|
O "wielkich marzeniach, wielkich fryzurach, wielkich wizjach" śpiewa Jimi Jamison na swoim ostatnim solowym albumie Crossroads Moment (2008). Czyżby czułe wspomnienie lat '80? Sentymentalna podróż do epoki, w której "rock był królem" to coś, czego nie można pominąć podczas rozmowy z legendarnym wokalistą, znanym głównie z bycia frontmanem AOR-owej formacji Survivor w jej najlepszych latach. Dla Hard Rock Service Jimi patrzy jednak zarówno w przeszłość, jak i przyszłość; wspomina najlepsze czasy, ale i opowiada trochę o swoich najbliższych muzycznych planach. O swojej karierze solowej i zespołowej, rywalizacji na scenie muzycznej lat '80, marzeniach o wspólnym występie z Ericiem Claptonem i swego czasu mocnej głowie Ozzy'ego Osbourne'a - głos Survivora i zarazem jeden z najlepszych głosów rocka, Jimi Jamison!
HARD ROCK SERVICE: Cześć Jimi! Dzięki za możliwość rozmowy - jako dla fanki Survivor i Twojej to dla mnie ogromny przywilej!
JIMI JAMISON: Dziękuję Ci. To dla mnie zaszczyt mieć taką możliwość.
HARD ROCK SERVICE: Zacznijmy tradycyjnie - od najbardziej zamierzchłych muzycznych wspomnień. Mówi się, że zacząłeś śpiewanie od muzyki soul/R&B. Co sprawiło, że ostatecznie zwróciłeś się w stronę rocka?
JIMI JAMISON: Nie ruszaliśmy się wówczas z Memphis, a R&B było jedyną muzyką możliwą do usłyszenia w radiu. Długo nie udało się nam więc poznać żadnego innego gatunku muzyki - aż do momentu, kiedy przyjęliśmy do naszego zespołu nowego gitarzystę. Miał chyba jakiś dodatkowy zmysł do wynajdywania najlepszych hard rockowych kąsków... Nazywał się Bob Horn i - już na pierwszą próbę - przyniósł nam nagranie sygnowane przez jakąś dziwną kapelę o nazwie Deep Purple... Było to Kentucky Woman. Od razu pomyśleliśmy: "Wow, co to jest?" Wiadomo, na dzisiejsze standardy to niezbyt ciężkie brzmienie - było jednak takie dla nas w tamtych czasach.
HARD ROCK SERVICE: Które zespoły lub którzy wykonawcy wywarli na Ciebie szczególny wpływ?
JIMI JAMISON: Jak wspominałem, Deep Purple wywarło na mnie ogromny wpływ; poza tym, muszę wymienić The Animals, Free, Jimiego Hendrixa, Rolling Stones, zespół Crosby, Stills & Nash, The Who, Joe Cockera i - oczywiście - The Beatles i Elvisa.
HARD ROCK SERVICE: Pierwszą ważną pozycją w Twojej dyskografii jest singiel If I Cry, pochodzący - co jest ciekawostką - już z 1967 roku. Jakie były okoliczności powstania tego nagrania, czy było to Twoje pierwsze doświadczenie z pracą w studio?
