|
Skład: King Diamond - śpiew; Andy La Rocque - gitara; Michael Denner - gitara; Mikkey Dee - perkusja; Timi Hansen - gitara basowa
Produkcja: King Diamond
Drugi album Kinga Diamonda to zarazem pierwszy koncept album w jego karierze. Już na Fatal Portrait połączył ze sobą trzy kompozycje w opowiadanie, tutaj cała płyta opowiada jedną historię, historię Abigail.
Rozpoczynamy od wstępu w postaci Funeral. Złowieszczy głos Diamonda oraz symfoniczna oprawa wprowadza szczególny nastrój. Arrival - wspaniałe harmonie gitar. Team LaRocque / Denner spisuje się wyśmienicie, serwując nam raz po raz genialne solówki. Tak zresztą jest na całej płycie. King Diamond śpiewa raz wysoko, raz schodzi do niskich tonów, co przecież stało się bardzo charakterystyczne w jego twórczości. Muzyka natomiast to hard rock czy, niektórzy powiedzą, heavy metal okraszony tu i ówdzie partią syntezatora. A Mansion In Darkness kojarzy się z osiągnięciami Helloween (ta harmonia gitarowa na początku i w dalszej części), choć o naśladownictwie pewnie nie było mowy. To dość charakterystyczne granie dla tamtego okresu, w każdym razie porywające. Przedostatnia solówka w A Mansion In Darkness zagrana przez Dennera jest jedną z najlepszych jakie słyszałem. Family Ghost to również doskonały numer. Zrobiono do niego nawet video. Znowu popisy obydwu gitarzystów i złowrogi śmiech Diamonda. W 7th Day Of July 1777 najbardziej wyróżnia się solo LaRocque'a, z kolei w Omens wyeksponowano trochę syntezator, który podaje nam symfoniczną wstawkę, po której następuje seria solówek. Possession to popis wokalny Diamonda. O ile w każdym kawałku na płycie balansuje pomiędzy rejestrami, to tutaj dodatkowo próbuje modelować głos tak, aby nadać melodyjności tej dosyć surowej kompozycji. Utwór tytułowy to już prawdziwy majstersztyk. Znowu złowieszcze riffy i kojarzy się to trochę z black metalem, ale nie przypominam sobie jakiegokolwiek blackowego bandu, który grałby tak wyśmienite i melodyjne solówki. Album zamyka numer Black Horsemen. Najdłuższy i chyba najciekawszy fragment płyty. Rozpoczyna się on od akustycznego wstępu i nieco "leniwego" wokalu Kinga. Później wchodzi cały zespół i robi się podniosły nastrój. To niczym taka minisuita, pod koniec której Michael Denner raczy nas wyśmienitymi solówkami. Naprawdę doskonała kompozycja, najbardziej art rockowa w całej karierze zespołu. Jeśli chodzi o teksty, to oczywiście opowiadają jedną historię, jak już wspomniałem, ale historię dość zagmatwaną i potraktowaną trochę za luźno, by móc doszukiwać się w niej jakiegoś głębszego sensu. Na nastepnych płytach King zaczął serwować już rzeczywiście wyśmienite opowiadania, natomiast Abigail to chyba pod wzgledem muzycznym najlepszy album King Diamond i ostatni, na którym razem zagrali LaRocque i Denner. Dla mnie osobiście jeden z najważniejszych gitarowych albumów w historii muzyki.
Oficjalna strona zespołu: www.covenworldwide.org
LSDisease listopad 2003
|