Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

JAMES LABRIE - Static Impulse [2010]
Wydawca: InsideOut Music

  1. One More Time
  2. Jekyll Or Hyde
  3. Mislead
  4. Euphoric
  5. Over The Edge
  6. I Need You
  7. Who You Think I Am
  8. I Tried
  9. Just Watch Me
  10. This Is War
  11. Superstar
  12. Coming Home
  13. Jekyll Or Hyde (demo) [bonus w limitowanej edycji]
  14. Coming Home (alternate mix) [bonus w limitowanej edycji]
Static Impulse

Skład: James LaBrie - śpiew; Matt Guillory - instrumenty klawiszowe, chórki; Marco Sfogli - gitary; Peter Wildoer - perkusja, krzyczany śpiew; Ray Riendeau - gitara basowa

Produkcja: Matt Guillory i James LaBrie

Jamesa LaBrie nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten znakomity wokalista to przede wszystkim główny głos progresywnego tytana Dream Theater, a także sporadyczne wsparcie wokalne mniej lub bardziej znanych progresywnych tworów. Kanadyjski wokalista nie stroni również od pomysłów w pełni autonomicznych, których ujście znajduje w solowej twórczości. Do tej pory na koncie LaBrie znalazły się trzy takie albumy: Keep It To Yourself z 1999 roku, MullMuzzler 2 z 2001 oraz Elements Of Persuasion z 2005 roku, a na dniach premierę miał jego czwarty solowy album zatytułowany Static Impulse.

Tak jak bywało to przy poprzedniej twórczości Kanadyjczyka, również i przy jego najnowszym albumie wielką rolę odegrał klawiszowiec i wokalista Matt Guillory. To właśnie on oraz LaBrie odpowiedzialni są za kształt konstrukcji na Static Impulse. Tę dwójkę dodatkowo uzupełnilii gitarzysta Marco Sfogli, perkusista i wokalista Peter Wildoer (grający w szedzkim thrash metalowym zespole Darkane) oraz basista Ray Riendeau (występujący w formacji Halford). Być może nie są to - wyłączając oczywiście LaBrie - nazwiska, które byłby w stanie przyspieszyć o szybsze bicie serca, ale na pewno stanowią gwarancję dopracowanej sekcji instrumentalnej. Bo pomimo, że w szerokim medialnym obiegu Static Impulse promowany jest jako solowy krążek Jamesa LaBrie, to trudno byłoby umniejszyć rolę pozostałych muzyków. Wszak Sfogli nagrał dużą ilość mięsistych riffów, a jego solówek gitarowych nie usłyszymy tylko na ostatnim utworze. Tak jak świetnie komponują się drapieżne wokale Wildoera z różnorodnością wokalną LaBrie, tak samo sprawnie szwedzki perkusista współpracuje z wspominanym Sfoglim oraz basistą Riendeau. Oczywiście, co nakreśliłem w drugim akapicie, za kompozycje odpowiadają przede wszystkim LaBrie i Guillory, a wokale tego pierwszego rozepchane są na pełne pięćdziesiąt minut muzyki, ale dobrze, że wokalista Dream Theater pomyślał o zaangażowaniu sprawnych instrumentalistów. O następcy Elements Of Persuasion można śmiało powiedzieć, że ma coś w sobie z tytułu drugiego utworu, bo niniejszy krążek to sprawne połączenie właściwych LaBrie prog i art rockowych koncepcji, które w tym wypadku będą uchodzić za dra Jekylla oraz ostrych, mięsistych riffów i growlingu, które przejmują rolę pana Hyde. Więcej trzeba oddać chyba tej drugiej grupie pomysłów i to nie tylko dlatego, bo utwory zawarte na Static Impulse są relatywnie krótkie (od trzech do pięciu minut), ale przede wszystkim dlatego, bo taki plan zakładali LaBrie i Guillory, którzy w przedpremierowych wywiadach mówili o swoich fascynacjach ciężkimi odmianami metalu. To jest odczuwalne, bo choć muzycy nie zrezygnowali z balladowych delikatesów, to ich ilość ogranicza się do jednej klasycznej kołysanki (Coming Home) oraz dwóch oszukanych ballad (Euphoric i Just Watch Me), które "pod skórą" posiadają dużo mocy. Pozostała część materiału to świetnie brzmiące, soczyste konfrontacje metalu z artyzmem. Zwrot ku agresywnemu brzmieniu to duży atut tego wydawnictwa, bo pokazuje to siłę wokali LaBrie w innych aranżacjach niż tych, w których jest powszechnie znany. Static Impulse tym różni się od poprzednich solowych albumów wokalisty Dream Theater, że w tym przypadku o wiele częściej musi on wyciągać swoje struny odnajdując się w twardych, mocnych kompozycjach oraz w muzycznych dialogach z growlującym Wildoerem. Kanadyjski wokalista z zadania wywiązuje się znakomicie. A wypadałoby też wspomnieć o bezboleśnie przemyconych melodiach do Static Impulse, które najpewniej z inicjatywy Matta Guillory rozciągają się na liniach części utworów, w sposób oczekiwany (np. I Tried) lub zupełnie zaskakujący (np. This Is War).

Jestem w stanie zaryzykować twierdzenie, że gdy szanowny twórca wysłuchuje finalnego dzieła swojej pracy to musi być z niego bardzo zadowolony. Pomimo że James LaBrie od czasu do czasu dostaje w Teatrze Marzeń możliwość komponowania, to na pewno jego ambicję zaspokajają dopiero solowe krążki, takie jak Static Impulse. Kanadyjski wokalista chciał napisać coś bez dużego stopnia komplikacji, łatwego, ale nie prostego, albumu, który będzie dobrze eksponował to, w czym jest najlepszy - jego wokale. Dodając do tego jeszcze naprawdę umiejętnie narysowany kontrast pomiędzy dwoma biegunami brzmienia można na ręce twórców złożyć wyrazy szacunku.

Oficjalna strona artysty: www.jameslabrie.com

Robert Bronson
październik 2010

arktyka.wordpress.com