Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

IRA - 1993 [1993]
Wydawca: Top Music / Andromeda

  1. 1993' Rok
  2. Sen
  3. Sex
  4. Woodstock
  5. Wiara
  6. Szatan
  7. Ona
  8. Deszcz
  9. Taki Jestem
  10. Zew Krwi
  11. Podróż
  12. Wyznanie
1993

Skład: Artur Gadowski - śpiew; Wojtek Owczarek - perkusja; Piotr Sujka - gitara basowa; Piotr Łukaszewski - gitary; Kuba Płucisz - gitary
Gościnnie: Tomek Bracichowicz - fortepian w [5]

Produkcja: Leszek Kamiński i IRA

Polska, co warto podkreślić, grupa IRA to dobry przykład na to, że nawet w Polsce można zrobić błyskawiczną karierę. Już po roku działalności muzycy odnoszą sukces na festiwalu w Opolu, a kolejne płyty sprzedają się jak na lokalne warunki nadzwyczaj dobrze. Album Mój Dom, drugi w karierze Radomian, wypromował takie hity jak chociażby utwór tytułowy oraz Nadzieja czy Bierz Mnie, które zna chyba każdy, kto w momencie wydania miał naście lat. 1993 kontynuuje dobrą passę zespołu, czego efektem jest trasa koncertowa obejmująca ponad 100 występów.

