Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

KHYMERA - A New Promise [2005]
Wydawca: Frontiers Records / Locomotive Spain / Avalon

  1. A New Promise
  2. Alone
  3. Let It Burn
  4. Looking For You
  5. All That I Have
  6. The Damage Is Done
  7. After The Way
  8. You Can't Take Me
  9. Tomorrow Never Comes
  10. Fields Of Fire
  11. If You Dare To Dream
  12. Give In To The World
  13. All Is Gone
  14. If You Dare to Dream [Acoustic Version] [japoński bonus track]
A New Promise

Skład: Dennis Ward - śpiew; Daniele Liverani - instrumenty klawiszowe, gitara basowa; Tommy Ermolli - gitary; Dario Ciccioni - perkusja

Produkcja: Daniele Liverani

Kiedy równo rok temu recenzowałem rewelacyjne The Greatest Wonder Khymery obiecałem sobie i czytelnikom, że zapoznam się bliżej z wcześniejszym wydawnictwem kapeli, a mianowicie z A New Promise. No cóż, czasu trochę minęło, ale w końcu udało mi się zdobyć opisywany krążek i mogłem przystąpić do realizacji obietnicy. Stało się dokładnie to, czego się spodziewałem. Druga w historii płyta Khymery jest udanym, godnym polecenia longplayem.

Z najważniejszych zmian, które dotknęły zespół należałoby wymienić rotację na pozycji wokalisty. Odszedł znany z Kansas oraz Streets Steve Walsh , a na jego miejsce wskoczył Dennis Ward. A New Promise było dla tego producenta i basisty debiutem, jeżeli chodzi o śpiew. Zaburzę trochę chronologię, ale nie chciałbym się niepotrzebnie powtarzać i przytoczę opinię, którą wyraziłem przy okazji The Greatest Wonder. Dennis jest wyjątkowym człowiekiem, który potrafi odnaleźć się w rozmaitych sytuacjach, również wokalnych. Do grupy dołączył także bardzo młody (17 lat) gitarzysta Tommy Ermolli, który ze swojej roli bardzo dobrze się wywiązał. Uważam, że chłopak ma talent, ale o tym może trochę później. Większość kawałków zostało napisanych przez Toma i Jamesa Martinów. Rozpoczynające krążek intro (zatytułowane tak jak cała płyta) zaskakuje orientalno-mistycznym klimatem, ale czyni to w sposób dość sztuczny, oszukując w pewnym sensie słuchacza, który to po takim intrze mógłby spodziewać się zupełnie innej zawartości krążka. Na szczęście, Khymera w dalszej części nie eksperymentuje, ale rzuca nas od razu na znajome, AORowe wody. Ciężko tutaj mówić o kopiowaniu, ale zespół gra naśladując niemal idealnie bardzo lubiane przeze mnie Burns Blue. Takie wrażenie ma się po przesłuchaniu świetnego, przebojowego Alone. Duet Liverani-Ermolli bardzo dobrze ze sobą współpracuje, tworząc niezapominalne melodie. Gitara i klawisze na zmianę wychodzą na pierwszy plan, cały czas dbając o odpowiedni balans i proporcje. Brzmienie Burns Blue nie znika, choć konstrukcja Let It Burn nie naśladuje już numerów wspomnianej ekipy. Można dopatrzeć się odrobiny lżejszego oblicza House Of Lords. Czwarty numer na płycie, Looking For You jest dla odmiany pogodniejszy od swojego poprzednika. Duża w tym zasługa Daniele Liveraniego, który umiejętnie obsługuje instrumenty klawiszowe, nadając kompozycji 38specialowy-survivorowy klimat. Numer ten, podobnie jak i After The Way zostały napisane przez Dona Barnesa. Jeżeli już o After The Way mowa, to robi ona na mnie mniejsze wrażenie, choć wciąż podobają się partie klawiszy oraz refreny. All That I Have mogłoby się stać radiowym hitem, gdyż jak na balladkę brzmi odpowiednio pogodnie i potężnie zarazem. Mr. Mister czy Brian Adams nie powstydziliby się takiego numeru. Żeby nie przynudzić słuchacza, Khymera serwuje mocniejszy, agresywniejszy kawałek w postaci Damage Is Done będący w rzeczywistości coverem sławnej (czy też sławnego jak ktoś woli) Marcie Free. Niestety nie było mi dane odsłuchać oryginału, więc nie potrafię wychwycić różnic. Zdawać by się mogło, że You Can't Take Me zwiastuje powrót do gry w stylu Burns Blue. Nic bardziej mylnego, gdyż tym razem Khymera naśladuje Danger Danger i robi to z bardzo zadowolającym skutkiem. Może się to wydać zabawne, ale Dennis Ward śpiewa w tym kawałku niczym Ted Poley. Nie mam tu na myśli barwy głosu, gdyż jej tak łatwo nie dałoby się podrobić (Ted jest chyba niepodrabialny), ale styl śpiewania może się już kojarzyć. Bardzo fajna, ciekawa ścieżka. Tommorow Never Comes zostało nagrane na modłę nudnej ballady, ale z drugiej strony czasami miło posłuchać takiego numeru. W małych dawkach można je znieść, chociaż gdyby nie przyzwoite, w miarę dobre refreny, to pewnie nie dałoby się tak znośnie przełknąć tej ścieżki. Obiecująco nazwane Field Of Fire ukazuje talent młodziutkiego gitarzysty grupy. Zaprezentowane przez niego melodyjne aranżacje, są ozdobą kawałka i bez nich pewnie bym na niego nie zwrócił uwagi. Myślę, że Tommy Ermolli czeka ciekawa przyszłość. If You Dare To Dream zostało napisana przez sławną kompozytorkę Robin Randall, ale na tle jej innych utworów wypada dość niemrawo. Wstęp do Słonecznego Patrolu był z pewnością ciekawszy. Szkoda, że akustyczna wersja If You Dare To Dream stała się japońskim bonusem, gdyż wolałbym usłyszeć przeróbki innych kawałków z płyty. Give It To The World brzmi przejmująco i szczerze, a kojarzyć się może ze wspominaną już wcześniej Izbą Lordów. Podoba mi się zaprezentowane przez Khymerę zaangażowanie. All Is Gone zwiastuje koniec krążka. Liczyłem, że płyta zakończy się rockerem, ale grupa postawiła na kolejną balladę. Wyszło całkiem nieźle, bardzo przejmująco. Strzałem w dziesiątkę okazało się zminimalizowanie roli instrumentów. Można powiedzieć, że ciężar całej kompozycji wziął na siebie Daniele Liverani, dzieląc go co jakiś czas z Dennisem Wardem. Czuję się wzruszony, brawo.

Pomimo obecności paru wypełniaczy A New Promise uważam za bardzo udane, dojrzałe i różnorodne wydawnictwo. Miłośnicy AORu mogą po nie sięgąć właściwie w ciemno i sądzę, że powinni być usatysfakcjonowani. Khymera brzmi momentami magicznie i prezentuje taką grę, do której ma się co jakiś czas ochotę wracać. Mówiąc krótko i zwięźle: polecam.

Oficjalna strona Daniele Liveraniego: www.danieleliverani.com

Guciomir
marzec 2009