Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

KIX - Midnite Dynamite [1985]
Wydawca: Atlantic Records / East/West Records / WEA

  1. Midnite Dynamite
  2. Red Hot (Black And Blue)
  3. Bang Bang (Balls Of Fire)
  4. Layin' Rubber
  5. Walkin' Away
  6. Scarlet Fever
  7. Cry Baby
  8. Cold Shower
  9. Lie Like A Rug
  10. Sex
Midnite Dynamite

Skład: Donnie Purnell - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki; Steve Whiteman - śpiew, saksofon; Ronnie Younkins - gitara prowadząca i rytmiczna; Brian Forsythe - gitara prowadząca i rytmiczna; Jimmy Chalfant - perkusja, chórki
Gościnnie: Anton Fig - perkusja

Produkcja: Beau Hill, Bill-Dog Dooley i Keith Lentin

Kix to jeden z tych zespołów, które pomimo dużego potencjału nie odniosły oszałamiającego komercyjnego sukcesu. Ich dwie pierwsze płyty nie przyniosły im zbyt wielkiej sławy i stało się to zapewne za sprawą tego, że grana przez zespół muzyka miała trochę zbyt infantylne przesłanie. Już same nazwy kawałków (jak na przykład Kix Are For Kids) skutecznie odstraszały starszą niż 10 lat publiczność. O fatalnych teledyskach w stylu Cool Kids lepiej chyba nie wspominać. Po porażce związanej ze słabiutką drugą płytą zespół postanowił zmienić swoją strategię i w ten sposób na rynku pojawiło się Midnite Dynamite.

Jednym z gwarantów sukcesu miało być zatrudnienie producenta z pierwszego zdarzenia, Beau Hilla oraz wynikające z tej zmiany zaostrzenie brzmienia. Z popowej kapeli muzycy przemienili się w prawdziwych hard rockowców, którym bliżej było to żłopania piwska w zadymionym pubie niż do śpiewania piosenek dla ośmiolatków. Kapela wyznaczyła sobie AC/DC jako kierunek. Tytułowy kawałek w bardzo dobrym stylu rozpoczyna opisywane wydawnictwo. Jest to ciekawy rocker z niezłym, wyczuwalnym rytmem i przyjemną melodią. Moja przygoda z Kix odbyła się właśnie przy udziale tej piosenki i przyznam szczerze, że za pierwszym razem nie byłem zachwycony, wydawało mi się bowiem, że głos wokalisty kaleczy graną muzykę. Mówiąć w skrócie, nie podobała mi się sinusoida w refrenie. Podobno najważniejsze jest pierwsze wrażenie. "Podobno". Drugi kontakt z utworem przyniósł już zupełnie inne odczucia będące tym razem kombinacją nieufności z postępującą akceptacją. Trzecie i dalsze przesłuchania uzmysłowiły mi, jak genialne jest to granie. Dzisiaj jest to jeden z moich ulubionych kawałków zespołu. Całkiem dobre wrażenie robi na mnie również Red Hot (Black and Blue). Jest to numer typowy dla zespołu, ale żeby się do niego przekonać trzeba po prostu lubić Kix. Takich wymagań nie stawia już Bang Bang (Balls Of Fire), które jest utworem prostszym, ale zarazem bardziej przebojowym i znacznie mniej wymagającym od słuchacza. Dobry patent na odprężenie, nie wymagający skupienia. Piątka i szóstka to moim zdaniem najlepsze kawałki na płycie. Pierwszy z nich to ballada. Zanim zacznę o niej opowiadać, uprzedzę uczciwie, że przed jej przesłuchaniem warto usiąść na 4 litery. Walking Away to pierwszoligowy wyciskacz łez, który nie dość, że wzrusza, to jeszcze pięknie brzmi. Jego największymi zaletami są wspaniały, powalający na kolana klimat i niewiarygodne krzyki wokalisty. Steve Whiteman posiada ciekawą barwę głowu i ma talent do przeciągania śpiewanych wyrazów. Szósteczka, czyli Scarlet Fever to dla odmiany dobrze dopracowany rocker, w którym zespół prezentuje to, co potrafi robić najlepiej. Nawet "na na na" w wydaniu Kix brzmi przekonywująco. Niestety, z wydawnictwem Midnite Dynamite jako całością nie było tak wesoło. Płyta była promowana przez względnie słaby utwór, a mianowice Cold Shower. Kawałek jak na hard rockowy gatunek jest dość oryginalny, gdyż umieszczono w nim kilka rzadko spotykanych rozwiązań. Ma jednak znaczne wady. Moim zdaniem nietypowe chórki działają na niekorzyść utworu i przez nie sprawia on mętne wrażenie. Zawodzi solówka gitarowa, a jedyne co ratuje numer to chwilami mocniejsze wejścia instrumentów. To jednak nie wystarcza. Wiele kapel eksperymentowało, a parę takich doświadczeń okazało się strzałami w dziesiątkę. W tym wypadku jednak Kix po prostu strzelili sobie w stopę i myślę, że mogli wybrać lepszy numer na promowanie całego wydawnictwa. Złe wrażenie umyka wraz z dynamicznym Lie Like A Rug. Zespół stawia w nim na przebojowość i jak nietrudno się domyślać, jest to dobra decyzja. Czuć, że w żyłach płynie krew. Płytę kończy zorientowane na ekscytowanie piętnastolatków Sex. Z tego co wiem, niektórych ten kawałek drażni.

Trzeci album w dorobku Kix był krokiem w bardzo dobrym kierunku. Dzięki niemu zespół miał okazję koncertować u boku Aerosmith i w konsekwencji zaistnieć na światowej scenie. Kilka świetnych utworów czyni z Midnite Dynamite obowiązkowy element kolekcji fanów formacji. Płyta jest jednak momentami nierówna, a parę pojedynczych numerów mogłoby mieć w sobie trochę więcej życia. Koniec końców, moim zdaniem jest to album, w który warto się prędzej czy później zaopatrzyć.

Oficjalna strona zespołu: www.kix-band.com

Guciomir
lipiec 2008