JIMI JAMISON: Pierwotnie ten numer został napisany dla The Box Tops, ale nasz menadżer - lokalny DJ - dostał kopię nagrania. Nagraliśmy ją pod szyldem jego wytwórni Scudder Records - głównie dlatego, że chcieliśmy wziąć udział w lokalnym show telewizyjnym w Memphis, Talent Party, którego gospodarzem był kumpel Elvisa George Klein. Żeby wystąpić w tym show, trzeba było mieć piosenkę zarejestrowaną na taśmie. Nagrywaliśmy w Sam Phillips Studio, pod okiem producenta Knoxa Phillipsa. Po raz pierwszy pracowaliśmy wtedy w studio... okazało się, że to zupełnie inna bajka niż granie na żywo, z którym dotąd byliśmy obeznani. W studio czujesz się jak pod mikroskopem - pamiętam, że bardzo mi to wtedy przeszkadzało. Pamiętam, jak Knox powtarzał: "Jeszcze jedno podejście, Jim", a ja odpowiadałem mu na to: "Rany, Knox, zaśpiewałem to już dwa razy". Nie miałem wtedy absolutnie pojęcia, jak przebiega proces nagrań w studio, ani o co tak naprawdę chodzi w muzycznym biznesie... Wszystko, co podówczas znałem, to granie na żywo albo próby - wszystko to było o wiele większą zabawą, niż utknięcie w studio bez okien... W każdym razie, Knox był prawdziwym zawodowcem i wiedział, co robił, więc w końcu udało mu się wyegzekwować ode mnie to, czego chciał i utrwalić to na taśmie. Ostatecznie, wzięliśmy udział w tamtym show telewizyjnym, by kilka dni później dowiedzieć się od naszego menadżera, że właśnie przyjęła nas pod swoje skrzydła nowa wytwórnia. Nazywała się ATCO - później dowiedziałem się, że była pododziałem Atlantic Records. Tu mała ciekawostka - nigdy nie zarobiliśmy grosza na tym nagraniu, więc byłem przekonany, że nasz menadżer po prostu wydrukował garść naklejek ATCO i ponaklejał je na kopie płyt pod szyldem Scudder Records... Niedawno - jakieś dwa lata temu - dowiedziałem się jednak ku mojemu zdumieniu i zachwytowi, że naprawdę mieliśmy wtedy kontrakt z ATCO Records!
HARD ROCK SERVICE: Kolejnym ważnym zespołem, z którym współpracę musimy przedyskutować, była kapela Target. Grałeś w niej w późnych latach '70. jak przedstawiał się Wasz muzyczny profil?
JIMI JAMISON: Target było kapelą ciężką, rockową i bardzo bezpośrednią. Co prawda, nasze prawdziwe brzmienie nigdy nie uzyskało odpowiedniego odzwierciedlenia w nagraniach, których dokonaliśmy... głównie przez to, że producenci na ogół nie pojmowali, o co chodziło zespołowi. Nigdy nie pokusili się o posłuchanie nas na żywo i ich wizje bardzo rozmijały się z naszymi. Gdybyśmy wtedy mieli choćby takiego Mutta Lange'a za kosolą producencką - byłoby inaczej i o wiele lepiej.
HARD ROCK SERVICE: Grając w Target, miałeś okazję otwierać koncerty takich sław jak Black Sabbath, Boston czy KISS. Jak wspominasz tamte doświadczenia?
JIMI JAMISON: To były jedne z najlepszych chwil naszego życia. Udało nam się być w trasie z niemal każdym liczącym się zespołem tamtego okresu. Znów przypomina się, jak to było siedzieć w barze z Ozzym i słyszeć "ostatnia kolejka", po czym Ozzy zamawiał zwykle jakieś trzydzieści dwa drinki... ha! Pewnego wieczoru szliśmy akurat z Ozzym hotelowym korytarzem, mijając rozstawionych po obu stronach pod ścianami ludzi w czarnych szatach, z zapalonymi świecami... Oz spojrzał wtedy na mnie i mruknął pod nosem "możesz w to uwierzyć?..." Dosłownie Książę Ciemności! Sabbath... wspaniali ludzie bez wybujałych ego gwiazd rocka... moje najlepsze wspomnienia z trasy koncertowej.
HARD ROCK SERVICE: Podobno członkowie Target wciąż spotykają się okazjonalnie i grywają razem. Czy uczestniczysz lub kiedykolwiek w tym uczestniczyłeś? Jak wspominasz te wczesne lata kariery?
JIMI JAMISON: Tak, uczestniczę w tym. Trochę czasu minęło już od ostatniego naszego wspólnego show... Tamte wczesne lata koncertowania były wspaniałym doświadczeniem. W tym okresie nauczyłem się więcej, niż kiedykolwiek później. To była ciężka praca, ale także i świetna zabawa.
HARD ROCK SERVICE: W tamtych dniach śpiewałeś także sporo w chórkach. Z jakimi zespołami współprcowałeś? Opowiedz trochę o tamtych doświadczeniach.
