|
Jak dowodzi historia muzyki, przede wszystkim rockowej i metalowej, długoletnie istnienie kapeli i nagrywanie świetnych albumów nie stanowi gwarancji odniesienia sukcesu komercyjnego i, co za tym idzie, posiadania statusu gwiazdy. Jednym z tej grupy zespołów jest niemiecki (teraz już niemiecko - szwedzki) Jaded Heart. W moim mniemaniu, grając hard rocka z mocnymi wpływami melodic i heavy metalu, zasłużyli na uznanie, mimo wszystko trochę szerszego grona słuchaczy. Jeśli nieobce są Wam klimaty m.in. Bonfire, Place Vendome czy Pretty Maids, ich muzyka może również i Wam przypaść do gustu.
Z racji mojego bardzo ciepłego stosunku do ich twórczości, w naszym kąciku wywiadowczym, tym razem proponuję rozmowę z basistą zespołu Michaelem Muellerem - jednym z założycieli Jaded Heart. Wywiad traktuje bardzo przekrojowo o starszej i najnowszej historii zespołu, ostatniej studyjnej płycie i kilku innych luźnych tematach. Bardziej szczegółowo o bandzie możecie poczytać na stronie internetowej http://www.myspace.com/thebandjadedheart, gdzie wysłuchacie również kilku utworów z ich ostatnich dwóch albumów.
MAREK WILGOS: Zanim przejdziemy do spraw najnowszych, porozmawiajmy chwilę na temat przeszłości. Powstaliście w 1990 roku. Wydaliście 9 albumów (8 studyjnych + 1 składak). Jak oceniłbyś przez pryzmat czasu rozwój Waszej kariery? Czy wszystko potoczyło się tak jakbyście sobie tego życzyli?
MICHAEL MUELLER: W większości tak. Oczywiście musieliśmy znaleźć właściwy kierunek i mieliśmy parę zmian składu w przeszłości, które nie były łatwe dla zespołu. Ale w sumie świetnie się bawiliśmy i wciąż jesteśmy w stanie nagrywać płyty. Wiele innych kapel rozpadło się po nagraniu swojej 3-ej płyty, a my wciąż istniejemy.
MAREK WILGOS: Kilkanaście lat temu do życia budził się grunge. Wtedy klasyczny metal i hard rock były raczej w odwrocie. Nie baliście się, że możecie podzielić los wielu innych kapel z tamtego okresu i dzięki fali tej muzyki zniknąć z rynku?
MICHAEL MUELLER: Nie. Zawsze robiliśmy muzykę, którą lubiliśmy, a w tym czasie nie był to grunge. Oczywiście były wtedy świetne zespoły takie jak Stone Temple Pilots czy Alice In Chains. Ale nie było dla nas tematu zmiany kierunku muzycznego.
MAREK WILGOS: Skąd nazwa zespołu? Były jakieś inne opcje?
MICHAEL MUELLER: W rzeczywistości to był mój pomysł. Mieliśmy parę innych opcji, ale nie pamiętam żadnej z nich. Przypuszczam, że byłem wtedy wielkim fanem Dokken, hahaha (utwór Jaded Heart pochodzi z płyty Dokken pt. Under Lock And Key z 1985 roku - przyp. autora).
MAREK WILGOS: Jesteś w kapeli od samego początku. Czemu zaczęliście wspólnie grać? Co was inspirowało?
MICHAEL MUELLER: Zacząłem grać na gitarze, kiedy usłyszałem Love Gun KISS. Zostałem bezpośrednio trafiony. Następnie zacząłem słuchać Iron Maiden i Priest. Stało się dla mnie oczywistym, że muszę grać w rockowym bandzie. Właściwie to moim pierwszym nagraniem był Hellraiser Sweet. Miałem wtedy około 10 lat...
MAREK WILGOS: A co w takim razie obecnie was inspiruje? Czego słuchacie na co dzień, co ma na was wpływ?
MICHAEL MUELLER: W większości hard rock i metal. Ale są również świetne popowe piosenki, których słucham. Jeśli chodzi o rocka, kocham King's X, Pantera, KISS, Killswitch Engage, Korn, Whitesnake, Mötley Crüe i tego typu rzeczy.
MAREK WILGOS: Jak długo graliście próby i jammowaliście, zanim znaleźliście wydawcę dla swojego pierwszego albumu? Macie z tamtego młodzieńczego okresu jakieś niepublikowane utwory?
