|
Skład: Tim "Ripper" Owens - śpiew; K.K. Downing - gitary; Glenn Tipton - gitary; Ian Hill - gitara basowa; Scott Travis - perkusja
Gościnnie: Don Airey - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Glenn Tipton
Nie recenzowałem jeszcze żadnego wydawnictwa "Bogów Metalu", więc pora nadrobić to fatalne niedopatrzenie. Na pierwszą ofiarę wybrałem sobie jedną z najbardziej znienawidzonych płyt metalowych, przez jednych wyszydzaną, a przez innych stawianą na piedestale.
Dzieło owo, groźnie zatytułowane Demolition jest płytą trudną w odbiorze i ci fani, którzy przyzwyczajeni byli do głosu Halforda, pisanych przez niego tekstów i etosu, którego ten zespół się dorobił, rzeczywiście mogli czuć się zaskoczeni. Druga grupa fanów, która pilnie śledziła poczynania Tiptona po odejściu Roba z Judas Priest, nie powinna czuć się ani zaskoczona ani też rozczarowana, sprawioną przez Glenna i kolegów demolicją. No, ale do rzeczy. Przede wszystkim to, co się rzuca w uszy, to jest brzmienie. Dużo bardziej cięższe, mroczne, ze sporą dawką elektronicznych eksperymentów. Na Machine Man można co prawda kręcić nosem, ale jest on tylko zapowiedzią całości. Udaną dość średnio, ale co tam. Pewne fragmenty tego utworu po prostu muszą przyciągać ucho. Odnajdźcie je. One On One wywołał mój uśmiech. Nie ma to jak ukłon w stronę przeszłości. Bo taka też jest to płyta. Tu mamy całkiem fajne nawiązanie do krążka, który Tipton nagrał wraz z dwoma nie mniej sławnymi kolegami. Pamiętacie Edge Of The World? Nawiązań do tego krążka będzie na tym wydawnictwie aż nadto. Doskonałym tego przykładem jest złowieszczy Hell Is Home. Nawet Scott Travis się postarał i całkiem udanie naśladuje sposób gry Cozy'ego Powella. A to, co robi tu Ripper Owens, to jest mistrzostwo świata. Z ogromną naturalnością wydobywa z siebie na przemian niskie i wysokie rejestry, całkiem łatwo naśladując Johna Entwistle'a. Dodajmy mistrzowską solówkę Tiptona, mroczny, posępny riff i mamy już obraz tego kawałka. Aha, posłuchajcie też, jak świetnie Tim współpracuje z Downingiem. Szkoda, że panowie nie znaleźli odpowiedniego sposobu na jakieś pociągnięcie tej atmosfery, bo Jekyll And Hyde jest bodaj najsłabszym utworem na tym LP. Jakoś nie mogę dotrwać do końca tego kawałka i zawsze go skipuję. Bo dalej mamy świetną rzecz w postaci Close To You, nagrania, które jest niczym innym jak kolejnym oglądaniem się na przywoływaną płytę. Jakoś tak bardzo przypomina mi Searching... No i kolejny hit, nie wiem czy nie najlepszy numer na całym krązku - Devil Digger. Wszystko tu jest na swoim miejscu. Brzmienie nadal osadzone w roku 1996, świetne riffy i kapitalny refren. Travis po raz kolejny całkiem naturalnie gra sobie "pod" Powella. I mistrzowski wokal Tima Owensa. Długo i leniwie rozpoczyna się mroczny Bloodsuckers, przypominający bardzo dokonania Judas Priest na starszych wydawnictwach. Ripper całkiem udanie naśladuje tu Halforda. In Between choć rozpoczyna się całkiem fajnie, to jest takim "średniakiem". Mógłby być lepszy. Feed On Me policzyć należy jako jeszcze jeden hit na tej płycie. Osadzony w tradycyjnej formie Judas Priest, ale podany z dużą dawką nowoczesności. Ciekawostką jest brzmiący super-nowocześnie, a może nawet miejscami nu-metalowo Subterfuge. Podoba mi się podejście zespołu do tego utworu. No a potem mamy singlowy Lost And Found. Jest on całkiem udaną balladką z optymistycznym tekstem, co jest ewenementem, jeśli chodzi o ten LP, bo raczej króluje tu mrok i posępność. Bardzo, bardzo powoli rozpędza się Cyberface. Jeden z najbardziej udanych utworów na Demolition. W zasadzie jest to kolejny hit, z kapitalnym refrenem. Metal Messiah traktuję raczej jako takie credo zespołu. Świetny, motoryczny kawałek dla tych wszystkich, którzy zdążyli już zwątpić w to, że Judas Priest nadal są Metalowymi Bogami. Ja nie mam co do tego żadnych obiekcji. A Wy?
Oficjalna strona zespołu: www.judaspriest.com
Vincent czerwiec 2010
|