Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

JUDAS PRIEST - Turbo [1986]
Wydawca: Sony / Columbia / Back On Black / Epic

  1. Turbo Lover
  2. Locked In
  3. Private Property
  4. Parental Guidance
  5. Rock You All Around The World
  6. Out In The Cold
  7. Wild Nights, Hot & Crazy Days
  8. Hot For Love
  9. Reckless
  10. All Fired Up [bonus w reedycji]
  11. Locked In" (live) [bonus w reedycji]
Turbo

Skład: Rob Halford- śpiew; Glenn Tipton - gitara prowadząca; K.K. Downing - gitara prowadząca; Ian Hill - gitara basowa; Dave Holland - perkusja
Gościnnie: Jeff Martin - chórki w [7]

Produkcja: Tom Allom

Płyta Defenders Of The Faith okazała się kolejnym sukcesem Judas Priest, choć nie tak dużym jak wcześniejszy krążek Screaming For Vengeance, tymczasem trendy w muzyce metalowej w połowie lat '80 kazały raczej iść w kierunku melodyjnych, stadionowych hymnów, nierzadko wzbogacanych klawiszami. Grupa Saxon zaczęła pełną amerykanizację ciut wcześniej niż ich rodacy z Judas Priest i pewnie żeby nie zostać w tyle, Halford i spółka postanowili nagrać trochę komercyjnego metalu na krążek o nazwie Turbo. Niektórzy dziennikarze muzyczni przyjęli efekt prac zespołu jako wyjście z całej sytuacji z twarzą, inni określali krążek żartobilwie "Terrible Lover" (co miało związek z tytułem pierwszej kompozycji na albumie).

No więc Turbo Lover otwiera całość. Gitary tną jak to u Judasów i tutaj nic się zasadniczo nie zmieniło, nawet wolne partie potrafią dać porządnie między oczy. Mechanicznie wykonane riffy robią potężne wrażenie, jak się odpowiednio podkręci aparaturę. Nie no, Bon Jovi to szczęśliwie nie jest. Fakt, że grupa nie atakuje tutaj dwoma centralkami, nie zmienia tego, że mamy do czynienia z siarczystym hard rockowo-metalowym kawałkiem. Do utworu postanowiono nakręcić całkiem niezłe wideo, podobnie jak do następnego na płycie Locked In. Oba klipy mają w sobie coś z filmu, oba pokazują Judas Priest w scenerii doskonale pasującej do tego rodzaju grania (w pierwszym nie mogło zabraknąć motorów). Właściwie typowe obrazki dla lat '80, nie ma co się rozpisywać, lecz co ważniejsze Locked In to również doskonały i przebojowy numer, bardziej dynamiczny niż Turbo Lover i dokładnie nakierunkowany na Headbangers Ball w MTV (ciekaw jestem, ile razy szefowie stacji dali mu szansę). Private Property specjalnie nie odstaje od szablonu poprzedniego kawałka, tyle że pojawia się tutaj jakby więcej typowego metalu zwłaszcza w refrenie, który brzmi jak coś Accept (np. Russian Roulette). Oczwyiście takiego grania można się po Judasach spodziewać i nikt tutaj nosem nie ma prawa kręcić. Na pozycji numer 4 glam metalowe Parental Guidance. Przy tym kawałku zatrzymamy się trochę dłużej. W zasadzie jest to odpowiedź dla Tipper Gore za jej umieszczenie utworu Eat Me Alive na słynnej liście PMRC Filthy Fifteen (plugawa piętnastka - pozycja numer 3). W tekście jest nawet zasugerowane ,żeby wciągnęła się w to, co było ówczesnym trendem, a z miejsca straci 20 lat. Żarty żartami, a Parental Guidance stał się dużym przebojem i także został zobrazowany wideoklipem pokazującym szaleństwa młodych panienek na koncercie zespołu. To właśnie takie utwory stały u podstaw terminu cock rock, którym Jello Biafra określał tego typu numery. Niektórzy twierdzą nawet, że robił to z zazdrości, że Tipper Gore nie umieściła żadnego utworu Dead Kennedys na swojej 'plugawej' liście. Tak czy owak, Parental Guidance to takie Pour Some Sugar On Me Judasów, choć dla mnie to lepszy numer niż ten Def Leppard. Myślę, że fanom hard rocka lat '80 ta kompozycja przypadnie do gustu najbardziej. Rock You All Around The World to szybki melodyjny metal w stylu ówczesnego Saxon. Utwór mi się rzecz jasna podoba, nie ma się co rozpisywać, dodam tylko, że solówka Tiptona jest genialna. Out In The Cold oparte jest w niemałym stopniu na syntezatorach, których swoją drogą na całym krążku jest bardzo mało (chyba na szczęście w takim wypadku), jednak one niezbyt są w stanie złagodzić ostrych jak żyleta gitar. To bardzo klimatyczny numer i zdecydowanie potrzebny na tym wydawnictwie. Nie jest to może ballada, ale wprawia nas w lekko melancholijny nastrój. Nastrój ten szybko pryska wraz z Wild Nights, Hot & Crazy Days. Nie powiem, że to coś, czego nigdy wcześniej u Judas Priest nie było, aczkolwiek przy tej produkcji nabiera dodatkowo rozmachu. Takie AC/DC w nieco nowszym, sleazowym wydaniu, no więc wiadomo, kto się tym kawałkiem powinien szczególnie zainteresować. Kolejny genialny refren i impreza na całego. Hot For Love stylowo zbliżone do Locked In, bardzo ciekawe harmonie gitar, po prostu melodyjny metal bez żadnej ściemy. Co mi się podoba na tym albumie, to unikanie grania dla samego tylko grania, wymiatania kosmicznych solówek byle wypełnić przestrzeń, a dodać muszę, że panowie technicznie są świetni, lepsi niż Maiden, że ośmielę się stwierdzić. Na koniec podstawowego setu Reckless, bez zaskoczeń ani rozczarowań, zwłaszcza podoba mi się tu nastrój, który nie jest specjalnie radosny, ale też nie dołuje. Coś co można odnotować słuchając całej płyty to fakt, że te riffy czasami przypominają dokonania Running Wild, ale to taka moja osobista uwaga, bo ja z albumami piratów z Hamburga osłuchany jestem dobrze, a wiadomo przecież, że Judas Priest to jedna z głównych inspiracji Rolfa Kasparka. Do wydania zremasterowanego Turbo dodano dwa utwory, pierwszy All Fired Up nagrany podczas tej samej sesji i z jakiegoś względu nie uwzględniony do podstawowego wydania oraz wersja koncertowa przeboju Locked In. Polecam wersję zremasterowaną nie ze względu na te dwa bonusy, ale na zniewalające brzmienie. Gitary w heavy metalu nigdy nie brzmiały tak ostro i czysto zarazem, coś niesamowitego.

Płyta Turbo mimo że oceniana bardzo różnie, dla mnie stanowi kanon tego typu grania. Profesjonalizm, masa dobrych pomysłów, masa świetnych melodii i polecam gorąco nie tylko fanom heavy metalu, ale także fanom wszelakich odmian melodyjnego rockowego grania. Okazuje się, że płyta ochrzczona "okropnym kochasiem" przez jednych, dla innych może stanowić prawdziwą rozkosz dźwięków.

Oficjalna strona zespołu: www.judaspriest.com

LSDisease
luty 2011