JIMI JAMISON: Joe Walsh, Ten Years After, Jeff Healy, Molly Hatchet, ZZ Top, Gary Chapman, Johnny Diesel, Rick Vito, George Throgood... naprawdę, sporo tego, zbyt wiele, by przypomnieć sobie wszystkich! Śpiewałem na tak wielu albumach ZZ Top, że Billy [Gibbons] awansował mnie na honorowego czwartego członka zespołu... Mnóstwo nagrań, w których brałem udział, było produkowanych przez Terry'ego Manninga; był to niesamowity producent. Praca z nim była ściśle określona w każdym calu - 3 godziny i album był gotów. Całość chórków na pierwszy album ZZ Top została nagrana na strychu Terry'ego; wkrótce potem, przeprowadził się na Bahamy. Ściągał mnie więc tam do studia w - powiedzmy - poniedziałek, we wtorek nagrywaliśmy wszystkie wokale, a w środę siedziałem już na pokładzie samolotu powrotnego do domu...
HARD ROCK SERVICE: Pierwsza połowa lat '80 przyniosła w Twojej karierze współpracę z heavy metalowym zespołem Cobra. W 1983 wydaliście debiutancki album; nakręcony został również wideoklip do utworu Blood On Your Money. Jak wspominasz czasy cięższej brzmieniowej stylistyki charakteryzującej Cobrę i okres grania w zespole?
JIMI JAMISON: Współpraca z Cobrą naprawdę mi się podobała. Cięższe brzmienia bliższe były stylistyce mojego starego zespołu Target, więc nie było mi trudno się przestawić... Kapela bazowała na niezłym misz-maszu geograficznym - Many Meyer i Tommy Keiser byli ze Szwajcarii, Jack Holder i ja z Memphis, a Jeff Klaven z Illinois. Nagraliśmy faktycznie tylko jeden album - First Strike - dla Epic Records. Pojechaliśmy w pierwszą trasę razem z Quiet Riot i grywaliśmy także z Nazareth, nie da się jednak tego porównać ze wspaniałymi czasami tras koncertowych Target.
HARD ROCK SERVICE: Teraz skupmy się na najważniejszej części Twojej kariery - w 1984 roku zostałeś wokalistą AOR-owego zespołu Survivor, znanego podówczas głównie z ich przeboju Eye Of A Tiger ze ścieżki filmu Rocky III. Jak wspominasz moment przyjęcia do zespołu? Czy dla heavy metalowego wokalisty przejście do bardziej przyjaznej radiu, lżejszej stylistyki Survivor nie było lekkim szokiem?
JIMI JAMISON: Masz absolutną rację... Gdy otrzymałem zaproszenie na przesłuchanie od ich menadżera Ricka Weiganda, nawet nie chciałem tam pójść. Znałem piosenkę Eye Of A Tiger i wiedziałem o jej sukcesie, ale będąc szczerym... byłem wtedy przyzwyczajony do o wiele cięższej muzyki i w związku z tym sądziłem, że to raczej popelina. Miałem już nawet zawiadomić ich, że nie mogę przyjść... Pod przymusem przyjaciół przesłuchałem ich dwa albumy; było na nich kilka dobrych piosenek, więc... ostatecznie zdecydowałem się pójść. W noc przed przesłuchaniem, Rick i Marc Droubay - perkusista Survivor - wyciągnęli mnie z domu i wszyscy strasznie się schlaliśmy. W konsekwencji, następnego dnia wybrałem się do magazynu dywanów - gdzie podówczas Survivor miało próby - z olbrzymim kacem... Spotkałem się z resztą zespołu, zaśpiewałem parę piosenek... Okazali się być dobrymi muzykami i ich brzmienie także było niezłe, niemniej jednak nie myślałem o tym zbyt długo. Wróciłem do domu i powiedziałem przyjaciołom: "Dobra, zrobiłem to, jesteście zadowoleni?..." i ani przez moment nie wróciłem do tego myślami. Dla Waszej wiadomości - Rick Weigand, który zaoferował mi śpiewanie w Survivor, to także osoba odpowiedzialna za całokształt istnienia grupy. Znał wcześniej Peterika i Sullivana i wpadł na pomysł połączenia ich muzycznego potencjału. Zawiózł nawet Sullivana do domu Peterika i przedstawił ich sobie - reszta jest historią.
HARD ROCK SERVICE: Jak Twoje podejście do muzyki Survivor zmieniło się przez lata współpracy z zespołem?
