|
Skład: Artur Gadowski - śpiew, chórki; Wojtek Owczarek - perkusja; Piotr Sujka - gitara basowa, chórki; Piotr Konca - gitara, chórki; Marcin Bracichowicz - gitara
Produkcja: Sebastian Piekarek i Marcin Trojanowicz
Po trzech studyjnych krążkach zespołu IRA, które z racji swego materiału nie przypadły mi do gustu, tradycyjnie i z sentymentu postanowiłem dać kolejną szansę Radomianom przy okazji wydania ich najnowszego albumu - 9. Tytuł znaczący, wszak to dziewiąta płyta grupy i zarazem wydana w 2009 r, roku z dziewiątką w dacie. Zanim jeszcze CD wpadło w moje ręce, nie wytrzymałem i przeczytałem kilka recenzji, de facto nie brzmiących entuzjastycznie.
Nie wiem, jaki procent fanów zespołu to miłośnicy takich płyt jak 1993 czy Mój Dom, ale wśród moich znajomych właśnie sympatycy tych krążków stanowią większość. Nie ukrywam, że ja również wolę nagrania "klasycznej IRY" i ubolewam nad faktem, że tak dalece od tamtej stylistyki chłopaki odeszli. Z drugiej strony, jeśli 9 porównać do ostatnich nagrań radomskiej kapeli, to słychać wyraźny powrót do formy i choć muzycy dalej grają pop rockowo, to da się też wyczuć i trochę hard rocka w nowym materiale. Cała historia przypomina mi w zasadzie ostatnią dekadę z kariery Bon Jovi i jest niemal analogiczna. Ekipa Jona też przez wiele lat grała jakiś modern pop rock, by na ostatnim dziele ukłonić się starym fanom. Tak więc od razu na wstępie powiem, że nowy album załogi Gadowskiego jest pod wieloma względami lepszy od poprzedniczek i choćby za to należy jej się pochwała. Z Dnia Na Dzień rozpoczyna się ostro i ciężko, zdecydowanie rockowo, by nie powiedzieć nawet metalowo. Głos Artura nie za bardzo momentami podchodzi mi w kilku pierwszych wersach, w moim odczuciu niezbyt pasuje do tej kompozycji, za to refreny to już jego wysoka forma. Obiektywnie muszę stwierdzić, że jest to dobry kawałek, więc wszystkie opinie recenzentów, jakie czytałem, wydają się przesadzone. Chociaż, brakuje mi tu porządnej, gitarowej solówki... Z ciężkim graniem mamy również do czynienia w Mój Bóg. Początek tego numeru, jak i refreny, to porządne granie, zastanawiam się tylko, po co grupa sięga po "nowoczesne" patenty w stylu industrialnym, typu głos wokalisty brzmiący jak z taniego radia i perkusja jak zza tekturowej ściany. Najważniejsze jednak, że w utworze jest solówka, może nie taka, jak kiedyś grywał Łukaszewski, ale też ciesząca ucho. To Co Na Zawsze zaskakuje po takich kawałkach swoją stylistyką. Tutaj chłopaki grają jak jakieś T-Love, a za czymś takim nie przepadam, zbyt proste to dla mnie. Wszystkich, którzy mają podobne podejście, uspokoję jednak, w refrenach to wszystko wypada dużo lepiej. Balladowy charakter nosi piosenka o uroczym tytule Szczęście. Fani starych ballad IRY powinni być usatysfakcjonowani, ścieżka brzmi dokładnie tak, jakby została wyjęta z klasycznych płyt zespołu. Zresztą jak znam życie, to nagranie podchwycą stacje radiowe z racji jego przyjazności dla tego typu mediów. Dobry Czas to pozycja z gatunku pop rocka, ale podoba mi się, nawet mimo swojego jednostajnego rytmu. Uszu nie kłuje, jest niemal idealna, gdy trzeba coś zrobić i brakuje pod to odpowiedniego podkładu muzycznego. W przewrotny tekst zostało uzbrojone Spróbuj. Wokalista ustosunkowuje się w nim względem krytykujących go fanów, zarzucających mu zaprzedanie się, granie dla kasy i robienie chłamu... Ale nie zabrakło i przesłania - zachęty do zrobienia czegoś samemu dla innych ludzi. Muzycznie jest przy tym nieźle, w środku kawałka pojawia się nawet rasowy hard rockowy riff. Za to kompletnie nie trafia do mnie pianistyczna ballada Nie Daj Mi Odejść, głównie z powodu samego początku, który psuje wrażenie już na starcie. Artur śpiewa tutaj w podobny sposób, w jaki tatusiowie próbują śpiewać małym dzieciom do snu. Dalej jest bardziej radiowo-przebojowo, jednak wcześniejszy niesmak pozostaje. Melodia z lini wokalnych i podkładów z Żyję - Dobrze Mi Z Tym wydaje mi się dziwnie znajoma, choć nie potrafię w tym momencie wskazać, gdzie to słyszałem (Bajm?). Niekoniecznie musiało to być coś identycznego, z pewnością jednak utrzymane w podobnej stylistyce. Mniejsza o to. Poza tymi zagrywkami można wysłyszeć jeszcze kilka momentów charakterystycznych dla polskich ballad, a nawet do czegoś na nutę country. Dlaczego Nic brzmi trochę jak brit pop zagrany z wygładzonym brzmieniem , no i z bardziej melodyjnymi wokalami. Teksty może nie jakoś szczególnie ambitne, choć zdają się być bardzo życiowe. W utworze Druga Miłość zespół powędrował zupełnie w klimaty muzyki pop, chociaż nie to jest tutaj najgorsze. Irytują mnie raz jeszcze te kołysankowe ciągoty piosenkarza. Sama ścieżka jest bardzo łagodna, pozbawiona całkowicie rockowego pazura i w tym momencie IRA przebiła nawet flirtujące z popem Bon Jovi. Zresztą w klimaty tejże grupy ekipa Gadowskiego ucelowała w zamykającym krążek nagraniu Apetyt. Patenty na granie zastosowano tu całkiem podobne, jedyna różnica polega na tym, że głos Artura ma po prostu brzmieniowo inną barwę. Radiowy pop rock i w zasadzie większa część tego albumu ukierunkowana jest właśnie na emisję radiową, ale to przecież nie nowość, IRA zawsze miała talent do komponowania takich kawałków.
Myślę, że IRĘ można nazwać "polskim Bon Jovi", bo wiele analogii by się znalazło w karierze obu tych zespołów. Tak samo rzecz się ma przy porównaniu ostatnich albumów ekip Jona i Artura - obie płyty wydają się mieć na celu pogodzenie starych fanów i nowych. Z jednej strony nawiązania do klasycznych krążków, z drugiej kontynuacja stylu obranego na wcześniejszych płytach. Trochę hard rocka, trochę tradycyjnego rocka, nieco popu i pop rocka, może nawet brit popu i oczywiście balald, czyli firmowego dania IRY. Fani mogą kupić w ciemno, inni mogą posłuchać.
Oficjalna strona zespołu: www.ira.art.pl
Guitarrizer grudzień 2009
|