MICHAEL MUELLER: Szukaliśmy kontraktu płytowego przez dwa lata, albo coś koło tego i wtedy skontaktowaliśmy się z ludźmi z Long Island Records. Prawdopodobnie są gdzieś jeszcze nasze stare nagrania, ale przypuszczalnie nie są one warte, by ich słuchać.
MAREK WILGOS: Tym, co może zaciekawić waszych fanów, to szczegóły dotyczące rozstania z jednym z założycieli zespołu wokalistą Michaelem Bormannem. Na swojej stronie internetowej Bormann raczej szorstko wypowiada się o tym fakcie. Mówi, że za jego plecami zatrzymaliście prawa autorskie do nazwy i logo zespołu. Wylaliście go z zespołu. Facet jest rozczarowany Waszą postawą. Dużo mówi o zawiedzionej przyjaźni. Przedstawisz Wasze stanowisko w tej kwestii. Dlaczego odszedł / został wylany?
MICHAEL MUELLER: Hmm, to jego historia. Czy naprawdę uważasz, że wylalibyśmy takiego świetnego wokalistę jak on? Tak za nic? Nie opowiadaliśmy w prasie żadnych świństw przez ostatnie 4 lata i wciąż nie zamierzamy tego robić. Jest to smutne, że on wciąż wypomina te gówno w prasie. My go nie zwolniliśmy. Było po prostu niemożliwym pracować z nim z pewnych powodów.
MAREK WILGOS: Na ostatnich albumach odeszliście od klasycznego stylu pisania nazwy i wprowadziliście logo. Czym podytkowana jest ta zmiana? Konflikt z Bormannem?
MICHAEL MUELLER: Nie, to po prostu znak, że idziemy w mocniejszym kierunku. Stare logo wciąż istnieje. Pamiętasz album IV? Pisownia nazwy zespołu była wtedy inna. Obecnie jest inny projekt. To wszystko.
MAREK WILGOS: W jaki sposób dokonaliście wyboru nowego wokalisty tj. Johana Wahlberga? Casting? Znajomości?
MICHAEL MUELLER: Nasz przyjaciel Michael Rosengren (były klawiszowiec Token) powiedział Johanowi, że szukamy nowego wokalisty. Johan skrobnął do nas e-mail i przesłał kilka plików ze swoimi wokalami. Następnie spotkaliśmy się w Niemczech na próbę weekendową. Z miejsca nas rozsadził.
MAREK WILGOS: Dwóch z was to Szwedzi, reszta Niemcy. Nie macie problemów z graniem prób, wspólnymi ćwiczeniami, spotykaniem się?
MICHAEL MUELLER: Podróżowanie po Europie jest dosyć tanie, a lot do Szwecji trwa tylko około 4 godzin, więc nie ma problemu. Mamy spotkania prawie co każde 4 tygodnie.
MAREK WILGOS: W składzie macie członków kilku innych kapel (The Sygnet, Mad Max, Scudiero, White Lion). Współpracujecie z tymi kapelami, a może gracie w jeszcze innych?
MICHAEL MUELLER: Grałem w The Sygnet, ale było to w 1998 roku. Zespół już nie istnieje. O ile wiem, to Scudiero jest projektem studyjnym. Jeśli jest problem z kalendarzem White Lion (klawiszowiec Henning Wanner udziela się w tym zespole - przyp. autora) mamy przyjaciela, który pomaga nam na klawiszach. Obecnie jestem zaangażowany w szwedzki projekt nazwany Constancia. Jest to zespół mojego kolegi Michaela Rosengrena ze Sztokholmu. Jest to bardziej progresywny materiał.
MAREK WILGOS: OK. Pogadajmy teraz o waszym ostatnim albumie. Został wydany w zeszłym roku, ale przyznaję, że do dziś go nie słyszałem. Załóżmy, że wasi fani też go nie słyszeli. Przedstaw w paru słowach, jaka muzyka się na nim znalazła, czego możemy oczekiwać, gdzie nagrywaliście, itp. No i przede wszystkim, czy jesteście z niego zadowoleni jako twórcy po paru miesiącach od premiery?