JIMI JAMISON: Moje pierwsze wrażenie uległo całkowitej zmianie wraz z upływem lat. Było coraz lepiej i lepiej. W gruncie rzeczy, jedyną stałą przez wszystkie te wzloty i upadki pozostawała jakość muzyki i sposób jej wykonania, które uważam za możliwie najlepsze.
HARD ROCK SERVICE: Które albumy i piosenki Survivora są Twoimi osobistymi ulubieńcami? Które wydają Ci się w jakiś sposób wyjątkowe?
JIMI JAMISON: Mój ulubiony album Survivor to Too Hot To Sleep... zbliżyliśmy się tam do sposobu, w jaki zawsze chcieliśmy brzmieć. Moją ulubioną piosenką jest prawdopodobnie Across The Miles, ex equo z tytułowym numerem - Too Hot To Sleep. Moim drugim faworytem albumowym jest When Seconds Count - jest tam kilka naprawdę świetnych kawałków.
HARD ROCK SERVICE: Przez okres grania w Survivor, jakie było Twoje podejście do piosenek z ery Dave'a Bicklera - Eye Of A Tiger i innych?
JIMI JAMISON: Nie miałem absolutnie nic przeciwko temu. Byłem wokalistą w zespole, który już wcześniej nagrywał i wszyscy lubiliśmy te piosenki. Śpiewałem więc po swojemu i nigdy się specjalnie nad tym nie zastanawiałem.
HARD ROCK SERVICE: Co uważasz za największy sukces, najlepszy moment kariery z Survivor?
JIMI JAMISON: Muzycznie byliśmy na najwyższym poziomie w momencie nagrywania Too Hot To Sleep. Wiedzieliśmy, że udało nam się stworzyć rewelacyjny album... ale jeśli mówimy o sukcesie w ścisłym znaczeniu tego słowa, nie możemy zapominać o momencie tuż po wydaniu Vital Signs - MTV zainteresowała się wtedy zespołem i przez kilka tygodni nasz teledysk był na pierwszym miejscu list przebojów... Zrobiliśmy po tym także kilka innych teledysków, które były często emitowane.
HARD ROCK SERVICE: W latach '80 scena rockowa dzieliła się na dwie frakcje - glam metalowe zespoły jak Poison czy Mötley Crüe oraz AOR-owe kapele pokroju Survivor, Foreigner, REO Speedwagon... Czy można było mówić o rywalizacji albo antypatii pomiędzy nimi?
JIMI JAMISON: W gruncie rzeczy nie. Instytucje z zewnątrz, jak MTV, zawsze próbowały podtrzymać atmosferę fikcyjnych konfliktów choćby przez bloki programowe takie jak Friday Night Video Fights... ale my nigdy nie mieliśmy problemów z żadnym zespołem i ze wszystkimi dobrze się dogadywaliśmy.
HARD ROCK SERVICE: Dlaczego w 1989 roku odszedłeś z Survivor?
JIMI JAMISON: Tak naprawdę wtedy nie odszedłem z zespołu; zdecydowałem się po prostu nagrać coś solo. Po tym jak wytwórnia i CBS zawiodła w kwestii promocji Too Hot To Sleep, mieliśmy serdecznie dość całej tej sytuacji - pracowaliśmy bardzo ciężko tylko po to, by nakręcać spiralę cudzej kontroli nad nami. Mieliśmy dość nagrywania przebojów i wracania do domu z pustymi kieszeniami, więc wszyscy daliśmy sobie z tym spokój, by uporać się z własnym zawodem. Przy okazji, wszyscy zaangażowaliśmy się też w różne poboczne projekty.
HARD ROCK SERVICE: Lata '90 zdecydowanie nie były najlepsze dla członków Survivor. Ciąg powrotów i odejść Dave'a Bicklera, procesy sądowe, jakie wytoczyli Ci koledzy za bezprawne ich zdaniem używanie nazwy zespołu...
JIMI JAMISON: Tak, ten okres w historii Survivor był totalnym nieporozumieniem; przestaliśmy się dogadywać.
HARD ROCK SERVICE: Powróciliście jednak w 2000 roku, znów z Tobą za mikrofonem. Jak oceniasz jedyny album wydany współcześnie przez Survivor - Reach?
