|
Skład: King Diamond - śpiew; Andy LaRocque - gitary; Michael Denner - gitary; Timi Hansen - gitara basowa; Mikkey Dee - perkusja
Produkcja: King Diamond i Rune Höyer
Animozje pomiędzy Kingiem Diamondem i Hankiem Shermannem doporowadzily do rozwiązania zespołu Mercyful Fate i wokalista postanowił nagrać płytę pod własnym szyldem. Do współpracy zaprosił dwóch członków Mercyful - gitarzystę Michaela Dennera, basistę Timi Hansena oraz dwóch innych muzyków - gitarzystę EF Band Andy'ego LaRocque i perkusistę zespołu Geisha Mikkeya Dee. W tym składzie nagrany został debiut King Diamond o tytule Fatal Portrait.
Różnice pomiędzy tą płytą a dokonaniami Mercyful Fate są dosyć wyraźne. Przede wszystkim mamy tutaj pójście w stronę bardziej klasycznego metalu, który oczywiście wywodzi się w prostej lini od takich grup jak Iron Maiden czy UFO a także hard rocka, z tym że o ile Mercyful Fate czerpał sporo z hard rocka lat '70, o tyle King Diamond sporo bierze z hard rocka początka następnej dekady. Co my tu mamy... Całość otwiera złowieszcze intro wzbogacone o brzmienie kościelnych organów i jest ono częścią kompozycji The Candle, która to stanowi pierwszą część trylogii składającej się jeszcze z utworów The Jonah i The Portrait. Moim zdaniem ten drugi kawałek wypada najlepiej, może dzięki ciekawym popisom solowym gitarzystów, albo zwyczajnie jest to najbardziej melodyjny fragment cyklu. Prawdziwa uczta jednak następuje dalej wraz z utworem Dressed In White. To jeden z mocniejszych punktów tego wydawnictwa. Doskonała melodia i rasowy pojedynek gitarowy LaRocque z Dennerem w końcówce tego dość krótkiego numeru. Słychać też inspiracje panów gitarzystów. LaRocque gustuje w stylu Yngwiego Malmsteena, natomiast Denner gra bardziej klasycznie rock and rollowo, bardziej w stylu lat '70. Charon był utworem promującym to wydawnictwo, chociaż w sumie sporo ustępuje numerowi poprzedniemu, jednak to tylko moje subiektywne odczucie. Lurking In The Dark też niczym się nie wyróżnia, za to Halloween jest doskonałą kompozycją z wyśmienitym solem i melodyjnym refrenem. Haunted to też absolutnie jeden z moich faworytów i sporo zawdzięcza syntezatorom, które zostały użyte w sposób wręcz idealny, ale najlepszym momentem tego kawałka jest solo Michaela Dennera, które wręcz przywodzi na myśl to z utworu tytułowego ze słynnej płyty Mercyful Fate Melissa. Na koniec The Lake - to mój ulubiony utwór na tym albumie i pierwszy numer King Diamond jaki mi się spodobał. Jest w nim świetna melodia i doskonały śpiew Kinga. No właśnie o śpiewie tego nieprzeciętnego wokalisty należy rzecz jasna wspomnieć. W dalszym ciągu tak jak to było w Mercyful Fate ogromny nacisk kładzie on na sopranowe partie, gdzie dla co poniektórych może być to z lekka przegięcie, ale niewątpliwie pokazuje klasę wokalisty. Natomiast schodzenie w niższe partie wokalne nie jest na tym albumie zbyt częste, chociaż rzecz jasna ma miejsce. Na uwagę zasługuje także basista, który jest bardzo wyraźnie słyszalny i jego płynne wyraziste partie kojarzą się momentami z grą Steve'a Harrisa. Na koniec dodam, że utwór No Presents For Christmas, który był pierwszym singlem King Diamond, został dołączony do płyty jako bonus. Całkiem słusznie zresztą, bo to bardzo udana kompozycja, nieco żartobliwa i pokazuje, że King Diamond nie brał na serio tych wszystkich groźnie brzmiących liryków, jakie pisał.
Reasumując Fatal Portrait to dobry świetnie zagrany album, gdzie każdy instrument ma swoje wyraziste miejsce. Płyta robi też znacznie większe wrażenie niż wcześniejsze dokonania Mercyful Fate, przede wszystkim brzmieniowo jest lepsza. Polecam fanom melodyjnego metalu.
Oficjalna strona zespołu: www.covenworldwide.org
LSDisease grudzień 2004
|