|
Skład: John Norum - gitary, śpiew, chórki; Göran Edman - śpiew w [2, 5, 6], chórki; Marcel Jacob - gitara basowa
Gościnnie: Per Blom - instrumenty klwiszowe; Peter Hermansson - perkusja; Micke Larsson - bezprogowa gitara basowa w [3]; Mats Lindfors- chórki w [8]; Max Lorentz - organy Hammonda w [8]
Produkcja: John Norum, Thomas Witt i Per Blom
Norweski gitarzysta John Norum jest głównie znany z występów w szwedzkim zespole Europe, z którego odszedł, gdy ten wydawał się być u szczytu sławy, a potem wrócił do niego po latach. O tym, że Norum nagrał całą serię albumów solowych wiedzą już właściwie tylko fani, to samo można powiedzieć o jego pojawieniu się w zespole Dokken (z racji zawirowań prawnych płyta ukazała się jako solowe dzieło Dona Dokkena), czy kilku innych aparencjach. Jeśli wspomnieć fakt, że w młodości gitarzysta zajmował się też graniem punk rocka, to już w ogóle można wywołać sensację... Na szczęście John zbyt poważnie podchodził do swego instrumentu i punkowanie było bardzo krótkim epizodem w jego biografii. Tym razem najbardziej interesuje nas, jak doszło do jego odejścia z Europe i do nagrania pierwszej płyty solowej - Total Control.
W latach '80 wiedziałem tylko o tym, że Norum przestał być członkiem Europe i że nagrał później album solowy, nie znałem jednak ani szczegółów rozstania z macierzystą formacją, ani tytułu krążka. Informacje, które wtedy były dostępne, raz że były szczątkowe, to do tego jeszcze rozbieżne. Najczęściej pojawiały się pogłoski o tym, że Johnowi nie podobał się zbyt popowy kierunek rozwoju grupy lansowany przez Tempesta, co jest o tyle dziwne, że pierwsze dzielo Noruma pod własnym nazwiskiem daleko od ówczesnego oblicza Europe nie odbiegało. Niemal dziesięć lat później dzięki uprzejmości koleżanki Total Control wpadło w moje ręce i po zapoznaniu się z materiałem zacząłem szukać więcej informacji na temat tego wydawnictwa. Chwała niebiosom za to, że Internet zaczynal być wtedy coraz bardziej popularny. Doszukałem się więc wiadomości, że jedną z przyczyn odejścia Johna były niekończące się występy w telewizji, z których znaczna część odbywała się z playbacku. W muzyce rockowej to jak ciężki grzech, więc nic dziwnego, że gwieździe rocka to przeszkadzało... Co do obsady muzyków na krążku, warto zwrócić uwagę na pojawiające się tu nazwiska. Göran Edman nie był wtedy jeszcze zbyt znany, sławę przyniosły mu późniejsze występy u boku Yngwiego Malmsteena. W zasadzie to samo można powiedzieć o Marcelu Jacobie, basiście występującym z Malmsteenem w czasach istnienia jego formacji o nazwie Rising Force oraz dobrych kilka lat później w szeregach grupy Talisman, gdzie frontmanem był Jeff Scott Soto. Wygląda na to, że szwedzka scena muzyczna była na tyle niewielka, że większośc muzyków się znała. Let Me Love You otwiera płytę w iście hard rockowym stylu, choć i nie brak tu zapędów w kierunku AORu. Fani Europe z czasów The Final Countdown powinni się tym kawałkiem zainteresować, bo pod względem stylistycznym nie odbiega on zbytnio od tego właśnie wydawnictwa. Silnym punktem kompozycji jest przebojowy, zapadający w pamięć refren, no i oczywiście seria solówek Noruma. Całościowo styl gry jest wypadkową gdzieś pomiędzy Europe, Malmsteenem, a Thin Lizzy. Tę ostatnią nazwę przywołam w niniejszej recenzji jeszcze w innym miejscu. Po tak silnym początku następuje równie mocarny kawałek o tytule Love Is Meant To Last Forever, jedna z moich ulubionych piosenek z tego albumu. Mikrofon przejmuje Edman i spisuje się za nim znakomicie. Ten utwór ma coś w sobie, bo po latach właśnie go najlepiej pamiętam. Zaskakuje fakt, że na starej odsłonie swojej strony internetowej Norum wypowiadał się o nim nienajlepiej twierdząc, że to taka niezbyt skomplikowana i naiwna piosenka z młodzieńczych czasów. Gdyby to powiedział ktoś inny, stwierdziłbym pewnie, że tego kogoś nieźle poźrebiło, jako że jednak powiedział to sam autor kompozycji, muszę jakoś przełknąć tę gorzką pigułkę. Odkąd pamiętam, zawsze spore wrażenie robiły tu na mnie solówki. Po tych szaleństwach przyszedł czas na coś nastrojowego. Too Many Hearts, jak można się domyślać, to ballada. Utrzymana jest głównie w klimatach klawiszowych i