|
Skład: Jack Blades - śpiew, gitara basowa, gitara akustyczna; Brad Gillis - gitara; Neal Schon - gitara; Tommy Shaw - gitara, chórki; Jeff Watson - gitara; Michael Cartellone - perkusja; Warren DeMartini - gitara akustyczna, gitara; Damon Johnson - chórki; Michael Lardie - gitara, instrumenty klawiszowe; Kelly Keagy - perkusja, chórki
Produkcja: Jack Blades
Jak usłyszałem, że Jack Blades nagrywa solową płytę, pomyślałem, że chłop pozbiera kilkdziesiąt utworów napisanych przez siebie dla innych muzyków i zlepi taką "de facto" płytę z coverami. Jednak jak się okazało, Jacek nie poszedł na skróty, napisał 11 całkiem nowych, nigdzie nie opublikowanych numerów. Na płycie pomogła mu rzesza przyjaciół, nie zabrakło m.in. bardzo częstego współpracownika - Tommy Shawa, czy niemal całej ekipy z Night Ranger.
Każdy, kto kojarzy postać Bladesa, przede wszystkim myśli o Damn Yankees i Night Ranger. Logicznym jest wnioskować, że niniejsza płyta będzie mieszanką tych kapel, jednak nic bardziej mylnego. Blades odciął się na niej dość wyraźnie od w/w zespołów. Szczerze mówiąc, jest to jego solowa płyta i miał do tego pełne prawo... A jaka to jest płyta? Dość dziwna, często przypomina to Toma Petty'ego, Billy Klipperta, Martina Steinmarcka, tudzież te niezliczone młode amerykańskie w większości dość mizerne kapele ze ścieżek filmowych (np. "American Pie"). Ogólnie brzmienie dość mocno zainspirowane jest nowomodnym, amerykańskim graniem i pierwsze zetknięcie z albumem może mocno dać po głowie. Jednak mimo tego mojego w sumie zawodzenia nie jest to zły album. Po dwóch, trzech przesłuchaniach można ją wręcz polubić. Większość takich wydawnictw pop/rockowych (słyszałem kilka grup tzw. mainstreamowych) ma jedną podstawową wadę, mianowicie szystkie piosenki na ich krążkach są do siebie tak podobne, że po prostu po dwóch, trzech przesłuchaniach nie ma się ochoty na więcej. W przypadku Jacka Bladesa nic takiego sie nie dzieje. Po prostu nasz bohater jest zbyt doświadczonym songwriterem, by popełniać takie błędy. Poza tym wokal Jacka jest tak dobry, że nawet w tej odmiennej stylistyce się odnajduje. Melodie są na miejscu, świetne refreny, po prostu doskonała radiowa muzyka. Najlepsze utwory na albumie to opener Sea Of Emotions z melodyjną solówką Neila Schona, najcięższy tutaj On Top Of The World, mocno przypominający dokonania Toma Petty'ego Someday, czy najbardziej chyba melodyjny Go Touch The Sky (rewelacyjna solówka całkowicie 80'sowa). Reszta to po prostu miłe dla ucha, relaksacyjne i dość proste lirycznie pop/rockowe utwory, coś co można puścić i słuchać nie przykładając do tego zbytniej uwagi.
Nie jest to muzyka jakiej najczęściej słucham, jednak jest to pop/rock tak dobrze zagrany i zaśpiewany, że gdyby tego rodzaju muzyka była puszczana w radiu, nie wyłączałbym go z zażenowaniem.
Oficjalna strona artysty: www.jackblades.net
Vandervelde wrzesień 2004
|