JIMI JAMISON: Na początku nie byłem pewien tego przedsięwzięcia, ale po kilku przesłuchaniach uznałem wreszcie, że to całkiem dobra płyta. Może i mogłaby być lepsza, fakt... ale muszę przyznać, że na chwilę obecną wydaje mi się naprawdę niezłym nagraniem. Co jest ciekawostką, moja córka Amy Jamison współtworzyła Gimme The Word, jedną z piosenek na Reach.
HARD ROCK SERVICE: Prócz Ciebie, na Reach udziela się wokalnie także... Frankie Sullivan. Skąd ten pomysł?
JIMI JAMISON: Całkiem dobrze szło mu wówczas śpiewanie, więc pomyśleliśmy... dlaczego nie!
HARD ROCK SERVICE: Dlaczego w 2006 roku ponownie opuściłeś Survivor?
JIMI JAMISON: Tak naprawdę nie miałem innego wyboru. Tkwienie w zespole nie przynosiło w tamtym momencie żadnego dochodu, a ja nie miałem czasu, by siedzieć i czekać, aż coś zacznie się dziać.
HARD ROCK SERVICE: Teraz skupmy się na Twojej twórczości poza zespołem. Mówi się dużo o Twoim udziale na soundtracku do motywu przewodniego serialu "Słoneczny Patrol" - I'm Always Here. Udzielałeś się także na innych ścieżkach dźwiękowych, czy mógłbyś wymienić najważniejsze?
JIMI JAMISON: "Dziewczyna z Jersey" ("Jersey Girl"), "Zawód: szpieg" ("Spy Game"), "Video On Trial", "Duży gruby kłamczuch" ("Big Fat Liar"), Oficer Blart ("Mall Cop"), "Tygrysy murawy" ("Kicking and Screaming") i kilka innych - zarówno seriali telewizyjnych, jak i filmów.
HARD ROCK SERVICE: Twoim pierwszym albumem solowym po rozstaniu z Survivor było When Love Comes Down, wydane w 1991 roku. Jak oceniasz z perspektywy lat swoje pierwsze wydawnictwo?
JIMI JAMISON: Wiesz... gdy oglądasz się za siebie i analizujesz rzeczy już dokonane, zawsze zauważasz, co warto byłoby poprawić. Jako całość lubię tę płytę... ale jeśli mówimy o patrzeniu na nią z pewnej perspektywy, kilka rzeczy zrobiłbym inaczej.
HARD ROCK SERVICE: Pomiędzy wydaniem Twojej pierwszej płyty i najnowszej, z 2008 roku, minęło prawie osiemnaście lat. Jak podsumowałbyś ten okres? Czy rozwinąłeś się przez ten czas jako artysta?
JIMI JAMISON: Sądzę, że tak. W gruncie rzeczy przez ten czas praktycznie nieprzerwanie występowałem, pisałem i nagrywaniem - to jest właśnie to, czym się w życiu zajmuję. Tym zajmowałem się w muzyce również i lata temu, jeszcze zanim zacząłem traktować to jako biznes... i oczywiście, im więcej czegoś robisz, tym bardziej rozwijasz swoje umiejętności w tej dziedzinie.
HARD ROCK SERVICE: Współpracowałeś już z wieloma różnymi artystami, jak z Billym Gibbonsem z ZZ Top czy Joe Walshem. Z kim jeszcze chciałbyś pracować w przyszłości?
JIMI JAMISON: Wiesz... jestem wielkim fanem Erica Claptona. Nie masz gdzieś przypadkiem jego numeru telefonu?
HARD ROCK SERVICE: Niestety, chociaż sama chętnie zrobiłabym z niego dziennikarski użytek! Pozostając w temacie współpracy z innymi tuzami muzycznej sceny - czytałam gdzieś, że miałeś szansę dołączyć do Deep Purple. Dlaczego koniec końców nic z tego nie wyszło?
