Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** IRA : Piętnastolecie zespołu ***

Jubileuszowy koncert IRA Dnia 25.09.2003 r. w radomskim Amfiteatrze odbył się koncert zapowiadany jako wielkie rockowe święto... Jeśli mam być szczery, to biorąc pod uwagę jego lokalizację byłem raczej sceptyczny. Co prawda mile zaskoczył mnie rozmach, z jakim ów koncert był w Radomiu promowany, lecz mimo wszystko to miasto nie grzeszy frekwencją na koncertach rockowych. Ale...

Pod amfiteatrem pojawiłem się parę minut po rozpoczęciu koncertu i pierwsze, co mnie zaskoczyło, to całkiem spora kolejka do wejścia. Po odstaniu paru minut znalazłem się na koronie amfiteatru. Na scenie produkował się już zespół w wdzięcznej nazwie Lustro. Grali całkiem ciekawie, niestety załapałem się tylko na trzy ich ostatnie numery, w tym Zombie The Cranberries. Należy w tym miejscu wspomnieć o publiczności, która nawet zespół, jakby nie było skazany na porażkę, przyjęła bardzo ciepło (były oklaski, był mały młynek pod sceną, skandowanie nazwy zespołu - rzecz raczej niecodzienna jeśli o "defloratora scen" chodzi).

Później scenę opanował konferansjer Skiba - sypnął paroma głupimi tekstami, zorganizował debilny konkurs (na najlepsza imitację Michała Wiśniewskiego). Przynajmniej miałem trochę czasu aby udać się po piwo... W pewnym momencie od strony sceny doszła mnie (nie powiem, bardzo przeze mnie oczekiwana) zapowiedź: "Przed Wami Thorn!!!", po czym pojawili się lokalni gwiazdorzy sprzed lat. Thorn to niegdyś uwielbiany w Radomiu zespół. Wydali kilka demówek i kasetę Never Forget nakładem Baron Rec, niedługo potem znikli ze sceny muzycznej, aby pojawić się ponownie po 4-letniej przerwie. O ile nowy image Kufla (gitara / wokal) może śmieszyć (przy tekstach typu "Hej!!! Czy są tu jeszcze prawdziwi metalowcy?" ludzie pamiętający czasy świetności Thorna i późniejsze "metamorfozy" Kufla zwijali się ze śmiechu tudzież z niesmakiem szli w siną dal), to do ich występu nie można się przyczepić. Dali świetny koncert z konceptem, można było odnieść wrażenie, że grają jeden bardzo długi track spojony klawiszowymi łącznikami. Głos Kufla można porównać do Nicka Holmesa z Paradise Lost, sama muzyka w formie podanej na koncercie oscylowała między Metallicą (może to za sprawą "hetfieldowatego" zachowania się wokalisty), momentami Rammsteinem (nowe numery, wstawki na "parapetach" - choć nadal brzmieli zdecydowanie "metalowo"), a jeden z nowych numerów brzmiał dość "samaelowato". Tak czy inaczej, takiego powrotu na scenę można chłopakom pogratulować.

Po występie Thorna nastąpiła dość długa przerwa wypełniona kolejnymi konkursami Skiby. Przyznać należy, że już mniej debilnymi. Konkurs na najlepszą imitację dresiarza wygrał... koleś z klubu motocyklowego. Był też dość ciekawy konkurs na najlepszy... headbanging.

W pewnym momencie zgasły światła i na scenie pojawili się bohaterowie wieczoru. W tym miejscu proszę o wybaczenie, ale nie pamiętam dokładnie kolejności utworów - zbytnio byłem "zaangażowany", aby dokładnie notować w pamięci, co było po czym. IRA grała około 3 godzin (!!!), więc trochę się tych numerów przewinęło. W każdym bądź razie zespół odegrał prawie cały materiał z Live '93 (poza Sen, Sex, Come Together, Hey Joe, i Honky Tonk Women), a więc z czasów swoich największych sukcesów. Cały set był bardzo przemyślany, oparty na zasadzie stare - nowe, dzięki czemu publika nie mogła być znudzona. No i nie była. Sama frekwencja przerosła moje wyobrażenia - prawie pełen amfiteatr. Nie wiem dokładnie, ilu ludzi tam się mieści. Na oko było ok. 5000-6000 luda ale mogę się mylić, wybaczcie. Przekrój wiekowy ogromny - od całych grupek 11 - 12-latków po 40-letnie wygi, zdarzały się nawet całe rodziny. Dodać należy, że w większości była to publiczność "przypadkowa" - ale ma to swoje dobre strony... być może rośnie nam nowy rockowy narybek, kto wie? Przyjęcie zespołu było fenomenalne. Aplauz nie malał przez cały czas koncertu (przypomnę - około 3 godziny), ludzie śpiewali z Arturem Gadowskim i refreny i zwrotki (aż Gadzio w pewnym momencie zażartował, że właściwie to nie musi śpiewać, bo publiczność go świetnie wyręcza).