MICHAEL MUELLER: Uwielbiam ten album. To korzenie Jaded Heart w metalowym wydaniu. Wspaniałe melodie, głośne gitary i świetne wokale. Jestem wciąż bardzo usatysfakcjonowany z tej płyty. Nagrywaliśmy bas i bębny w Niemczech, a gitary i wokale w Szwecji. Pracowaliśmy wspólnie z Michaelem Vossem (Mad Max), Chrisem Lausmannem (ex- Bonfire) i Fredrikiem Folkare (Unleashed).
MAREK WILGOS: Dlaczego oni i jak udało wam się namówić ich do współpracy?
MICHAEL MUELLER: Vossi i Chris są naszymi starymi kumplami, a Dennisa znamy z tras z Pink Cream 69. Chcieliśmy mieć najlepszych ludzi na naszym albumie, więc po prostu zadzwoniliśmy do nich, czy byliby zainteresowani popracować z nami.
MAREK WILGOS: Jeden z Waszych albumów (IV) nagraliście w NWex Studio w Denver (Colorado), a produkcją zajął się Bobby Barth (Axe, Blackfoot). Dlaczego zdecydowaliście się nagrywać w Stanach? Podbój tego rynku? A może chęć jakichś zmian w stylistyce?
MICHAEL MUELLER: Był to pomysł naszej starej wytwórni MTM. Byli w kontakcie z Bobbym. Chcieli wielkiej produkcji albumu, jako że brzmienie naszych trzech pierwszych albumów nie było dobre. Brzmiały jak demo. Produkcja IV była naszą pierwszą profesjonalną sesją nagraniową.
MAREK WILGOS: Mimo rotacji na stanowisku producenta, moim zdaniem wszystkie wasze albumy charakteryzują się podobną produkcją i głębokim przestrzennym brzmieniem. Ciekawy jestem, z czego to wynika? Doszliście do perfekcji w tym, co chcecie osiągać podczas nagrywania? Jasno postawione cele? Zasługa producenta? Studio? Warsztatu muzyków?
MICHAEL MUELLER: Hmm, myślę, że jest tak, ponieważ dobrze wiemy, jak chcemy brzmieć. Mamy za sobą lata doświadczeń w nagrywaniu albumów i wiemy jak nasze instrumenty powinny brzmieć. Inna sprawa, że pracujemy ze świetnymi ludźmi takimi jak Chris Lausmann czy Vossi.
MAREK WILGOS: Gdzieś na necie widziałem teledysk do utworu Hero, słyszałem również jakieś sample. Gracie trochę ciężej czy mi się wydaje?
MICHAEL MUELLER: O tak. Kochamy grać heavy! Gra Petera Oestrosa na gitarze pchnęła nas w kierunku bardziej metalowym niż w przeszłości.
MAREK WILGOS: Nawiązując do mojego wrażenia, że album jest trochę mocniejszy, agresywniejszy, można zauważyć, że wcześniejsze płyty były bardziej w stylu AOR czy hard rock, a obecnie to melodic heavy metal (czy jak to nazwać). Świadomie obrany kierunek?
MICHAEL MUELLER: Tak, obecnie jako zespół jesteśmy w końcu w stanie grać bardziej w kierunku melodyjnego metalu. To jest to co, chcieliśmy zrobić w przeszłości.
MAREK WILGOS: Wasza muzyka nie ewoluuje zbyt agresywnie, na każdej płycie można znaleźć elementy rozpoznawalne dla Jaded Heart. Jaka jest Wasza recepta na utwór i album? Czy to kwestia konsekwencji w działaniu, podejścia do muzyki, a może coś innego? Opowiedz parę słów o sposobie tworzenia utworów, kto przynosi pomysły, obrabia riffy, teksty, itp.
MICHAEL MUELLER: Zbieramy nasze pomysły w domach i przesyłamy je drogą elektroniczną w jedną i drugą stronę. Czasami kiedy ćwiczymy, ktoś przyjdzie z pomysłem i zaczynamy pod niego jammować. Większość riffów wychodzi od Petera, a teksty od Johana. Pracujemy razem nad każdym utworem.
MAREK WILGOS: Dużo utworów odrzucacie z sesji nagraniowych, czy raczej nagrywacie tzw. skończoną ilość utworów z przeznaczeniem na dany album?
MICHAEL MUELLER: Tak, zawsze są jakieś utwory, które nie okazały się zbyt dobre. W większości przypadków przechowujemy tylko fragmenty tych utworów z myślą o przyszłych nagraniach.
MAREK WILGOS: Nagraliście świetne covery (Anastacia, N'sync). Macie jakieś inne?
