|
Skład: Richard Bengtsson - śpiew; Dick Lovgren - gitara basowa; Jaime Salazar - perkusja; Magnus Karlsson - gitary, instrumenty klawiszowe
Produkcja: Anders Theander i Magnus Karlsson
Ostatnią propozycję Szwedów oceniłem na maksymalną notę, zatem czy udało im sie dokonać niemożliwego i nagrać płytę lepszą od ideału? Krótka odpowiedź brzmi NIE... nie udało im się. Co prawda o włos, ale ta płyta jest troszeczkę gorsza. Trzecia płytę zespołu powszechnie uznaje się za najważniejszą. To ona ugruntowuje na dobre lub grzebie bezpowrotnie zespół. Zapewne wiedzieli o tym muzycy nagrywając ten krążek i nagrali album, który jest logiczną kontynuacją Witch Dance.
Nie ma tu nic nowego poza tym, że są inne utwory, inne melodie i solówki. Po prostu sprawdzony LastTibe-owy patent, Zespół, po sukcesie (oczywiście umiarkowanym) poprzednich wydawnictw zacząl nawet ostatnio koncertować, co biorąc pod uwagę fakt, że po pierwszej płycie nie udało się zagrać nawet jednego koncertu, jest dużym sukcesem. Wracając jeszcze do sprzedaży płyt zespołu. Moim zdaniem nie pomaga im fakt, że mają podpisany kontrakt we Frontiers Records, ponieważ dla ludzi nie zorientowanych tak do końca w rynku muzycznym funkcjonują oni jako kapela grająca melodyjnego rocka. Tak naprawdę w "stajni" Frontiersa nie ma drugiej tak grającej kapeli, jest to zdecydowanie najciężej grający zespół w wytwórni włoskiej. Można sie spierać, co gra Last Tribe. Dla mnie to jedyna w swoim rodzaju mieszanka heavy, power, hardrocka i to wszystko podlane AOR-owymi melodiami. Zmierzam do tego, że gdyby zespół był powiedzmy w Nuclear Blast i miałby jakąś sensowną promocję, stałby sie taką sensacją podobną, jak nie przymierzając, jedna z największych kapel w obozie tejże wytwórni - HammerFall, którego to LT po prostu miażdży, biorąc pod uwagę każdy muzyczny aspekt. Płyta jest bardzo podobna do poprzedniczki zarówno w brzmieniu jak i kompozycyjnie. Zespół raczej nie wychyla się poza znane sobie rejony. Na kilku piosenkach znalazło się miejsce dla paru progresywnych wstawek, ale jest tego dość niewiele, ale zrobione z dużym smakiem i wyczuciem (swoją drogą posłuchałbym kiedyś progresywnego Tribe'a). Każda piosenka ma świetne bardzo melodyjne kojarzące sie nawet z AOR-em refreny, dlatego tę kapelę tak bardzo lubię. Mimo, że grają dość mocno jak dla ucha przeciętnego symaptyka melodyjnego rocka, to jednak przyprawiają swą muzykę taką dawką melodii, że tej "ciężkości" się w ogóle nie zauważa. Nie można nie zauważyć niesamowitych umiejętności gitarzysty zespołu Magnusa Karlssona, którego nie bez kozery porównuje się do Yngwie Malmsteena. Najlepsze na płycie są dynamiczny Healer, najbardziej powermetalowy The Uncrowned czy Sacrifice z melodią a'la Dream Theather. Całościowo jest to bardzo spójna płyta, żaden utwór nie wybija się nad drugi. Co ciekawe, nie ma tu, zresztą podobnie jak na poprzedniczkach, żadnej ballady (chyba że za taką można uznać 1,5 minutową suitę April Sky).
Album ten oceniam niżej od Witch Dance tylko dlatego, że znalazło tu sie mniej wybijających sie piosenek. Ale widać, że zespół wie, co chce grać i robi to z dużym zaangażowaniem. Last Tribe z płyty na płytę staje się czymś więcej niż tylko projektem na boku. Polecam tę kapelę każdemu, kto lubi melodyjna muzykę. Nie ma szans na rozczarowanie. A spodobają się zarówno maniakom Malmsteena, Mac Alpine'a, Ring Of Fire czy nawet Dream Theather. W moim przekonaniu jest to jeden z najoryginalniej grających zespołów na muzycznym rynku.
Oficjalna strona zespołu: www.lasttribe.net
Vandervelde luty 2004
|