JIMI JAMISON: Poszedłem wtedy do wytwórni i zawiadomiłem ich, że zaproszono mnie do Deep Purple... Sądziłem, że będą podekscytowani, okazali się jednak być dalecy od wszelkiej ekscytacji. Właśnie wydali tonę pieniędzy na realizację mojego nagrania i nie chcieli dopuścić do zaistnienia jakichkolwiek czynników zaburzających proces, w który zainwestowali... Byłem związany kontraktem, zajęty trasą koncertową w ramach promocji płyty, więc z mojej przynależności do Deep Purple zwyczajnie nic nie wyszło. To był naprawdę przygnębiający moment.
HARD ROCK SERVICE: W 2008 roku wydałeś długo oczekiwany album solowy Crossroads Moment. Skąd taki właśnie tytuł?
JIMI JAMISON: Sądzę, że w którymś momencie wszyscy osiągamy w życiu punkt, w którym będąc pytamy sami siebie "dokąd zmierzamy?" "Crossroads Moment" to fraza, która oznacza dokładnie to samo. Pomyśleliśmy, że ten właśnie tytuł najlepiej odzwierciedli całość zgromadzonego na płycie materiału.
HARD ROCK SERVICE: Ten album to także songwriterska współpraca z Twoim byłym kolegą z Survivor, Jimem Peterikiem. Jak wspominasz ponowne połączenie sił z Jimem i proces tworzenia materiału na płytę?
JIMI JAMISON: Było naprawdę świetnie. Jim i ja daliśmy razem parę występów jeszcze przed przystąpieniem do realizacji płyty. Gdziekolwiek byśmy się nie pojawili - ludzie, zarówno publiczność, jak i nawet inni wokaliści i muzycy wydawali się być bardzo podekscytowani naszym ponownym połączeniem sił. Stąd też, gdy tylko dostałem ofertę nagrania płyty od Frontiers, zadzwoniłem do Jima i zapytałem, czy chce wziąć w tym udział. Zaiskrzyło - i tak powstało kilka naprawdę świetnych piosenek. Zwykliśmy wtedy siadywać razem w małym barze i po prostu rozmawiać o tym, co działo się w naszym życiu i czego doświadczyliśmy przez lata. Te rozmowy stały się później poszczególnymi utworami.
HARD ROCK SERVICE: Które piosenki z płyty są Ci najbliższe?
JIMI JAMISON: As Is, Crossroads Moment, Can't Look Away.
HARD ROCK SERVICE: Podczas prac nad płytą, czy nie kusił Cię pomysł wydania płyty brzmiącej bardziej nowocześnie, mniej klasycznie - co zapewne przyciągnęłoby współczesną publiczność i ponownie rozsławiło Twoje imię na rynku muzycznym?
JIMI JAMISON: Tak... ale kiedy przemyślałem to i przystąpiłem do nagrywania poszczególnych piosenek, zdałem sobie sprawę, że muszę jednak pozostać tym, kim jestem. Oczywiście, myślałem o pójściu w trochę innym kierunku, ale w ostatniej chwili nie odważyłem się na to. Chociaż... mogę zawsze zrobić to kiedy indziej, ha!
HARD ROCK SERVICE: Jedną z najbardziej wyjątkowych piosenek na Crossroads Moment jest That's Why I Sing. W moim odczuciu może być postrzegana jako wiodący motyw całej płyty. Co oznacza dla Ciebie?
JIMI JAMISON: To właściwie bardzo stara piosenka, napisana jeszcze w późnych latach osiemdziesiątych. Dla mnie to jak wykrzyczenie, że marzenia mogą się spełnić - więc trzeba ruszyć z nimi z miejsca, wziąć los w swoje ręce i powiedzieć to całemu światu.
HARD ROCK SERVICE: Inną piosenką z płyty, która momentalnie przykuwa uwagę, jest Friends We Never Met. Opowiedz o przesłaniu do fanów, które niesie z sobą ten utwór.
JIMI JAMISON: Zawsze tak jest, gdy gramy od miasta do miasta i widzimy twarze w tłumie... każdego z tych ludzi moglibyśmy znać, każdy z nich udziela nam ogromnego wsparcia. Nigdy nie uda nam się ich wszystkich spotkać, ale uważamy ich za swoich przyjaciół.
