Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

KIX - Blow My Fuse [1988]
Wydawca: Atlantic Records / East/West Records

  1. Lite, Green Lite, TNT
  2. Get It While It's Hot
  3. No Ring Around Rosie
  4. Don't Close My Eyes
  5. She Dropped Me The Bomb
  6. Cold Blood
  7. Piece Of The Pie
  8. Boomerang
  9. Blow My Fuse
  10. Dirty Boys
Blow My Fuse

Skład: Steve Whiteman - śpiew, harmonijka ustna; Ronnie "10/10" Younkins - gitary; Brian "Damage" Forsythe - gitary; Donnie Purnell - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki; Jimmy "Chocolate" Chalfant - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki

Produkcja: Tom Werman, Duane Baron i John Purdell

Trzy lata po wydaniu płyty Midnite Dynamite, która cieszyła się tylko umiarkowaną popularnością i po wspólnych trasach koncertowych z gwiazdami tamtego okresu, zespół Kix postanowił podbić rynek muzyczny kolejnym albumem. Zamierzenie było proste - nagrać możliwie jak najbardziej przebojowy materiał i szturmem zdobyć listy przebojów. Z perspektywy czasu widać, że po części się to udało, formacja stała się jedną z bardziej rozpoznawalnych grup, promowany kilkoma teledyskami album dotarł do 46 miejsca na liście Billboardu. Ale czy odnieśli sukces artystyczny? Tutaj zdania są bardzo podzielone, nie tyle ze względu na brzmienie całości (co do którego były pewne zastrzeżenia), co na same kompozycje, niesłychanie chwytliwe, w większości melodyjne, ze świetnymi riffami, będącymi motorem napędowym całej muzyki, ale...

No właśnie, zawsze musi być jakieś ale. Recenzent to taka wredna bestia, która nie daje się ponieść emocjom, chłodno kalkuluje i musi się do czegoś przyczepić. W tym wypadku do braku oryginalności, wyrażającego się liczbą tzw. zrzynek. Kix miał opinię jednego z licznych klonów AC/DC, czerpiącego pełnymi garściami z twórczości Australijczyków, ale jednak zachowującego odrębny, charakterystyczny styl. Tymczasem po dokładnym przesłuchaniu Blow My Fuse wychodzi na to, że artyści pożyczali sobie riffy i rozwiązania rytmiczne z kogo się tylko dało. Dowodzi tego już otwierający album Red Lite, Green Lite, TNT, którego obiecujący początek przechodzi w riff przewodni do złudzenia przypominający ten w Communication Breakdown Led Zeppelin. Sam kawałek zadziorny, a przy tym melodyjny, chociaż dopiero w refrenie ma się wrażenie, że muzycy dodali do piosenki Sterowca coś od siebie. Jeśli machniemy na to ręką, usłyszymy że Whiteman śpiewa w manierze Briana Johnsona, momentami ubarwia wszystko harmonijką ustną, a gitarzyści - Younkins i Forsythe - znają swój fach, chociaż żadnymi wirtuozami nie są. Dalej mamy Get It While It’s Hot, z klawiszowym wstępem, który potem przeradza się w opartego na dobrym riffie rockera w stylu typowym dla AC/DC (najbliżej mu do You Shook Me All Night Long). Kiedyś usłyszałem opinię, że Kix to takie AC/DC na sterydach i słuchając takich numerów dochodzę do wniosku, że było w niej sporo racji. Dobrą zabawę kontynuuje No Ring Around Rosie, prosty, acz bardzo dynamiczny utwór ze sleaze’owym zacięciem o odcieniu Mötley Crüe. Znów doskonały riff i znowu mnóstwo odniesień w warstwie wokalnej i w pracy gitar. Jakby dla ochłody na ścieżce nr 4 artyści zaserwowali nam syntezatorowo-gitarową power balladę Don’t Close Your Eyes, która okazała się największym hitem w całej karierze grupy. Jej niewątpliwymi plusami są bardzo dobre refren i bridge, a przy tym smutnawy wydźwięk piosenki doskonale koresponduje z tekstem, odwodzącym od próby samobójczej. She Dropped Me The Bomb jest kolejnym odwołaniem do dokonań AC/DC, tym razem riff napędowy został zerżnięty (to dobre określenie) z If You Want Blood, jednak mimo tego Kix należą się brawa za dobre współbrzmienie gitar i przejścia między poszczególnymi elementami utworu. Prawdziwą perełką krążka okazał się promowany wideoklipem Cold Blood, mocno twistujący rocker z rozpoznawalnym riffem, zagrany w duchu Cinderelli. Mocny riff i wspaniały melodyjny refren sprawiają, że nogi same rwą się do tańca. No właśnie, gdyby w dyskotekach puszczano takie kawałki, ich bywalcy bawiliby się chyba znacznie lepiej... Rozbujany Piece Of The Pie wskazuje, że muzycy Kix wsłuchiwali się również w piosenki Warrant, gdyż postanowili zrobić ich świetną podróbkę - podobnie brzmiącą, z podobnym refrenem i charakterystycznymi zagrywkami gitary prowadzącej. Boomerang podoba mi się już znacznie mniej, pomimo jego energii zabrakło w nim obecnej w poprzednikach przebojowości, chociaż trzeba przyznać, że harmonijka ustna Whitemana fajnie odtwarza klimat lat sześćdziesiątych poprzedniego stulecia. No i dochodzimy do utworu tytułowego z riffem, za który wiele innych kapel dałoby się pokroić. Po w miarę spokojnej zwrotce mamy w Blow My Fuse istną eksplozję pozytywnych emocji w melodyjnym, typowym dla swojej ery refrenie. Czegoś takiego nie powstydziliby się kolesie z AC/DC, ani chyba żadna inna kapela na świecie. Nic dziwnego, że był to następny numer, do którego nakręcono teledysk. Płytę kończy Dirty Boys, dynamiczny, ognisty i szybki utwór z ciekawą solówką i riffem pożyczonym z Red Hot Mötley Crüe. Niezbyt oryginalne, ale w miarę udane zakończenie tego worka z przebojami.

Zapewne wykazywanie tylu podobieństw między zawartymi na omawianym albumie piosenkami a ich pierwowzorami mogło się wydać nudne, ale w tym wypadku jest nieuniknione. Krążek pod każdym względem bardzo generyczny, ale jeśli słuchającemu to nie przeszkadza, może z przyjemnością włożyć go do odtwarzacza i rzucić się w wir szalonej muzyki lat osiemdziesiątych, będącej swoistą kompilacją (niekiedy dosłownie) twórczości innych ekip. Blow My Fuse jest przez niektórych uznawany za szczytowe osiągnięcie Kix, ja jednak twierdzę, że jego następca jest lepszy muzycznie i bardziej przemyślany.

Oficjalna strona zespołu: www.kix-band.com

Hardlover
kwiecień 2009