Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

KINGDOM COME - Kingdom Come [1988]
Wydawca: Polydor / Lemon Records / Mercury / Phantom Sound & Vision

  1. Living Out Of Touch
  2. Pushin' Hard
  3. What Love Can Be
  4. 17
  5. The Shuffle
  6. Get It On
  7. Now Forever After
  8. Hideaway
  9. Loving You
  10. Shout It Out
  11. Get It On [US 12" Promo Version - bonus w remasterze]
Kingdom Come

Skład: Lenny Wolf - śpiew; Danny Stag - gitara prowadząca; Rick Steier - gitara rytmiczna; James Kottak - perkusja; Johnny B. Frank - gitara basowa

Produkcja: Bob Rock i Lenny Wolf

Grupa Kingdom Come powstała w 1987 roku na gruzach AORowo-hard rockowego projektu Stone Fury. Oprócz Lenny'ego Wolfa, frontmana urodzonego w Hamburgu, wszyscy muzycy byli Amerykanami, stąd zespół traktowano początkowo jako grupę amerykańską. Debiutancki krążek zatytułowany po prostu Kingdom Come nagrano w Kanadzie w słynnym Little Mountain Studios, gdzie nagrywały takie sławy jak Bon Jovi, Motley Crue, Metallica czy AC/DC.

Płytę otwiera Living Out Of Touch, bardzo przebojowy utwór w stylu jaki prezentowała większość załóg hard rockowych w latach '80. To prawda, że Kingdom Come czerpali pełnymi garściami z dorobku Led Zeppelin, ale przystosowali ten styl do czasów, w których nagrywali. Ten pierwszy numer ma niewiele z Led Zeppelin, acz jest motoryczny, przebojowy, co prawda niczym nie zaskakuje, ale to kwintesencja hard rockowej Ameryki tamtego okresu. Pushin' Hard prezentuje się podobnie, choć zastał urozmaicony o nastrojową wstakę w środku i wyczyny wokalne Lenny'ego to istny Robert Plant. What Love Can Be - piękna balladka i niektórzy powiedzą, że jak Since I've Been Loving You, z czym się nie do końca zgodzę. Owszem, Lenny dalej bawi się w naśladowanie Planta, ale melodia pobrzmiewa bardzo scorpionsowato. No właśnie, dla mnie bliżej temu do Scorpions niż do Led Zeppelin. Eteryczny klimat ciężkiego 17 to już rzeczywiście zeppelinowskie klimaty. Hipnotyzująca linia basu i wyczyny reszty zespołu przypominają niczym nieskrępowaną improwizację. Posłuchać tego na koncercie. Dynamicznie robi się w The Shuffle. To żywiołowy rock and rollowy kawałek, który kojarzyć się może z Deep Purple, tyle że nie mamy tutaj klawiszy, choć nie uważam, żeby były specjalnie potrzebne. Zwraca uwagę jakże klasyczne podejście do solówki. Takie rzeczy przecież też się w latach '80 grało, ale Kingdom Come robią to z naturalnością. Jęki Lenny'ego w dalszej częsci utworu to już aluzja wiadomo do kogo. Get It On to jeden z najbardziej znanych utworów z albumu, pewnie dlatego, że zrobiono do niego wideoklip. Riff napędowy kompozycji nawiązuje do Kashmiru Led Zeppelin, a tajemnicza aura nie znika nawet w momencie banalnego niczym nie wyróżniającego się refrenu. Uwielbiam ten kawałek i wydaje mi się, że gdyby Led Zeppelin grali w latach '80, musieliby tak zabrzmieć. Now Forever After to już bliżej tego, co Lenny robił ze swoją wcześnejszą formacją, czyli Stone Fury, więc spodoba się sympatykom tamtego projektu. Kawał dobrze zagranego melodyjnego rocka i jedyną wadą kompozycji jest to, że jest ciut za długa (minutkę obciąć i wszystko w najlepszym porządku). Hideway ma podobny klimat, czyli po raz kolejny sporo tutaj Stone Fury i znowu ciut za długo, chociaż wielkiej przesady nie ma. Lenny chyba doszedł do wniosku, że posiadając tak dobre melodie może je eksploatować w formie niekontrolowanej. Ale to są naprawdę detale. Loving You to istne Led Zeppelin, zupełnie to samo archaiczne podejście do muzyki folk, bo to taka balladka folk, ale muszę przyznać, że się to broni. Co ciekawe, ten folk jest potraktowany rock and rollowo, co zupełnie nie musi razić. Numer mógłby się znaleźć na którejś z pierwszych 5 płyt Zeppelinów. Na koniec z wykopem Shout It Out. To kawał porządnego hard and heavy w stylu typowym dla lat '80, czyli na koniec bez niespodzianek. Widać Lenny chciał, żeby album był wyważony, nie na jedno kopyto, chociaż wydaje się bardzo spójny mimo drobnych aranżacyjnych zabiegów mających na celu dodanie przypraw tej schematycznej, aczkolwiek zrobionej ze smakiem muzyce.

Krążek namieszał trochę na listach przebojów osiągając aż 12 pozycję na ekskluzywnej liście Billboard 200. Dostrzegł go nawet Jimmy Page, który był oburzony twierdząc, że panowie z Kingdom Come wybiegli daleko poza zwykłą inspirację i przywłaszczyli sobie całe riffy. Absurdalna uwaga kogoś kto na debiutanckiej płycie swojej kapeli umieścił tylko dwa oryginalne pomysły i masę jawnych zrzynek oraz był włóczony po sądach za plagiaty. No, ale nie od dziś wiadomo, że Jimmy Page to jeden z największych hipokrytów w dziejach rocka. Niezależnie od opinii tego sławnego gitarzysty pierszy album Kingdom Come to płyta bardzo dobra i ja osobiście wolę posłuchać jej niż którejkolwiek płyty Led Zeppelin. Gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.lennywolf.com

LSDisease
kwiecień 2011