według mnie trochę za mało się tu dzieje. Wszystko w sumie zależy od głośności, z jaką się tego utworu słucha, zapewne także od pory dnia i miejsca. Środek dnia na pewno nie jest do tego odpowiednim czasem. Noruma wolę jednak w bardziej hard rockowym repertuarze, tak więc kolejne Someone Else Here robi już na mnie lepsze wrażenie. Obiektywnie rzecz ujmując, nie jest to jakaś szczególnie wyszukana kompozycja, ale kojarzy się z wczesnymi dokonaniami Europe. Nawet śpiewem John próbuje naśladować artykulacyjnie Tempesta, choć oczywiście obaj panowie dysponują zupełnie odmienną barwą głosu. Gitarowe solo też nie jest jakieś nadzwyczajne i wszyscy wiemy, że Norum potrafi zagrać lepiej. Coś dla fanów wczesnego Malmsteena to pozycja o tytule Eternal Flame, gdzie mikrofon znów wędruje przed Edmana. Główny riff gitarowy żywo przypomina mi pamiętne Far Beyond The Sky z malmsteenowej jedynki, nawet brzmienie instrumentów wydaje się być zbliżone. Pomimo tak oczywistych zapożyczeń, kawałek mi się podoba i po dwóch pierwszych jest moim zdaniem jednym z najlepszych w zestawie. Back On The Streets to doskonała dawka bluesującego hard rocka z charakterystycznym bujaniem. Najlepiej porównać to do Can't Stop Me Loving You z jedynki Steelheart, chociaż Amerykanie swoją płytę nagrali kilka lat później. Tak czy inaczej, to ta sama stylistyka. bardzo dobrze wypada tu głos Görana, gustownie zastosowano klawisze, gitary pełnią funkcję głównie rytmiczną. Miodzio. Aha, zapomniałem dodać, że jest to cover numeru autorstwa Vinnie Vincent Invasion... Z Blind powinni być przede wszystkim zadowoleni fani Whitesnake, bo partie gitar i śpiew Noruma bliźniaczo podobne są do odpowiednich partii Sykesa i Coverdale'a w Still Of The Night (kawałek z tego samego roku!). Solidna dawka porządnego hard rocka. Dla odmiany kolejne Law Of Life podąża w nieco innym kierunku, tutaj łatwiej o porównania do utworów Gary Moore'a z połowy lat '80, czyli z czasów, gdy Gary grał jeszcze energetyczne numery hard rockowe z domieszką bluesa. Wypada to nieźle, choć już niezbyt oryginalnie, zwłaszcza że jest w tym też coś z modnego wówczas AORu. Jeszcze mniej oryginalności mamy w We'll Do What It Takes Together, typowym dla swego okresu kawałku. Charakterystyczne są chórki w refrenach i sposób budowania piosenki, wokale też nie wybijają się jakoś ponad przyjęty schemat. Kto by się jednak przejmował brakiem oryginalności, kiedy po prostu piosenki się świetnie słucha. W secie znalazł się jeden numer instrumentalny o tytule In Chase Of The Wind, także noszący pewne piętno wczesnego Malmsteena, chociaż znajdziemy tu także pierwowzór dla niektórych zagrywek Jasona Beckera. Większa część tej kompozycji ma znamiona balladowe, gitarzysta skoncentrował się na graniu nastrojowym, lecz nie brakuje też szybszych fragmentów kierowanych do miłośników shreddingu. Jako bonus track dodano cover utworu Wild One z repertuaru Thin Lizzy. Pierwowzór nie zrobił na mnie jakoś nigdy wrażenia i jego przeróbka też mnie jakoś nie porywa. Kawałek prezentuje pewną wartość, kiedy słucha się go wracając wieczorem samochodem do domu, ma bowiem w sobie coś z takiego klimatu.
Płyta bardzo dobra z racji kilku nieśmiertelnych kawałków, choc ogólnie mało oryginalna. Na pewno jest to pozycja kierowana do fanów Europe, Yngwiego Malmsteena, talentu wokalnego Görana Edmana o ogólnie dla lubiących hard rocka w jego wersji z lat '80. Tym, czego mi tutaj najbardziej brakuje, są zapadające w pamięc solówki na miarę tych, jakie Norum zagrał w Europe w takich przebojach jak słynne The Final Countdown czy żywiołowe Rock The Night (początek pierwszej ścieżki trochę do tego akurat nawiązuje). Wydaje mi się też, że choć John jest rewelacyjnym wioślarzem, to kompozytorem jawi się już dość przeciętnym (jeden z najlepszych numerów z zestawie to akurat cover, a inne to klony Europe i Malmsteena). Oczywiście wszystko to odnosi się do tego akurat krążka, bo w późniejszych czasach bywało już lepiej. Nie słucham go w całości zbyt często, raczej raz na kilka lat, ale ilekroć gości on w moich głośnikach, zawsze pozostawia pozytywne wrażenie. Polecam.
Oficjalna strona artysty: www.johnnorum.com
Guitarrizer lipiec 2008
|