Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

KISS - Crazy Nights [1987]
Wydawca: Island / Mercury / PolyGram / Universal

  1. Crazy Crazy Nights
  2. I'll Fight Hell To Hold You
  3. Bang Bang You
  4. No, No, No
  5. Hell Or High Water
  6. My Way
  7. When Your Walls Come Down
  8. Reason To Live
  9. Good Girl Gone Bad
  10. Turn On The Night
  11. Thief In The Night
Crazy Nights

Skład: Paul Stanley - gitara rytmiczna, śpiew; Gene Simmons - gitara basowa, śpiew; Bruce Kulick - gitara prowadząca, chórki; Eric Carr - perkusja, chórki
Gościnnie: Phil Ashley - instrumenty klawiszowe, chórki; Tom Kelly - chórki

Produkcja: Ron Nevison

KISS to zespół-firma, a od Simmonsa niejeden mógłby się uczyć wzorcowego marketingu. W latach '70 kapela zrobiła oszałamiającą karierę głównie przez spektakularne koncerty pełne sztucznych ogni, wybuchów, no i dzięki nietypowemu wizerunkowi scenicznemu. Dekadę później maski zostały z image'u usunięte, ale nadal ciężko byłoby znaleźć płytę "całusów", która nie sprzedałaby się co najmniej przyzwoicie. Muzycy nagrali ponad dwadzieścia albumów, a kiedy ich nie nagrywali, dużo koncertowali. Kiedy nie koncertowali i nie nagrywali, wydawali i sprzedawali różne gadżety. Zarabiali na rozstaniach i powrotach. Dzięki temu zespół istnieje już prawie 40 lat i wciąż nie traci na popularności pomimo zmianiającej się mody. Czyż to nie sukces?