MICHAEL MUELLER: Hehehe... będzie kolejny na następnym albumie...ale to wciąż sekret.
MAREK WILGOS: Do tej pory moim ulubionym albumem był The Journey Will Never End. Niezwykle świeży album, z kilkoma zaskakującymi rozwiązaniami kompozytorskimi (np. rapowanie). Nie myśleliście iść w tym kierunku?
MICHAEL MUELLER: To było zabawne. Było to wówczas bardzo popularne. Mieliśmy także świetnego producenta, który pchnął album w trochę mocniejszym kierunku (Tommy Newton z Victory, producent m.in. Keeper Of The Seven Keys Helloween).
MAREK WILGOS: A jak z perspektywy lat oceniasz wcześniejsze albumy?
MICHAEL MUELLER: Lubię IV i The Journey Will Never End. Trust ma swoje momenty, ale również i utwory, których nie mogę już znieść, hahaha... Wciąż kocham Helluva Time, bo tam w końcu znaleźliśmy nasz właściwy kierunek.
MAREK WILGOS: Gdy pisałem recenzję Helluva Time, z początku stawiałem ją niżej w hierarchii od pozostałych płyt. Obecnie znajduje się ona znacznie wyżej. Nie nudzi się, a muzyka na niej zawarta jest bardzo hitowa i melodyjna. Takie było zamierzenie?
MICHAEL MUELLER: Tak, oczywiście. Dzięki za miłe słowa. Uważam, że Johan ma bardzo potężny i melodyjny wokal.
MAREK WILGOS: Sporo utworów w Waszej dyskografii traktuje o relacjach damsko-męskich. Myślisz, że to typ muzyki, który gracie kieruje utwory w tym kierunku, czy lubicie tę tematykę i jest wam szczególnie bliska?
MICHAEL MUELLER: Nowe utwory nie są o klasycznych relacjach międzyludzkich. To był temat naszego starego wokalisty. Johan pisze bardziej o prawdziwym życiu i tym co się dzieje na świecie.
MAREK WILGOS: A jak wyglądają wskaźniki sprzedaży waszych albumów? Przypuszczam, że w Polsce nie wygląda to najlepiej! Gdzie Wasza muzyka jest najlepiej odbierana?
MICHAEL MUELLER: Właściwie to nie wiem, jak wiele sprzedajemy w Polsce. Chcielibyśmy przyjechać tu wkrótce na trasę. Wiem, że w Niemczech, Anglii, Hiszpanii i Japonii idzie bardzo dobrze.
MAREK WILGOS: Nagrywacie dla Frontiers Records. W tej stajni są m.in. Royal Hunt, Glenn Hughes, House Of Lords, Dokken, White Lion, Jorn, Primal Fear, Pink Cream 69 i wiele wiele innych. Jak układa się współpraca. Jesteście zadowoleni? Jakie działania promocyjne Wam proponują? Nie jesteście przez nich marginalizowani?
MICHAEL MUELLER: Świetna wytwórnia fonograficzna. Są naprawdę za klasycznymi rockowymi zespołami. Jesteśmy jedną wielką rodziną.
MAREK WILGOS: Na stronie www znalazłem zapis, że Wolf Hoffman z Accept zagrał z Wami na płycie Inside Out. Mógłbyś przybliżyć, jak doszło do tej współpracy i jaki był wkład Wolfa w ten album?
MICHAEL MUELLER: Zagrał główne solo w Excuse!. Byliśmy bardzo dumni, że mieliśmy go na pokładzie w tym utworze. W tym okresie jego żona pracowała z naszym ex-wokalistą i dlatego też byliśmy z nim w kontakcie.
MAREK WILGOS: Czy oprócz Wolfa Hoffmana mieliście jakichś innych znanych gości w trakcie którejkolwiek z sesji nagraniowych?
MICHAEL MUELLER: Tommy Newton zagrał solo na naszym najlepszym albumie (Excuse), Tommy Denander zagrał solo w Shores Of Paradise z Helluva Time, Sascha Gerstner z Helloween zagrał solo w My Eagers Red z Sinister Mind, Alex Beyrodt z Silent Force zagrał kilka melodii na Slaves And Masters, Bob Harris (były członek zespołu Franka Zappy) i jego żona zaśpiewali parę chórków na IV, Bobby Barth zagrał któreś solo gitarowe na IV.
