|
Skład: Jani Lane - śpiew; Matt Cleary - gitara; Dave Brooks - chórki; Mark Matthews - gitara basowa; Adam Mercer - perkusja
Produkcja: Shawn Hackel i Jani Lane
Jestem wielkim fanem Warrant. Lubię ich wszystkie płyty, nawet znienawidzone przez większość Belly To Belly czy Ultraphobic. Z tym wiekszą niecierpliwością oczekiwałem na solową płytę Janiego Lane'a. Wydawało się, że to wydawnictwo będzie "jednorazowym wyskokiem", jednak po ostatnich wydarzeniach w obozie Warrant wygląda na to, że ten projekt ma szansę stać się "pełnometrażowym".
Pierwsze co się rzuca w oczy, to że album brzmi jakby został nagrany na "żywo". Coś w stylu chłopaki się skrzyknęli, podłączyli prąd i nagrali płytę, pełen spontan. Robota producencka jest tu szczątkowa, w zasadzie nie można o żadnej mówić. Brzmienie jest ostre, chropowate jak na produkcji live, nawiasem słyszałem wiele lepiej wyprodukowanych koncertówek. Jednak tak naprawdę nie o produkcję w tym wydawnictwie chodzi... Jani Lane nagrał płytę nowoczesną, świeżą, jednak wciąż osadzoną w tych wariackich czasach Warrant. Gitary grają na nowoczesną modłę amerykańską, a więc mnóstwo gęstych, "rwanych" i przerywanych co chwila riffów. Na pierwszy rzut oka może brzmieć to nieco chaotycznie, jednak głos Janiego to wszystko składa do kupy. Stylistycznie jest to podobne do Marvellous 3, solowego Butcha Walkera czy London Calling (polecam ich płytę). Grę gitarzystów, gdy sie uprzeć, można podpiąć pod nu-breed, jednak jest to naprawdę melodyjne i zagrane z wielka energią. Jeśli szukać odniesień do Warrant, to oczywiście chodzi o głos i melodie układane przez Janiego. Sam wokal (z którym jak wiemy bywało różnie) brzmi tutaj naprawdę doskonale, w mojej prywatnej opinii równie dobrze co na klasykach Warrant
Podsumowując, jeśli nie przeraża Was trochę odmienny strój gitar od tradycyjnego "hairmetalowego", to dajcie tej płycie szansę. Sądzę, że fani Warrant nie powinni czuć się zawiedzeni, ja się nie czuję...
Oficjalna strona artysty: www.janilane.net
Vandervelde lipiec 2004
|