|
Skład: Steve Harris - gitara basowa, syntezatory; Bruce Dickinson - śpiew; Dave Murray - gitary; Adrian Smith - gitary; Nicko McBrain - perkusja
Produckja: Martin "Disappearing Armchair" Birch
Steve Harris zawsze słynął ze swojego zamiłowania do rocka progresywnego z lat '70 ubiegłego wieku i jeśli kogoś nie przekonała o tym, doskonała zresztą, płyta poprzednia, tutaj nie powinien mieć żadnych wątpliwości. Syntezatory stały się niejako jeszcze jednym środkiem wyrazu powodując, że brzmienie momentami jest niemal orkiestrowe.
Album rozpoczyna się od spokojnej akustycznej introdukcji inspirowanej folkowym Jethro Tull a później syntezatory wprowadzają nas w genialny Moonchild. Demoniczny wokal Dickinsona i dynamiczna praca sekcji rytmicznej, aż ciarki przechodzą po plecach. Każdy, kogo interesują muzyczne ciekawostki, zwróci uwagę, że celtyckie motywy obecne w muzyce piątki z Londynu są głęboko zakorzenione w miejscowej kulturze. Infinite Dreams ma taki posmak. Bardzo spokojny relaksacyjny początek i popisy gitarzystów w drugiej części kompozycji nie pozostawiają wątpliwości, że jeśli chodzi przynajmniej o metalowe zespoły, Iron Maiden nie mieli wówczas sobie równych. Następnie dwa przeboje: Can I Play With Madness i The Evil That Men Do, zobrazowane zreszta wideoklipami uzupełniającymi zremasterowaną edycję tej płyty, pokazują nieco bardziej rock and rollowe oblicze zespołu. To są po prostu dynamiczne niemalże hard rockowe kompozycje dobre na każdą okazję. Numer 5 na płycie to utwór tytułowy, który ma najwięcej wspólnego z rockiem progresywnym i to nie tylko ze względu na długość (rzecz trwa prawie 10 minut). Ten recytowany fragment tekstu to jakby nawiązanie stylistyczne do Rime Of The Ancient Mariner z Powerslave. W ogóle podobieństw między utworami jest więcej (miarowe przyciężkawe riffy na których oparte są wokale). Pod koniec kompozycji raczeni jesteśmy serią solówek jakże melodyjnych i tak przecież charakterystycznych dla Iron Maiden. Cały utwór ma specyfikę kompozycji Jethro Tull Dark Ages, co jak dla mnie jest dużym plusem. The Prophecy to również rzecz najwyższych lotów. Ciekawa introdukcja zabarwiona - a jakże- na celtycko poprzedza apokaliptyczne dźwięki. Dla zwiększenia "proroczego" efektu kawałka zastosowano lekki pogłos w brzmieniu wokalu, co ponownie wywołuje u mnie gęsią skórkę. W The Clairvoyant zastosowano ciekawy efekt w zwrotkach cofając gitary w tło. Tę przestrzeń wypełniają syntezatory, a tempo nadaje głównie perkusja, co jest o tyle unikatowe, że w Ironach zazwyczaj perkusja grała na równi z gitarą basową. Otrzymujemy rewelacyjny metalowo progresywny numer, z całą pewnością ozdoba repertuaru Iron Maiden i zarazem jeden z ich najlepszych utworów. Only The Good Die Young to dynamiczny kawałek, bardzo melodyjny ze świetnym tekstem. Cała płyta kończy się tak, jak się zaczyna czyli od akustycznej kody, która spina klamrą całość. Muszę dodać jeszcze, że śpiew Dickinsona na krążku jest dosyć zróżnicowany. Tych, którzy znają go tylko z tych "rycerskich" zaśpiewów, może zaskoczyć czasami diaboliczna maniera a'la Peter Hammill z Van Der Graaf Generator (nota bene ulubiony wokalista Dickinsona). Brzmi to naprawdę świetnie i absolutnie przekonująco.
Steve Harris wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że "Seventh Son" to jego ulubiona płyta Iron Maiden i nie dziwię się, że tak mówił. Dla mnie to absolutna czołówka, jeśli chodzi o Maiden i zarazam jeden z albumów wrzechczasów. Dorastałem z tym albumem i towarzyszy mi już od piętnastu lat, nie znudził mi się nigdy. Polecam gorąco nie tylko maniakom Eddiego.
Oficjalna strona zespołu: www.ironmaiden.com
LSDisease grudzień 2004
|