|
Skład: Kane Roberts - śpiew, gitara prowadząca; John McCurry - gitara; Victor Ruzzo - perkusja; Steve Steele - gitara basowa
Kane Roberts to postać doskonale znana ze współpracy z Alice Cooperem, jednak ten znakomity gitarzysta zdecydowanie mniej znany jest ze swoich wydawnictw solowych. Kane nigdy nie był do końca zadowoly ze współpracy z Cooperem, zawsze myślał o założeniu własnego zespołu, w czym zresztą miał pełne poparcie Coopera (jak widać Alice nigdy nie miał problemów z własnym ego, także Kip Winger miał jego pełne wsparcie). Po trasie promującej płytę Constrictor udało mu się w rekordowo krótkim czasie nagrać debiut. Niestety ów pośpiech znalazł swoje odzwierciedlenie na krążku.
Na płytach Coopera Kane dał się poznać jako doskonały gitarzysta, lecz jeszcze nie miał okazji zaistnieć jako wokalista (z perspektywy czasu można zauważyć ciekawą rzecz, że w ówczesnym składzie zespołu Alice'a było trzech niezłych wokalistów - Roberts, Kip Winger i Cooper, a śpiewał najgorszy z nich... A. Cooper ;) . Kane dysponuje mocnym, bardzo męskim głosem, nie słychać żadnych załamań czy prób wchodzenia na wyższe rejestry. Mała ciekawostka, podobno na żywo Kane wypadał znacznie gorzej... Na debiucie mamy do czynienia z mało skonsolidowanym materiałem, tu i ówdzie zdarzają się dość poważne błędy, zostaną one później z fantastycznym skutkiem naprawione na kolejnym krążku. Jednak mimo tych wpadek daje sie wyczuć ogromny talent Kane'a do pisania przebojowych utworów. Otwierający płytę Rock Doll to zwyczajny rocker, zwracają uwagę tylko niezłe gitary i świetna praca perkusji, ale to w sumie charakteryzuje cały album. Podsumowując, nic szczególnego i zły wybór na bardzo ważny na amerykańskim rynku opener. Na szczęście już następny kawałek to jeden z atutów w zestawie. Women On Edge Of Love brzmi jakby pochodził z sesji Cooperowego Constrictora i pewnie rzeczywiście tak jest. Identyczne brzmienie, szczególnie jeśli chodzi o klawisze. Dodając do całokształtu klasyczną dla Kane'a solówkę, mamy doskonały, bardzo przebojowy, z olbrzymim potencjałem, komercyjnym utwór. Podobnie rzecz się ma z Triple X, świetne przedrefreny napędzające cały utwór i znów rewelacyjna solówka. Po solowym dwuminutowym popisie gitarowym Gorilla (coś dla fanów technicznego wymiatania) mamy najszybszy utwór na płycie - Outlaw. Nawet niezły utwór z trochę topornie wyśpiewywanym chóralnie tytułem, ale przecież mamy 1987 rok i takie zagrywki były na porządku dziennym. Kolejnym hitem albumu jest Is This Heaven. Chóralny refren nie da Wam długo spokojnie spać, jest to jeden z tych numerów, dla których nieraz się szuka pół godziny jednej płyty, byleby go znów puścić. Murowany hit, gdyby ktoś dał mu szansę. Dalej mamy dwa najsłabsze kawałki na płycie. Fatalny Out For Blood brzmi jak jakiś zły utwór powermetalowy (chodzi mi oczywiście o power amerykański). Bardzo źle zaaranżowany refren, sytuację trochę ratuje jak zwykle doskonała gitara, nie zmienia to jednak faktu, że uboższa o tę propozycję płyta byłaby lepsza. Znacznie lepiej jest na Full Pull (utwór napisany przez A. Coopera), tu trochę sytuację ratują ciekawe klawisze, jednak i tym razem zabrakło jakiegoś przebojowego refrenu. Dochodzimy do mojego ulubionego kawałka na płycie, ultramelodyjnego Too Much (For Anyone To Touch). Rozpoczyna go świetny klawiszowy pasaż, gitarowa miniatura i zaczyna się właściwa jego dynamiczna część. Kwintesencja hair metalu, po prostu cudo. Kapitalny przedrefren, który przechodzi w wyśpiewany chóralnie refren. Ufff.... Po czymś takim musi być wytchnienie w postaci ballady i rzeczywiście. kolejna pozycja Tears Of Fire to jedyny wolniejszy utwór na płycie. Niestety Kane trochę się tu nie popisał, jeżeli chodzi o słowa, jednak melodia chwyta za serce i raczej wpadki w postaci pierwszego wersu "She has a hand in my sex education, took me down by the river" nie będą zbytnio zaprzątać nam głowy... Zwraca uwagę oryginalna aranżacja solówki w tym utworze. Na zamknięcie Kane proponuje nam A Strong Arm Need A Stronger Heart. Znów rewelacyjne brzmienie i świetny refren, aż ciśnie się na usta "typowy Kane Roberts"...
Na każdym calu tego krążka słychać olbrzymi jego potencjał. Jednak pomijając fakt, że nagrywając następną płytę Kane dosłownie zmiótł debiut z powierzchni ziemi, to jednak ja dalej darzę go olbrzymią estymą i dalej jest to produkt wart dużych pieniędzy. Szczerze polecam...
Oficjalna strona artysty: www.kaneroberts.com
Vandervelde sierpień 2004
|