Crazy Nights to, można by rzec, dość późna płyta jak na dorobek zespołu. Wprawdzie wydana w 1987 r., ale warto pamiętać, że już wtedy KISS miało silnie ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym. We wczesnych latach osiemdziesiątych zmienili nieco swe oblicze i zaczęli grać bardziej komercyjnie w stosunku do ówczesnej mody i szczerze mówiąc moim zdaniem był to strzał w dziesiątkę. Jednym z bardzo cieszących mnie skutków tego posunięcia było zatrudnienie Bruce'a Kulicka, najbardziej uzdolnionego technicznie gitarzystę, jakiego kapela kiedykolwiek miała. Wiadomo, podstawą grupy byli zawsze Simmons i Stanley, ale w tym całym cyrku musiał znaleźć się ktoś, kto zagra powalające na kolana solówki. Już w pierwszym kawałku w zestawie, Crazy Crazy Nights, słychać, jak dobrze grupa przystosowała się do bieżących warunków. To typowy numer w stylu lat '80, odpowiednio dopasowany w brzmieniu i gotowy do wyjścia z nim na środek stadionu z tysiącami fanów. Otwiera go zgrabny, choć niezbyt skomplikowany riff, środek to przede wszystkim rewelacyjna solówka Kulicka. Jeśli chodzi o linie wokalne, to nigdy nie uważałem Stanleya za jakiegoś szczególnie dobrego wokalistę i chyba nawet wolę w tej roli Simmonsa. Jego głos jest jednak pełen pewnej radości i nawet pasuje do piosenki, więc nie będę narzekał. W I'll Fight Hell To Hold You znowu najmocniejszą stroną jest Bruce, który daje popis swoich umiejętności we wstępie i w solówce. Początek podbarwiony klawiszami i wypada to nieźle, dalej grupa zbliża się trochę w AORowe klimaty w stylu Survivor. Kompozycja składna i gdyby wyszła około pięciu lat wcześniej, mogłaby być wielkim hitem. W momencie wydania krążka jest jednak druga połowa lat '80... Przy powstaniu kolejnego Bang Bang You paluchy maczał Desmond Child i szczerze mówiąc tego nie słychać. Kawałek przypomina bardziej nagrania KISS z poprzedniej dekady (duża w tym zasługa bardzo prościuteńkich rytmów perkusji) i z pewnością chłopaki mogliby skomponować ten numer samodzielnie. Ponownie całość ratuje Kulick i zastanawiam się, co oni w ogóle by bez niego zrobili. Dalej piosenka o bardzo "ambitnym" tytule - No, No, No. Popis Kulicka we wstępie przypominający nieco adekwatne wynurzenia Eddiego Van Halena sprzed niemal dziesięciu lat to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Po takiej dawce emocji kawałek zamienia się w dość przeciętny rock'n'rollowy numer (też z konotacjami vanhalenowskimi) z Simmonsem za mikrofonem, lecz jakoś te linie wokalne mnie nie przekonują, bo nie za bardzo pasują do kompozycji. Hell Or High Water nawiązuje stylistycznie do tego, co w latach '70 prezentowało takie T.Rex, słychać w tym spora dawkę glamu i paradoksalnie jest to chyba jedna z najlepszych pozycji na płycie. Całościowo jest po prostu najbardziej składna, wszystkie klocki pasują do siebie. Wspaniale wypada też następny My Way, silnie nasycony klawiszami, AORowy przebój. Znów trochę panowie nie trafili w czas, gdyż takie kawałki były modne kilka lat wcześniej, jednak oczywiście nie można kompozycji odmówić jej uroku i świetnie się jej słucha nawet w dzisiejszych czasach. Kulick gra tu ponadto jedną ze swych najlepszych gitarowych solówek. Skoro już o solówkach mowa, to When Your Walls Come Down otwiera solo bardzo zbliżone stylistycznie do tych, które grał w podobnym okresie Derry Grehan z Honeymoon Suite. Gdybym nie wiedział, jakiej płyty słucham, gdyby ta piosenka leciała akurat w radiu i gdybym nie usłyszał wokali Stanleya, to pomyślałbym, że to grają Kanadyjczycy. Tym bardziej, że i sam kawałek stylistyką nie odbiega zbytnio od Racing After Midnight. Wielki Desmond pojawia się raz jeszcze w Reason To Live i tutaj odwala kawał naprawdę dobrej roboty. Rewelacyjny AORowy numer, gdzie wszystko dopieszczone jest do ostatniego szczegółu. Jest zapadający w pamięć refren brzmiący niemal jak hymn. Gitara Kulicka gra teraz mniej agresywnie, w spósób bardziej wyszukany i na nutę bluesową, instrumenty klawiszowe tworzą romantyczną atmosferę. Zdecydowanie najlepsza kompozycja na krążku. Dalsze Good Girl Gone Bad też błyszczy w zestawie, ale należy zaznaczyć, że ponownie zespół sięgnął po pomoc do zewnętrznych kompozytorów. Co ciekawe, w latach '80 grupa bardzo często wspomagana była przez takowych i w sumie było to nieodzowne, by utrzymać się wtedy na fali popularności. Gdyby formacja grała nadal tak, jak dekadę wcześniej, mało kto by zwrócił na nią uwagę, no może poza zagorzałymi fanami. Wracając do samego numeru, jest on przedni, ale ponownie sporo w nim podobieństw do twórczości Honeymoon Suite. Tak czy inaczej, kompozycja jest jedną z najlepszych w zestawie i raz jeszcze Kulick pokazuje, że wioślarz z niego nieprzeciętny. Turn On the Night Stanley napisał przy sporym współudziale Diane Warren i wyszedł z tego jeszcze jeden kawalek w stylu AOR. Jest lekkostrawny, przebojowy, nastawiony na podbój stacji radiowych i przypomina co niektóre piosenki Bonnie Tyler i innych gwiazd tego okresu, nawet popowych. Bruce jak zwykle niezmordowany i nie sposób przecenić jego wkładu w powstanie tego wydawnictwa, nawet jeśli nie on jest kompozytorem materiału, to właśnie jego solówki dodają mu kolorytu i trzymają na wysokim poziomie. Zgrabny riff otwiera Thief In The Night, ostatni już numer w secie. Niestety muzycy nie utrzymali tego mocnego wejścia dalej i wyszedł z tego zupełnie przeciętny numerek, chociaż refren jeszcze się broni. Zwrotkom daleko nawet do bycia przeciętnymi, jednak słabą ich stroną nie są melodie, bo te jeszcze ujdą, ale raczej brzmienie, które wydaje się być mętne.

Crazy Nights jest moją ulubioną płytą KISS, a to z racji przelicznej ilości wspaniałych solówek Bruce'a Kulicka i całkiem sporej liczby dobrych kompozycji na albumie. Pasuje mi też komercyjne podejście grupy w dopasowaniu się do okresu, w którym przyszło jej grać. Zespół starał się nie odstawać poziomem gry od innych gwiazd drugiej połowy lat '80 i trzeba przyznać, że te starania zakończyły się powodzeniem. Do pierwszej dwudziestki najlepszych kapel złotego okresu hair metalu formacji bym nie zaliczył, ale myślę, że tuż za nią grupa by się uplasowała, a to właśnie dzięki tej płycie. Uważam, że jest to dzieło, z którym fan muzyki z lat '80 obowiązkowo powinien się zapoznać.

Oficjalna strona: www.kissonline.com

Guitarrizer
czerwiec 2008