|
Skład: Roman Kostrzewski - śpiew; Piotr Luczyk - gitara, chórki; Ireneusz Loth - perkusja, chórki; Wojciech Mrowiec - gitara, chórki; Tomasz Jaguś - gitara basowa, chórki
Produkcja: Krzysztof Domaszczyński
Metal był zawsze muzyką opozycyjną w stosunku do typowo konsumpcyjnego i purytańskiego społeczeństwa, dlatego budził wsród różnego rodzaju tradycjonalistów wiele kontrowersji. W niemal każdym kraju znalazł się jakiś metalowy skandalista, a w polskich warunkach sporo w tych kategoriach mówiło się o twórczości zespołu Kat, której zarzucano propagowanie satanizmu i deprawację młodzieży.
Nazwa grupy pochodzi ponoć od rejestracji samochodowej, typowej dla miasta Katowice. Zespoł uformowali w 1979 r. gitarzysta Piotra Luczyk i perkusista Ireneusz Loth. Zanim formacja zasłynęła jako polski prekursor heavy i thrash metalu, muzycy grali instrumentalnego hard rocka i wpływy tego gatunku będą jeszcze słyszalne na pierwszych płytach Kata. Najwięcej kontrowersji wywoływała osoba wokalisty Romana Kostrzewskiego, który dołączył do zespołu nieco później, w 1981 r. Charakterystyczny sposób śpiewania Kostrzewskiego, pełen jęków, westchnień, zawodzeń i innego rodzaju artykulacji w połączeniu z tekstami o tematyce wampiryczno-diabelskiej po prostu musiał budzić niepokój w katolickiej Polsce. Zresztą liryki Romana z piewszych wydawnictw Kata były też poddawane krytyce i z innego powodu - nie zawsze są to po prostu teksty wysokich lotów. Dla mnie nie ma to większego znaczenia, liczy się klimat kompozycji i jeśli wokaliście uda się stworzyć odpowiednią kombinację środków wyrazu, to dużo więcej do szczęścia nie trzeba. A Kostrzewskiemu się to udaje, ba, pod tym względem wydawnictwo 666 uważam nawet za najlepsze w dyskografii grupy. Co sprawia, że darzę je takim sentymentem? Paradoksalnie, jego pozorne słabości jak choćby samo brzmienie i produkcja, są akurat jego największymi atutami. Piwniczne, ostre brzmienie gitar dobrze się komponuje z zawodzącym głosem wokalisty, więc osoby podatne na wszelkiego rodzaju psychosugestie mogą faktycznie uwierzyć, że ta muzyka pochodzi od samego diabła. Sama płyta jest polskojęzyczną wersją wydanego wcześniej albumu Metal And Hell i w moim odczuciu wypada lepiej, kiedy materiał odśpiewywany jest w rodzimym języku. Pierwsze w zestawie jest Metal I Piekło, nagranie utrzymane w stylistyce szybkiego heavy/black metalu, podobnego nieco do pierwszej płyty Bathory i niektórych kawałków Venom. Dość techniczne i poprawnie zagrany zestaw dźwięków, ale to jeszcze na szczęście nie jest szczyt możliwości kompozytorskich zespołu. Sto razy lepszy jest Diabelski Dom, cz. I, numer osadzony bliżej konwencji klasycznego hard rocka, a do tego uzbrojony w liczne, łatwo wpadające w ucho melodie. Jest bardziej skoczny, dynamiczny, mimo swych mrocznych tekstów nawet dość wesoły. Fani starego, dobrego hard rocka powinni się z nim obowiązkowo zapoznać. Wraz z Mordercą grupa powraca do stylistyki szybkiego heavy metalu, okraszonego ponurym i pełnym grozy głosem Kostrzewskiego, gdzieniegdzie też adekwatnymi do nastroju chórkami. Nie muszę chyba dodawać, że takich ścieżek najlepiej słucha się z wieczora, w przyciemnionym pokoju i będąc po kilku