HARD ROCK SERVICE: W When Rock Was King możemy usłyszeć kilka najjaśniejszych gwiazd melodic hard rocka - Joe Lynn Turnera, Mickey'a Thomasa [Starship], Dona Barnesa [38 Special], Jima Peterika, Dave'a Bicklera [pierwszego wokalistę Surivor] i Mike'a Reno [Loverboy]... Opowiedz proszę o przesłaniu tej piosenki oraz o zaproszonych do współpracy wokalistach.
JIMI JAMISON: Mieliśmy pomysł, by napisać piosenkę w hołdzie latom '80 z kilkoma małymi aluzjami względem piosenek wtedy powstałych i - z szacunku do ówczesnej muzyki - wspomnieniem tamtych zespołów. Jeśli chodzi o gościnny udział wszystkich tych wokalistów - wszyscy oni są moimi dobrymi przyjaciółmi... moimi braćmi... którzy bez jakiegokolwiek wynagrodzenia zgodzili się wziąć udział w nagraniu poświęcając własny czas i udzielili mi ogromnego wsparcia. Ich wokale idą ręka w rękę z ogólnym przesłaniem piosenki.
HARD ROCK SERVICE: Czy to prawda, że She's Nothing To Me została zainspirowana Missing You z repertuaru Johna Waite'a?
JIMI JAMISON: Tak, to prawda.
HARD ROCK SERVICE: Co sądzisz o współczesnej scenie muzycznej, jak wypada porównanie obecnej sytuacji rynku muzycznego z latami '70/'80?
JIMI JAMISON: Nowe piosenki, grane współcześnie w radiu, nie pochodzą z repertuaru zespołów z lat '70/'80. Właściwie, zespoły z tego okresu praktycznie nie istnieją dla masowego odbiorcy. Wydanie nowej płyty w dzisiejszych czasach jest jak rzucenie na stół wizytówki, na zasadzie "posłuchaj tego i zatrudnij mnie do zagrania tego na żywo". Muzyka na żywo to nasz sposób na przetrwanie we współczesnym świecie.
HARD ROCK SERVICE: Niedawno robiłam wywiad z Howardem Leesem, gdzie rozmawialiśmy o Twoim udziale w jego solowej płycie Secret Weapon. Opowiedz o kulisach współpracy z Howardem i nagrywaniu piosenki The Vine. Co najbardziej Cię w niej przyciągnęło?
JIMI JAMISON: Howard przesłał mi tę piosenkę i poprosił, bym zaśpiewał. Od razu się zgodziłem. Z tego, co wiem, początkowo miała zaśpiewać ją zwyciężczyni którejś edycji amerykańskiego programu Idol. Rezultat nie spodobał się jednak Howardowi, więc zapytał, czy nagram to raz jeszcze. To naprawdę wspaniała piosenka, która spaja całą płytę.
HARD ROCK SERVICE: Prócz stricte artystycznej twórczości, udzielasz się także charytatywnie. Opowiedz nam proszę o tym.
JIMI JAMISON: Gram charytatywne koncerty, by zbierać fundusze dla takich organizacji charytatywnych, jak choćby St Jude Childrens Hospital, Cancer Foundation, Dove House i wiele innych. To po prostu mój sposób na pomoc innym, skoro mam taką możliwość.
HARD ROCK SERVICE: Jakie są Twoje plany na przyszłość? Na Twojej stronie internetowej widnieją daty koncertów w Stanach - czy są szanse, byś w najbliższym czasie przyjechał do Europy na koncerty?
JIMI JAMISON: Tak... oczywiście, wybieram się do Europy, by zagrać trochę koncertów tu i tam... może nawet całą trasę. Poza tym - mój dobry przyjaciel Bobby Kimball i ja jesteśmy w trakcie rozmów na temat nagrania płyty w duecie. Byłoby świetnie.
HARD ROCK SERVICE: Raz jeszcze dziękuję serdecznie za wywiad! Na koniec, tradycyjnie poproszę o słówko dla czytelników Hard Rock Service i Twoich polskich fanów...
JIMI JAMISON: Wszystkim moim polskim przyjaciołom dziękuję bardzo za wstęp do ich serc i umysłów. Życzę Wam, byście zawsze byli szczęśliwi i otaczali miłością wszystkich dookoła.
Oficialna strona artysty: www.jimijamison.com
Twisted 31.03.2010
(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony artysty i zostały użyte za jego pozwoleniem)
English version / wersja angielska
|