MAREK WILGOS: W 2005 roku graliście europejską trasę koncertową z Helloween. Oni do Polski zawitali. Wy nie! Dlaczego tak się stało?
MICHAEL MUELLER: Byliśmy jedynie zakontraktowani na hiszpańską część tej trasy. Może następnym razem.
MAREK WILGOS: Graliście wspólnie koncerty z wieloma świetnymi kapelami (Helloween, Gotthard, Heaven's Gate, Axxis). Czy grywacie trasy jako headliner, czy raczej jako support? Jak przedstawia się Wasza działalność koncertowa? Dużo jeździcie? Jeżeli tak, to może opowiesz jakąś zabawną albo straszną historię, która miała miejsce w trakcie trasy.
MICHAEL MUELLER: Odnośnie tras, to zagraliśmy kilka sztuk jako headliner z tytułu Sinister Mind w Niemczech i Włoszech i jako "współheadliner" z The Poodles w Hiszpanii i ponownie w Niemczech. Graliśmy także świetne sztuki jako support dla UFO w 2007 roku. To też był świetny okres. Bardzo wesoło było podczas trasy we Wloszech kilka tygodni temu. Kiedy wspinaliśmy się po dachu (tu słowo, którego za Chiny nie udało mi się rozszyfrować - przyp. autora) spuściliśmy nasze spodnie ...hahahaha.... głupie ale zabawne!
MAREK WILGOS: Pewnie wiesz, że w Polsce nie jest łatwo zorganizować koncert. Promotorzy i kluby żądają ogromnych pieniędzy nie dając w zamian nic, promocja jest mizerna, fani nic nie wiedzą, a jeśli nawet, to albo im się nie chce, albo ceny biletów są diabelnie wysokie, podobnie zresztą jak płyt. Czy mimo takiego obrazu, jesteście gotowi odwiedzić nasz kraj i zaprezentować się na scenie?
MICHAEL MUELLER: Zrobilibyśmy to z przyjemnością. Potrzebujemy dobrego menedżera, który nas do was zabierze.
MAREK WILGOS: Nie macie w swojej dyskografii albumu DVD ani koncertówki. Najwyższy czas chyba podjąć takie wyzwanie, jak myślisz? Planujecie coś?
MICHAEL MUELLER: Tak, obecnie zbieramy videoclipy i materiał z naszych tras na nadchodzące DVD.
MAREK WILGOS: Co sądzisz o piractwie internetowym? Przyszłość plików mp3 i standardowych CD?
MICHAEL MUELLER: Hmmm, nie lubię piratów, bo oni kradną zespołom pieniądze. Musimy żyć bez wpływów z płyt, a wkładamy sporo serca i duszy w produkcję albumów. Z drugiej strony, płyty CD są bardzo drogie.
MAREK WILGOS: Czy utrzymujecie kontakty z muzykami, którzy od was odeszli? Np. z Michaelem Bormanem? Śledzisz jego karierę?
MICHAEL MUELLER: Nie, tylko z Barishem od czasu do czasu (Barish Kepic, gitarzysta JH w latach 1998-2006, obecnie PowerWorld - pzyp. autora). Ale nie widujemy się za często, ponieważ on mieszka w zupełnie innej części Niemiec.
MAREK WILGOS: Czym zajmujecie się poza muzykowaniem? Da się wyżyć z bycia członkiem Jaded Heart?
MICHAEL MUELLER: Ciężko jest wyżyć z grania muzyki. Ja również pracuję dla firmy "Line6" i pomagam jej sprzedawać wzmacniacze gitarowe i basowe. Oprócz muzyki lubię spędzać czas z moimi dzieciakami i żoną.
MAREK WILGOS: Jakie masz nadzieje i oczekiwania w związku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Europy w piłce nożnej? Kto wygra?
MICHAEL MUELLER: Niemcy oczywiście!! Hehehehe...
MAREK WILGOS: OK. Nie męczę więcej. Dzięki serdeczne za poświęcony czas. Zapraszamy do Polski, nawet w charakterze turysty. Parę słów na zakończenie dla czytelników www.powermetal.pl
MICHAEL MUELLER: Zostańcie heavy i chodźcie na koncerty!!!! Odwiedzajcie naszą stronę internetową i zostawiajcie swoje komentarze. Naprawdę chcielibyśmy zagrać w Polsce, więc łapcie i nas rezerwujcie. Zdrowia i dzięki za przeczytanie. Rock Hard!
|