|
Skład: Lenny Wolf - śpiew, gitara; Danny Stag - gitara prowądzaca; James Kottak - perkusja, perkusja i jeszcze więcej perkusji; Rick Steier - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe; Johnny B. Frank - gitara basowa, instrumenty klawiszowe
Produkcja: Keith Olsen i Lenny Wolf
Przez jakiś czas po wydaniu swojego debiutanckiego krążka Kingdom Come byli uważani za klon Led Zeppelin. Co więcej, niektórzy ludzie usłyszawszy ich utwory byli przekonani, że to Zeppelini reaktywowali swoją działalność. Ekipa Lenny'ego Wolfa podążała jednak wytrwale raz obraną drogą i swoim debiutem wywalczyła przyzwoitą popularność. Wkrótce przyszedł jednak rok 1989, a wraz z nim czas na drugi krążęk w dyskografii zespołu.
Trzeba przyznać, że muzycy mieli poczucie humoru. Połączenie nazwy kapeli (która w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle co "Królestwo Niebieskie", bądź też po prostu "Koniec świata" i pochodzi z angielskiej modlitwy znanej u nas jako "Ojcze Nasz") wraz z nazwą płyty daje nam zabawne połączenie w postaci "Kingdom Come In Your Face". Nie trzeba być znawcą, aby odkryć obleśną grę jezykową, do której otwarcie przyznawali się w wywiadach artyści z kapeli. Pomińmy może już jednak ciekawostki i przejdźmy do zawartości In Your Face. Jaki jest ten krążek? Taki jak sama nazwa wskazuje - bezkompromisowy, dynamiczny albo najzwyczajniej w świecie - "prosto w twarz". Co ciekawe, na całym longplayu nie znajdziemy ani jednej ballady. Pierwszy kawałek z płyty, czyli Do You Like It jest wystarczającym powodem, aby posiadać cały krążek. Szybki, agresywny, zaopatrzony w świetny riff i zarazem bardzo melodyjny. Widać, że grupa nie chciała być już kojarzona tylko z Led Zeppelin i zaczęła grać w sposób bardziej typowy dla hard rocka końcówki lat '80. Tytaniczną pracę wykonują tu zarówno Lenny Wolf, jak i gitarzysta grupy Danny Stag. Do utworu nagrano świetnie promujący go teledysk, w którym muzyka w dosłownym znaczeniu góruje nad światem i niszczy co popadnie, a głównym aktorem dokonującym dzieła zniszczenia jest ... głośnik, którego możemy zobaczyć na okładce płyty. Who Do You Love to bardziej bluesujący numer, a momentami przypomina hybrydę Great White z Gun. Jest to całkiem ciekawy i melodyjny utwór, słuchając go nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że za mikrofonem stoi Jack Russell. Fascynacja twórczością Led Zeppelin daje o sobie znać w The Wind. Charakterystyczne tempo utworu oraz maniera wokalna w stylu Roberta Planta uzmysławiają nam, że w przypadku niektórych piosenek trafne jest określenie Kingdom Come jako klonu Zeppelinów. Muzycy chwilę później powracają jednak do gry w stylu pierwszego numeru z płyty. Można nawet rzec, że Gotta Go (Can't Wage A War) zaczyna się niemal AORowo. Jest to jeden z moich ulubionych utworów z In Your Face i sam nawet nie wiem, czym to jest spowodowane. Czy dzieje się to za sprawą pełnego pasji głosu Lenny'ego Wolfa, czy też za sprawą niesamowitego motywu przewodniego numeru. Kolejne odwołania do Great White przychodzą wraz z Highway 6, intro utworu jest tak jakby wyrwane z lat '70 i twórczości takich kapel jak chociażby Wishbone Ash, później jednak numer rozpędza się w siostrę bliźniaczkę wydanego w tym samym roku Higway Nights z repertuaru Great White. Ciekawie brzmi również Overrated, który swoją strukturą przypomina znacznie lżejsze, popowe numery, został jednak nagrany z rockowym zacięciem. Na szczególną uwagę zasługuje kończący płytę Stargazer. W numerze tym podoba mi się właściwie wszystko - odrobinę mroczne klawiszowe intro, melodyjne wejście ognistych gitar oraz niebanalne prowadzenie dalszej części utworu. Jest to jeden z tych rockerów, o których będzie się pamiętało po odłożeniu płyty na półkę. Uwielbiam wykrzykiwać tytułowego "Stargazera" wraz z Lennym Wolfem. Ten numer został stworzony chyba właśnie w tym celu. Kingdom Come gra w nim jak TNT pozbawione swojej cukierkowości. Dla mnie bomba. Wydawałoby się zatem, że mamy do czynienia z bardzo dobrą płytą. Istnieje jednak pewien haczyk. Jeżeli liczne "aaahhy i oooohhhhy" wokalisty komuś przeszkadzają, to krążek może mu się nie spodobać. Krzyków takich nie uświadczy się w każdym kawałku, są jednak numery w których jest ich po prostu za dużo, jak na przykład Mean Dirty Joe. Jeżeli o mnie chodzi, to nie wpływa to jednak znacząco na ocenę płyty.
Jaki jest zatem ten krążek? Solidny. W In Your Face nie jest płytą szczególnie oryginalną, nie pojawia się w niej nic co zrewolucjonizowałoby ten gatunek muzyczyny. Niemniej jednak, krążek został nagrany z hard rockowym zacięciem, a poszczególnych numerów bardzo przyjemnie się słucha. Jest to jednocześnie jedna z najlepszych pozycji w dyskografii Kingdom Come i dla fanów zespołu stanowi ona obowiązkowy element kolekcji. Z oczywistych względów płytę można polecić fanom Led Zeppelin oraz Great White. Po prostu dobra dawka hard rocka, opatrzona jednocześnie datą 1989 co samo w sobie powinno stanowić niezłą rekomendację.
Oficjalna strona zespołu: www.lennywolf.com
Guciomir czerwiec 2007
|