Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

IRON MAIDEN - Piece Of Mind [1983]
Wydawca: EMI / Sony

  1. Where Eagles Dare
  2. Revelations
  3. Flight Of Icarus
  4. Die With Your Boots On
  5. The Trooper
  6. Still Life
  7. Quest For Fire
  8. Sun And Steel
  9. To Tame A Land
Piece Of Mind

Skład: Bruce Dickinson - śpiew; Adrian Smith - gitary; Dave Murray - gitary; Steve Harris - gitara basowa; Nico McBrain - perkusja

Produckja: Martin Birch

Kiedyś, wieki temu, kolega przegrał mi z płyty winylowej czwarty album Iron Maiden, którego nie kupiłem wtedy tylko dlatego, że okładka wydała mi się mniej interesująca niż innych albumów zespołu. Brzmi to może śmiesznie teraz w dobie internetu, ale wtedy kupowanie kaset lub ich przegrywanie było jedyną drogą by poznać jakikolwiek zespół. Jak brakowało kasy przegrywało się jak leci i o ile z Piece Of Mind sprawa jest oczywista, bo to już klasyka, teraz szkoda by mi było wydać pieniądze na bieżące, łatwo dostępne albumy Ironów. Ale do rzeczy.

Piece Of Mind to gra słowna i tym samym po groźnie brzmiącym The Number Of The Beast, próba przekonania słuchaczy, że Iron Maiden to przede wszystkim zabawa. Teraz oczywiście to wszystko brzmi naiwnie śmiesznie, ale przed laty zespół znalazł się na czarnej licie cenzorów niektórych rozgłośni radiowych w Stanach jako propagujący satanizm. Do tego jeszcze później wrócimy przy omawianiu utworu Still Life, ale zacznijmy od początku. Where Eagles Dare rozpoczyna album. Jak na Iron Maiden to dosyć rozbudowana kompozycja i nie chodzi tutaj o czas trwania, a bardziej o strukturę. Partie budowane są na zasadzie kontrapunktu, ciężkie zdecydowanie heavy metalowe motywy przeplatają się ze staroświeckimi rockowymi zagrywkami. Zespół cofa się o dekadę bezproblemowo radząc sobie z połączeniem tego w spójną całość. O ile pierwszy numer jest obiecujący, o tyle Revelations to prawdziwe arcydzieło. Utwór Bruce'a Dickinsona (zaaklimatyzował się na dobre) o poetyckim tekście, zrobiny z takim rozmachem jak niegdyś kompozycje Genesis. Nie ma w tym cienia przesady. Ostrzejsze motywy przechodzą w balladowe. Tam gdzie zespół gra nastrojowo słyszę "Wypisz wymaluj" Wishbone Ash. Na myśl przychodzi zwłaszcza słynny utwór Phoenix Rising. Kawałek rozpędza się jednak na tyle, że robi się z tego rasowy heavy metal. Zastanawiam się, w jakim punkcie wówczas było Judas Priest. Tak całkiem serio Ironi załatwili ich o dwie klasy. Flight Of Icarus przypadkiem znalazł się na krążku i już nie całkiem przypadkiem stał się przebojem. Zwłaszcza w Stanach, co specjalnie mnie nie dziwi, bo to bardzo nie-maidenowa kompozycja. Nie ma w niej tych charakterystycznych galopad, za to refren to po prostu lata '70 (nakładki wokalne imitujące chórki). Jeśli chodzi o hard rockową melodykę Die With Your Boots On nie ustępuje poprzednikowi. To jeden z moich ulubionych kawałków Iron Maiden w ogóle. Jest dynamiczny i bardzo bardzo rock and rollowy. To rzeczywiście buja, nie ma w tym nic z ponurego smętnego metalu, nie ma napuszonego monumentalizmu ówczesnych herosów wymiatania. Jak nie odbierać po latach tego krążka w ten sam sposób co klasyki Rainbow czy Rush? The Trooper to najbardziej znany numer z Piece Of Mind. Oczywiście można go opatrzeć tytułem "Run To The Hills 2". Złośliwe? Napewno trochę tak, ale The Trooper z tymi rycerskimi zaśpiewami i patatajami jest swego rodzaju monumentem. Monumentem, którego przynajmniej ja już nie chcę tykać. Nie szkodzi. Dalej jest znacznie ciekawszy utwór. Mowa o Still Life. Gdybym miał wybrać złotą trójkę Piece Of Mind to ten kawałek ma miejsce obok Revelations i Die With Your Boots On. Zaczyna się bardzo intrygująco od pijackiego bełkotu Nico McBraina nagranego od tyłu. Oczywiście było to czyste szyderstwo z fanatyków religijnych, którzy szukają satanistycznego przesłania słuchając płyt od tyłu. Nawet grając ten fragment we właściwy sposób ciężko zrozumiec, co bełkocze Nico (próbowałem to odszyfrować, ale niewiele z tego rozumiem). W skrócie chodziło o to, żeby nie cytować rzeczy, których się nie rozumie. W ogóle na tym albumie sporo nawiązań stylistycznych do Aqualung Jethro Tull (na wydaniu z bonusami zamieszczono cover Cross Eyed Mary). Wracając do Still Life, utwór świetny, też bardziej hard rockowy niż metalowy. Kto jeszcze takie rzeczy dziś komponuje? To zbyt radosne dla heavy metalowców, zbyt retro, a jednak buja po latach. Quest For Fire zachwyca mnie głównie solówką, która wypływa wesoło z tej w sumie bardzo poważnej kompozycji. Napuszone wokale i powaga pryska jak bańka mydlana w jednej chwili. Sun And Steel to bardzo wesoły rozbujany numer. Tekst ten to kpina ze stylistyki Manowar... Bez komentarza, ja się ubawiłem. Na koniec monumentalny i zupełnie nie pasujący do całości To Tame A Land. Dobry wystarczająco dla nostalgicznych starych metali, gdyż brzmi retro, młodzi fascynaci gier RPG też pewnie nie narzekają, ja jednak po Sun And Steel kończę słuchanie tej płyty. Płyty rock and rollowej (jak na Iron Maiden), płyty na luzie, w dobrych klasycznym rockowym stylu. Teraz już się tak po prostu nie gra.

Oficjalna strona zespołu: www.ironmaiden.com

LSDisease
wrzesień 2007