planuje utrzymać filmowe inspiracje? Jaki jest plan na kolejne albumy grupy Lebowski?

MARCIN GRZEGORCZYK: Nie spodziewałbym się raczej Cinematica II. W czasie bardzo długiej pracy nad pierwszym albumem powstały zarysy nowych kompozycji, część z nich już nawet wykonujemy na koncertach. Prace nad nowym wydawnictwem rozpoczniemy najwcześniej w roku 2012, by móc nacieszyć się występami live i poczuć na nowo głód studia. Wtedy również zaczniemy myśleć nad kluczem doboru utworów i koncepcją całości.

HARD ROCK SERVICE: "Muzyka do nieistniejącego filmu" – to jedno z określeń krążka. A gdyby zespół otrzymał propozycję napisania muzyki do istniejącego filmu? Wzięlibyście ją w ogóle pod uwagę? Czy musiałby to być jakiś konkretny gatunek filmu?

MARCIN GRZEGORCZYK: Napisanie muzyki do filmu byłoby z pewnością wielką przygodą i wyzwaniem, któremu z chęcią spróbowalibyśmy stawić czoła. Co do gatunku, to myślę, że kino erotyczne mogłoby być dla nas zbyt wysoką poprzeczką, ale pozostałe – czemu nie! (śmiech).

Marcin Grzegorczyk HARD ROCK SERVICE: Moja mama, która na co dzień gustuje w muzyce odległej od tej, którą zaproponowali muzycy Lebowski, określiła Waszą płytę mianem "pięknej", a to tylko jedna z wielu pozytywnych opinii, jaką zebrał Cinematic. Udało Wam się w debiucie trafić nie tylko do wąskiego, określonego grona fanów, ale znacznie szerzej, w tym i do osób, które muzyką się nie interesują. To wielki sukces, ale jednocześnie wyzwanie na przyszłość…

MARCIN GRZEGORCZYK: Pozytywny odbiór naszego albumu z szerokiego kręgu słuchaczy, jak również z różnych stron świata, niezwykle nas zaskoczył. Byliśmy przekonani, że będzie to wydawnictwo absolutnie niszowe, a tu taka niespodzianka (śmiech). Pytanie czy ten, jak na razie wirtualny sukces uda się przekuć w rzeczywistą mocną pozycję Lebowskiego na rynku, czas pokaże. Robimy wszystko co w naszej mocy, by zachowując twórczą i formalną niezależność, zaistnieć w świadomości słuchaczy i grać jak największą ilość koncertów. A wyzwanie na przyszłość? To tylko dodatkowa motywacja.

HARD ROCK SERVICE: Marcin Grzegorczyk to szerzej nieznany gitarzysta i kompozytor, czy łączyła go twórczość z innymi grupami przed Lebowski? Skąd zainteresowanie tym instrumentem?

MARCIN GRZEGORCZYK: O moim muzycznym życiu przed Lebowskim opowiadałem wcześniej. Bezpośrednim bodźcem do rozpoczęcia muzykowania, były dwa koncerty Metalliki w katowickim Spodku w 1987 roku. Po powrocie do domu już wiedziałem, co chcę robić w życiu. Jak na razie jestem konsekwentny (śmiech).

HARD ROCK SERVICE: Kogo należy upatrywać wśród mistrzów Grzegorczyka? Czy masz jakieś imienne inspiracje?

MARCIN GRZEGORCZYK: Prywatnie najchętniej słucham różnych odmian jazzu i tutaj szukam odpoczynku i inspiracji. Lista mistrzów byłaby dłuższa niż cała nasza rozmowa. Próbując wymienić kilku artystów mi najbliższych, byliby to: Miles Davis, Pat Metheny, Esbjorn Svensson, Terje Rypdal, Chick Corea, Mike Stern, czy Branford Marsalis. Z muzyków rockowych najbardziej inspirują mnie Mike Patton, David Sylvian, Steve Lukather, Steve Vai czy niedościgniony mistrz Jeff Beck.

HARD ROCK SERVICE: Jaką rolę w tym życiu odgrywa muzyka? To jeden z jego determinantów czy w tej chwili kluczowy jego element?

MARCIN GRZEGORCZYK: Muzyka jest ze mną zawsze i od zawsze. Gdy nie gram lub nie zajmuję się sprawami organizacyjnymi, to rozmawiam lub myślę o niej. Ogólnie nudny ze mnie facet (śmiech). Od czasu, gdy pojawiła się rodzina, muzyka jest na zaszczytnym drugim miejscu.

HARD ROCK SERVICE: Z przekory zapytam o ulubiony film? "Hydrozagadka" czy "Rękopis znaleziony w Saragossie"?

MARCIN GRZEGORCZYK: Jeśli wybór z tych dwóch, to oczywiście "Rękopis", będący absolutnym kanonem światowego kina i inspiracją dla wielu współczesnych twórców (w tym nas).

HARD ROCK SERVICE: Tytułem końca zapytam o temat Waszych planów. Długa i wyczerpująca trasa koncertowa. Aż się o nią prosi! Zatem nie pytam "czy", ale kiedy i na jaką skalę?

MARCIN GRZEGORCZYK: Niestety nie potrafię podać w tej chwili żadnych konkretów, ale bardzo intensywnie pracujemy nad organizacją koncertów a szczegóły będzie można poznać wkrótce na naszej stronie internetowej - www.lebowski.pl, na którą serdecznie zapraszam :-).

Oficialna strona zespołu Lebowski: www.lebowski.pl

Konrad Sebastian Morawski
30.01.2011

(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony zespołu i zostały użyte za jego pozwoleniem)