Poza klasycznymi numerami z trzech pierwszych płyt zespół zaprezentował między innymi dwa numery z płyty Znamię - tytułowy odśpiewany z Pawłem Kukizem (notabene śmiesznie to wyglądało gdy Paweł co rusz podchodził do kartki rozłożonej na scenie aby "wyrapować" kolejne dwa wersy) i chóralnie odśpiewane Zakrapiane Spotkanie. Płytę Ogrody reprezentował Jestem Obcy, który o ile na płycie wydawał mi się "płaski" i bez życia, tu zabrzmiał świetnie, ciężko i soczyście (być może dlatego, iż zespół grał na 3 gitary). Zresztą ta reguła tyczy się również solowych numerów Gadowskiego (Szczęśliwego Nowego Jorku, Ona Jest Ze Snu i zdaje się chyba tyle...), jak i większości kawałków z Tu I Teraz. Mój Kraj moim zdaniem nie wybronił się nawet na koncercie.

Zespół zagrał również parę numerów z nowej płyty, której wydanie planowane jest na przyszły rok. Tę płytę mogę już w tym momencie polecić każdemu, nowe kawałki brzmią dużo ciężej, są bliżej klasycznego oblicza zespołu niż materiał z Tu I Teraz. Poleciał również klasyk AC/DC Highway To Hell i Venus grupy Bananarama. Warto w tym momencie wspomnieć o gościach, bo Kukiz nie był jedynym ubarwieniem koncertu. Co prawda nie pojawiły się castingowe gwiazdki z "Idola" (co Gadzio dyplomatycznie podsumował "pozostawiam osąd tego faktu Wam") ale i tak niespodzianek nie zabrakło. Nie zawsze miłych - występ Andrzeja Cierniewskiego to przysłowiowa kula w płot i chyba jedyny fragment koncertu na którym publika przysypiała... ale i tak nagrodziła występ brawami. Pojawił się również Zbyszek Hołdys, który ubarwił swoją bluesową gitarą między innymi utwór Nadzieja, na którym mogliśmy również podziwiać "najpiękniejszy kwartet smyczkowy w Polsce" (wedle słów Artura) - The Strings (bodajże) oraz Piotrka Lato gościnnie na wokalu.

Generalnie nie zabrakło żadnego elementu koniecznego dla rockowego show: było przekrzykiwanie się z publicznością, świetnie zaplanowana dramaturgia występu, Artur pokazał jak się dogadywać z publiką z humorem i bez gwiazdorstwa ("Co tak krzyczycie? Przecież nie znacie jeszcze tej piosenki", "Uwaga, każdy głos jest nagrywany - jeśli krzykniecie teraz, wystąpicie na naszej płycie"). No i nie zabrakło urodzinowej fety - na scenie pojawili się nawet Prezydent Miasta Radomia i jego zastępca w celu uhonorowania zespołu. Poza tym IRA przyjęła prezenty od Radia Radom, klubu motocyklowego z Łodzi, swojego fanklubu, a także wysłuchała gromkiego "Sto lat" kilkakrotnie śpiewanego przez publiczność (zarówno na początku jak i na koniec występu). Był oczywiście tort i szampan, którym najpierw Wojtek Owczarek, a później Artur "częstowali" publiczność. By zamknąć się w jednym zdaniu, cały koncert można podsumować sloganem z plakatów - wielkie rockowe święto!!!

Przepraszam że opis występu IRA jest dość chaotyczny ale... to zdecydowanie nie był koncert na którym stoi się i słucha. Ten koncert to po prostu przeżycie. 100 lat chłopaki!!!
Na koniec chciałem pozdrowić dawnych znajomych spotkanych na koncercie, tych którzy nie "wyrośli" jeszcze z cięższych brzmień - keep rockin'!!!

Evildead
26.09.2003

Treść ulotki reklamującej opisywany koncert