kieliszkach czerwonego wina... Dalej nadciąga Masz Mnie Wampirze, jeden z moich absolutnych faworytów z tego krążka. Solidne, hard rockowe riffy suną do przodu, a zaraz potem Kostrzewski wchodzi ze swoim wokalem przypominającym jęki jakiegoś potępieńca, uwięzionego w lochach średniowiecznego zamku (albo ducha tegoż kilkaset lat później) i udaje mu się tę werwę utrzymać do końca nagrania. W refrenach z kolei dominuje śpiew bliższy szeptowi, wciąż jednak bez psucia pierwotnego zamysłu kompozycyjnego. No i za solówką coś pięknego, wspaniała melodia wygrywana przez gitary z towarzyszeniem sekcji rytmicznej, niby jakby z innej bajki, a jednak pasująca do utworu jak ulał. Stylistyka gry zmienia się wraz z utworem Czas Zemsty. Jest to taka heavy metalowa ballada, gdzie niektóre partie wokalne są wręcz recytowane, próżno natomiast szukać gitar akustycznych i tym podobnych rzeczy zazwyczaj kojarzonych z balladami. Po postu wolna, ale nie pozbawiona ciężkości kompozycja, brzmiąca trochę, jakby była napisana do wykonania w okolicach cmentarza czy kostnicy. Noce Szatana to znów takie szybsze heavy, w ktorym niektóre zagrywki przywodzą mi na myśl kawałki wczesnych Megadeth i Mercyful Fate. Miło mieć świadomość, że już w połowie lat '80 mieliśmy w Polsce zespoły grające na światowym poziomie. Na kolejnej pozycji Diabelski Dom, cz. III, czyli trzecia część rozpoczętej wcześniej opowieści. Nieco słabsza od części pierwszej i drugiej, ale zaraz zaraz, właśnie, gdzie zagubiła się część druga? Spokojnie, znajdziemy ją na płycie Oddech Wymarlych Światów, gdzie Kostrzewski raz jeszcze zabłyśnie ze swoim talentem wokalnym. I znów jeden z moich ulubieńców na krążku - Wyrocznia. Uwielbiam te wszystkie melodie tutaj występujące, uwielbiam to, co tutaj ze swym głosem wyrabia gardłowy. Czuć grozę, czuć obłęd i potępienie, prawdziwie diabelska muza. Wszystko strukturalnie osadzone gdzieś pomiędzy rytmicznym hard rockiem a heavy metalem, po raz kolejny czuję dumę, że nagranie zostało skomponowane w kraju nad Wisłą. Trochę niepotrzebnie zespół pozwolił sobie na galopadę przed solówką, ale i tak nie psuje to pozytywnego obrazu całości. Lubię też i Czarne Zastępy, głównie za samą muzykę gdyż akurat tutaj liryki faktycznie nie są najwyższych lotów. Zazwyczaj je ignoruję, traktując głos Kostrzewskiego po prostu jako jeden z instrumentów. Ostatni w zestawie jest numer tytułowy, 666. Raz jeszcze powrót do heavy/speed metalu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kompozycja prostsza i sporo ustępująca połowie nagrań z tego wydawnictwa, ale na szczęście i tutaj formacja nie zapomniała o zamieszczeniu kilku chwytliwych melodii.
Dziwią mnie niektóre opinie wygłaszane przez, niestety w większości, domorosłych "ekspertów", którzy tej płycie wystawiają niskie noty. Jak dla mnie ten krążek to absolutna klasyka polskiego metalu i Kat zasłużenie zaliczany był do naszej gatunkowej wielkiej trójcy obok TSA i Turbo. Cholernie dobry album nietuzinkowego zespołu z charyzmatycznym frontmanem, w dodatku obdarzonym nieprzeciętnym głosem. Polecam.
Oficjalna strona zespołu Kat i Roman Kostrzewski: www.kat.info.pl
Oficjalna strona zespołu Kat: www.kat.com.pl
Guitarrizer luty 2010
|