|
Skład: Darrel Millar (Darrel Dwarf) - perkusja, chórki; Ronald Mayer (Ronald "Bad Ronbo" Dwarf) - gitara basowa, chórki; Mike Hall (Mike Dwarf) - gitary, chórki; Russell Graham (Russ Dwarf) - śpiew
Produkcja: Andy Johns
Historia kanadyjskiej grupy Killer Dwarfs sięga 1981 roku, w którym wokalista Russ Graham i perkusista Darrel Millar wraz z gitarzystą Brycem Trewinem i basistą Ange Fodero postanowili założyć własny zespół rockowy. Debiutanckie, eponimiczne dzieło formacji było znane głównie w rodzimej Kanadzie, jednak kolejne płyty, nagrane po zmianie połowy składu, zdobywały coraz większy rozgłos również w USA. Chociaż pod koniec lat '80 kapela cieszyła się całkiem sporą popularnością, a jej teledyski gościły w MTV, Killer Dwarfs zawsze mieli opinię zespołu drugoligowego, pozostając niejako w cieniu najbardziej znanych gwiazd tamtego okresu. Omawiany poniżej album, wydany w 1990 roku Dirty Weapons, jest niekiedy uznawany za jego szczytowe osiągnięcie.
Przypuszczalnie stało się tak za sprawą tego, że krążek jest stosunkowo spójny stylistycznie i zawiera kilka naprawdę udanych utworów. Posługujący się pseudonimami zespół gra w opartym na zapożyczeniach, ale jednak charakterystycznym dla siebie stylu, będącym wypadkową wpływów takich tuzów jak Ratt, Helix, czy Winger (przy czym najbliżej mu do tego pierwszego). Barwa głosu wokalisty przypomina nieco wokal Stephena Pearcy’ego, chociaż Russ Graham śpiewa nieco wyżej i jego głos jest mniej zachrypnięty. Otwierający płytę, przebojowy utwór tytułowy jest oparty na gitarowych riffach przypominających twórczość wczesnego Winger; w melodii, również pod względem frazowania, mamy zarówno wpływy Winger jak i Ratt. Podobać się tu może szczególnie przedrefren z charakterystycznymi ozdobnikami i ciekawie wyśpiewany bridge. Z kolei Nothin’ Gets’ Nothin’ bazuje na szybkim, heavymetalowym riffie, jakby wyjętym z dzieł Lion, z tym że tutaj znowu powiedziałbym o typowej dla Killer Dwarfs melodyce i stylistyce. Ten utwór dowodzi sporej klasy wykonawczej muzyków. All That We Dream z ciekawym gitarowym tłem nawiązuje w oczywisty sposób do dokonań Ratt, robi to jednak w bardzo wciągający sposób; należy dodać, że wokalista pokazuje tutaj, że może wchodzić w naprawdę wysokie rejestry, a w końcówce utworu fajne partie wygrywa gitara prowadząca. Doesn’t Matter jest power balladą co się zowie, idealną do wyciszenia się i przytulenia w tańcu drugiej połowy... Podobają mi się tu płynne przejścia pomiędzy poszczególnymi fragmentami tej pościelówy i oczywiście łatwo wpadający w ucho refren - skojarzenia z balladami Great White są jak najbardziej na miejscu. Last Laugh to kolejny bardzo chwytliwy kawałek, nawiązujący w warstwie muzycznej do Ratt, znów mamy tu znakomite riffy, harmonie, chorusy i rasowo wykonaną solówkę. Następnego kawałka, zatytułowanego Comin’ Through, nie powstydziłby się Helix, zwłaszcza, że jego melodia wykazuje podobieństwa do tej w It’s Too Late ekipy Vollmera. Muszę jednak powiedzieć, że numer Killer Dwarfs pasuje mi bardziej, ma swoją wewnętrzną dramaturgię, umiejętnie budowane napięcie, które wywołuje mimowolne przytupywanie, pewnie ze względu na znakomite połączenie przedrefrenu z refrenem. One Way Out z "zakręconymi" gitarami i rozkołysanym rytmem miało być chyba nawiązaniem do muzyki Winger z okresu In The Heart Of The Young, albo po prostu oba zespoły wpadły w tym samym czasie na podobne pomysły. Podobieństwa polegają tu głównie na charakterystycznych riffach oraz na specyficznych liniach wokalnych w refrenie. Kilka dalszych piosenek sprawiło jednak, że jestem zmuszony wlać przysłowiową łyżkę dziegciu w beczkę miodu. Jedyną dobrą rzeczą, którą można napisać o zagranym w marszowym tempie Appeal, jest bardzo porządny riff, reszty się po prostu nie pamięta. Rockandrollowy Not Foolin’ jest swego rodzaju odwzorowaniem party rockowych kawałków Ratt i Twisted Sister, tym razem jednak dość bezbarwnym. Ostatnią na płycie balladę Want It Bad można nawet uznać za intrygującą, pod warunkiem, że komuś nie przeszkadzają alternatywnie brzmiące zagrywki gitar, trochę psujące jej odbiór. Tym razem melodia zbliża się do tego, co w roku 1990 prezentował Winger, chociaż kompozycja w żadnej mierze nie dorównuje jego dokonaniom, gdyż sprawia wrażenie zbyt "rozlazłej".
Podsumowując, tą płytą drugoligowa formacja udowodniła, że wcale nie miała daleko do pierwszoligowych i na pewno nie była jedną z tysiąca. Oczywiście na Dirty Weapons nie wystarczyło pomysłów na dziesięć dobrych kawałków, jednak siedem broni się doskonale, mimo że świeci światełkiem odbitym. Można się tutaj trochę przyczepić do brzmienia gitar, które jest chyba za mało wyeksponowane, za mało dynamiczne. Jednak dla mnie najbardziej liczą się same kompozycje, które są tu w większości bardzo melodyjne, chwytliwe i po prostu dobrze zagrane. Album nie należy do kategorii pozycji obowiązkowych, ale do godnych polecenia - z całą pewnością.
Oficjalna strona zespołu: www.killerdwarfs.com
Hardlover luty 2009
|