Przez moje ręce przewinąły się aż trzy wydania tego krążka. Pierwszym była edycja kasetowa, którą wspominam najlepiej, gdyż, jeśli chodzi o ilość różnych bajerów, był to "full wypas" - teksty piosenek, plakat zespołu w środku, no i najlepsza okładka z panienką malująca na murze nazwę kapeli z tytułem płyty, a obok Harley. Uroki kaset magnetofonowych niestety takie, że po jakimś czasie jakość dźwięku się pogarsza, a jak ktoś słucha tak dużo muzyki jak ja, to kaseta długo nie pożyje. Cóż, zajechałem taśmę na śmierć, a z czegoś trzeba było tego materiału słuchać, dodam, że komputery klasy PC mało kto wtedy miał, a MP3 chyba nie istniało. Uczynny kumpel przywiózł mi wtedy kompaktowego pirata ze słynnego stadionu w Warszawie, ale uniosłem się honorem i musiałem czekać coś koło 10 lat, zanim pojawiła się reedycja z Andromedy. Niestety wydawniczo nie umywa się ona do tego, co było na wydaniu kasetowym, ale za to jakość nagrań jest porządna. Zajmijmy sie jednak zespołem i jego twórczością. Nie wiem, na ile popularność chłopaki zdobyli dzięki modzie, ile mieli szczęścia itp., ale jak dla mnie ta kapela to przede wszystkim wspaniałe gardło Gadowskiego (ewenement jak na Polskę) i niesamowite solówki Łukaszewskiego (w owym czasie niewielu wioślarzy mogło się z Piotrem rownać pod względem techcznicznym i melodycznym), nie ujmując oczywiście nic sekcji rytmicznej i talentom kompozytorskim Płucisza. Cieszył mnie zatem fakt, że karierę zrobili ludzie naprawdę zdolni, a nie jakieś leszcze po protekcji, co ma teraz często miejsce. Co do samej płyty, przede wszystkim słyszalna jest tendencja do grania cięższego, niż to miało miejsce przedtem, która swoje ujście znajdzie na krążku Znamię. Materiał jest cholernie dobry i ciężko uwierzyć, że gitarzyści zagrali go na gitarach ZAK, produktach polskiej firmy Mayones. 1993' Rok to zarazem intro i rozgrzewka, gdzie bryluje Owczarek wypróbowujący swoje centralki i blachy, a gitarzyści testują swoje wzmacniacze i wiosła. Potem na tle głosów publiczności rusza niemal thrashowym riffem Sen, przechodzacy wprawdzie w hard rocka, ale jednak brzmiącego bardzo ciężko. Fani kompozycji z poprzedniego albumu mogą być nieco zdziwieni, tam tak ostrych numerów nie dało się uświadczyć, powiedzmy, że to taka zapowiedź późniejszego Znamienia. Najlepszym momentem utworu jest moim zdaniem solówka jakości zachodnich produkcji. Po takim sobie wstępie atakuje nas rasowy, hard rockowy riff w kawałku Sex, który jest dla mnie tym, czym na Mój Dom była California, czyli daniem głównym, najbardziej wyczekiwanym nagraniem. Pamiętam, jak byłem kilka lat temu na koncercie reaktywowanej IRY i ja publika domagała się zagrania tego numeru. Gadzio zażartował wtedy sobie, że o tę piosenkę zawsze jakoś najbardziej zabiegają faceci. Cóż, gdyby nie zabiegali, pewnie nie mielibyśmy potem wyżu demograficznego ;). Danie pyszne, a solówka po raz kolejny okazuje się być przyprawą wykwintną. Woodstock to tęsknota za czasami flower power i czuć to nie tylko w słowach, gdzie do tablicy przywołany jest wielki Jimi, ale i w stylizowanych na lata '60/'70 melodiach. Świetne rozwiązania rytmiczne i pełen ekspresji i mocy głos Artura, refren aż prosi się, by wyśpiewywać go razem z wokalistą. Kapela hard rockowa nie może się obyć bez ballady, tak więc zespół zadośćuczynia potrzebom i zapodaje Wiarę. Jeśli sięgnę pamięcią do czasu wydania płyty, to był to wielki hit, bardzo dobrze przyjmowany na koncertach. Do mnie jednak ta kompozycja niezbyt przemawia i to z kilku powodów. Dwa najważniejsze to moja niechęć do ballad jako takich i fakt, że na tle tej całej amerykańskości albumu ta akurat ścieżka brzmi typowo polsko. Dla mnie wada, choć dla innych może to być zaletą. Bardziej przypadął mi do gustu Nadzieja z poprzedniczki i nic na to nie poradzę. Wstęp do Szatana przypomina mi mocno jedynkę Slayera, zwłaszcza ze względu na specyficzna grę perkusji, choć i gitarowa zagrywka też stylistycznie plasuje się w takich klimatach, natomiast dalej to już szaleńcza hard rockowo - heavy metalowa jazda. Numer dobry na rozruszanie publiki podczas koncertów, no i pozycja obowiązkowa dla amatorów szybszego grania. Mnie najbardziej ponownie rusza gitarowe solo i zawsze czekam właśnie na ten punkt programu. Ona to typowy hard rock, nie tylko muzycznie, ale i tekstowo. Gdyby ten numer nagrać ze cztery lata wcześniej i wydać w USA, jestem niemal pewien, że serca Jankesów pokochałyby tę kompozycję. Zresztą z racji stylistycznej kawałek mógłby spokojnie znaleźć się na płycie Mój Dom, to ten sam typ grania. Dla odmiany kolejny utwór jest już mniej wesoły, jak i jego tytuł - Deszcz. Znów jak na mój gust piosenka zbyt "polska", przez co często traktuję ją "skipem", zwłaszcza że nie moge się doczekać rewelacyjnego Taki Jestem. Numer rozpoczynający się od solowki (a potem jeszcze lepiej - jeszcze więcej solówek) nie może być zły, to jest dokładnie to, co tygrysy lubią najbardziej. Pamiętam, że zawsze intrygowało mnie, jak gitarzyści zagrali wstęp do utworu, czy były to tłumienia, czy może zabawa ze skręcaniem potencjometru głośności, czy też jakiś gitarowy efekt... Cokolwiek to jest, wypada znakomicie. No i teksty - Harleyowcy powinni być ukontentowani. bez watpienia jeden z najlepszych kawałków w karierze Radomian. Zew Krwi jest pozycją bardziej heavy metalową i jakoś z racji głównej zagrywki kojarzy mi się ze słynnym Marszem Wilków TSA. Liryki traktują o sprawach społecznych, o ciężkim życiu chłopaka z rynsztoka/blokowisk. Jak widać, kapelom rockowym, a IRZE szczególnie takie tematy nie były obce, teraz o takich sprawach pogadują sobie raperzy i uważają się za "głos ludu". Powrót do hard rocka opartego na bluesie, choć z optymistyczna nutą, następuje w bombowym numerze Podróż. Kapitalny refren, wspaniała zwrotka, zgrabna solówka, a do tego odgłos nalewanego piwa we wstępie potrafią skutecznie poprawić humor. Pomijając linie wokalne, utwór strukturalnie przypomina mi dwa kawałki z Takin' It To The Streets brytyjskiej załogi z FM. Też na bazie bluesowych rytmów, ale już z większą dozą melancholii zbudowano Wyznanie. Nagranie kołyszące, co sprawia, że doskonale się go słucha w kameralnym gronie, bardzo szczery tekst piosenki, niezłe solo. Płyta kończy sie w sposob zachęcający do ponownego odsłuchu.

Jedna z kluczowych pozycji polskiego hard rocka, bez dwóch zdań. Wysoki poziom wykonawczy, pomysłowe kompozycje, czy trzeba więcej? Miło jest mieć świadomość, że mieliśmy na rodzimej scenie artystów mogących bez żadnych kompleksów konkurować z wykonawcami zagranicznymi. Wciąż album ten rozkłada na łopatki niemal każdą płytę rockową wydawaną w Polsce, tylko na scenie metalowej wszystko wygląda nieco bardziej optymistycznie, ale to nie miejsce na takie dywagacje. "Musisz mieć".

Oficjalna strona zespołu: www.ira.art.pl

Guitarrizer
kwiecień 2009